Polityka w błędnym kole

Niedziela 43/2011

Po tych wyborach nie obudziliśmy się w innej Polsce. Chyba tylko o tyle, że po raz pierwszy w historii III RP dotychczas rządzący ponownie wygrali wybory. W jaki sposób, dlaczego tak się stało i jakie będzie to miało konsekwencje – tu już zdania są wyraźnie podzielone

 

Wyniki wyborów parlamentarnych mówią same za siebie. PO wprowadziła do Sejmu nieco ponad 200 posłów, PiS – prawie 160. Resztę SLD, PSL i Ruch Palikota – odpowiednio od 27 do 40 posłów. Natomiast Senat został podzielony między PO i PiS w proporcjach trzy do dwóch. Dlatego samodzielnych rządów PO, o których ta partia przebąkiwała, a jej lider powtarzał, że nie ma z kim przegrać, nie będzie. Nadal rządzić będzie dotychczasowa koalicja, najpewniej z życzliwym wsparciem SLD i Ruchu Palikota.

– Polacy obudzili się w powyborczy ranek i zetknęli z tymi samymi problemami, z jakimi spotykają się codziennie: kolejki w przychodniach, skandalicznie niskie płace – twierdzi europoseł PiS Tadeusz Cymański. – Polska ma jeszcze młodą demokrację. Ale trzeba wierzyć w nasze społeczeństwo.

– Nie spodziewam się większej zmiany w polityce rządu. Po prostu to mu się nie opłaca –

dodaje dr Robert Gwiazdowski, prawnik i ekonomista, ekspert Centrum im. Adama Smitha. – Polska jest ta sama, ale szokuje bardzo niska frekwencja wyborcza – uważa Tadeusz Majchrowicz, wiceprzewodniczący „Solidarności”. – Zaskoczeniem jest też wejście do Sejmu miejskiej Samoobrony, jaką są ludzie Palikota, i słaby wynik lewicy – ocenia.

Błędne koło

Wyniki tych dwóch ostatnich ugrupowań to niespodzianka. Z różnych powodów – jedno pożywiło się kosztem drugiego. – Nasz słaby wynik to jednak nie tylko wynik błędów przewodniczącego Napieralskiego, ale braku lojalności wielu kolegów z SLD demonstracyjnie dystansujących się od lidera, a także skutek grania Palikota na niskich, lewackich, antyklerykalnych instynktach i postawy mediów – mówi znany polityk SLD.

Dr Tomasz Żukowski, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego, podkreśla, że w Polsce zawsze mieliśmy trochę obywateli o poglądach antyklerykalnych, jednak po raz pierwszy od dawna pojawił się polityk, który w pierwszej kolejności odwołuje się prawie wyłącznie do nich. Ten dobry wynik Palikota, jak ocenił w rozmowie z KAI, to konsekwencja zachowań części elit, które przyzwoliły na obecność radykalnego antyklerykalizmu w przestrzeni publicznej, o czym świadczy poparcie dla Palikota takich ludzi, jak Andrzej Olechowski, i zaaprobowanie przez media publiczne obecności w nich satanisty „Nergala”.

Dla Tadeusza Majchrowicza głosowanie w jego okręgu wyborczym w Krośnie na związaną z Ruchem Palikota Małgorzatę Marcinkiewicz to coś zdumiewającego. – To zupełnie anonimowa pani, której nikt nie widział ani nie słyszał, nie widziałem nawet żadnego jej plakatu. Ale posłanką została – mówi Majchrowicz. Jeszcze bardziej martwi go, że w młodej polskiej demokracji ponad połowa obywateli nie chodzi na wybory. – To może oznaczać, że ludzie są zbyt mało wyedukowani w tym względzie, ale też, że nabrali obrzydzenia do polityków i nie zamierzają ich wybierać – sądzi.

– Do tych ludzi trzeba docierać – podkreśla wiceprzewodniczący „Solidarności”. – Pod Gdańskiem, gdzie pracuję, pytano ludzi w miejscowości, w której była najniższa frekwencja, dlaczego tak się dzieje. Ludzie, łącznie z wójtem, mówili, że nikt się nimi nie interesuje, nigdy tam nie było żadnego posła, to dlaczego oni mają głosować. Moim zdaniem, jest to błędne koło: wykluczonymi nikt się nie zajmuje, bo oni i tak nie chodzą na wybory, a nie chodzą, bo nikt się nimi nie zajmuje.

Partie, a nie osobowości

Wybory do Senatu, które odbyły się według innych niż dotychczas zasad (głosowano w okręgach jednomandatowych), zapowiadały sporo zmian: miały się w nich liczyć osobowości. Nadzieje okazały się jednak płonne. Wygrały nie osobowości, lecz partie, a szczególnie jedna. Przegranymi wyborów są m.in. doświadczeni senatorowie – Zbigniew Romaszewski i Piotr Andrzejewski, startujący z rekomendacją PiS.

– Nowe rozwiązanie narzuciła rządząca koalicja PO-PSL, manipulując przy okazji granicami okręgów na korzyść swoich kandydatów – podkreśla Piotr Andrzejewski, senator poprzedniej kadencji, który tym razem nie został wybrany. – Ostrzegaliśmy, że przy rozdrobnieniu głosów na wielu kandydatów każdy z nich otrzyma minimalne poparcie, ale poprawka senatorów PiS, proponująca drugą turę wyborów, została odrzucona. Nie przebiło się to do mass mediów i świadomości wyborców.

W tej sprawie, jak pisał Andrzejewski m.in. w „Naszym Dzienniku”, koalicja PO-PSL przeprowadziła „istny blitzkrieg legislacyjny z zastosowaniem nadzwyczajnego trybu procesowania”. Złamano – ostrzegał – zasadę, że niedopuszczalne są zmiany prawa wyborczego dokonywane w doraźnym celu, i wykrojono okręgi tak, jak to odpowiadało rządzącym, dokonano manipulacji granicami okręgów wyborczych, dostosowując ich zasięg do geografii według preferencji dla PO.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

TAGI| POLITYKA, WYBORY

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama