Aniołowie ratujący od rozpaczy

Któż jak Bóg 5/2011

Historię tę opisał Isaku, kiedy był już siwobrodym starcem. Dzięki jego ojcu wieś odrodziła się i przemieniła. Gdy był w niewoli, pracował u garncarza. Nauczył się robić gliniane naczynia. Znalazł odpowiednią ku temu glinkę i postawił piec do wypalania. Wkrótce zyskał sobie wielkie uznanie i został wybrany na wójta.

 

„Król Dawid drżąc cały ze wzruszenia, wszedł do komnaty znadującej się nad bramą i gorzko zapłakał. Chodząc tam i z powrotem ciągle powtarzał: Synu mój, Absalomie! Synu mój, synu mój, Absalomie! Że też ja nie zginąłem zamiast ciebie! Wkrótce też doniesiono Joabowi, że król płacze i rozpacza z powodu śmierci swojego syna" (2 Sm 19, 1 -2).„Każdy człowiek ma swoją noc cierpienia. Nigdy inaczej nie bywało" (Olav Dunn)

Japonia. Późne średniowiecze. Skrajnie uboga wioska rybacka. Od południa wieś zamykały ska- przylądka, wychodzącego daleko w morze. Do sąsiednich wsi można się było dostać jedynie idąc na pół­noc, najpierw stromą dróżką wzdłuż skał przez dwie głębokie doliny, a na­stępnie przez strome zbocza pokryte lasem. W sumie podróż do najbliż­szej wioski trwała dwa pełne dni. Wieśniacy przemierzali tę drogę sto­sunkowo często, niosąc połów do in­nych wsi, i wymieniali go na żywność, którą przynosili z powrotem. Jednak nie wystarczało jej, by napełnić puste żołądki ich rodzin i zaspokoić głód.

Wrócę za trzy lata. Nie daj dzieciom umrzeć z głodu. Stojąc w drzwiach domu pośrednika, ojciec patrzył przenikliwie na żonę i syna. Całym sobą czuł i rozumiał, że dzieci są jego ukochanym ciężarem.

Za część srebra matka kupiła zbo­że. Razem z Isaku zarzucili je na plecy i ruszyli górską drogą w stronę swe­go domu.

Jesienne połowy

We wsi czuło się już jesień. Gdy zakwitły trawy i zawiązały się na nich nasionka, do brzegu podpływały ma­łe, jesienne ośmiornice i zaczynał się okres ich połowu. Były wyjątkowo smaczne, można je było jeść na su­rowo lub gotowane. Dzieci rozcinały je i wieszały do suszenia na sznur­kach rozciągniętych pomiędzy tycz­kami. Gdy zbladła czerwień i liście zaczynały opadać, morze stawało się burzliwe. Wzdłuż brzegu ciągnęła się w morzu zawiła linia skał, wśród któ­rych mieszkały ośmiornice i różne rodzaje skorupiaków. Skały dawały też schronienie i odpoczynek rybom. Kołysały się tam glony, a do skał przy­legała gruba warstwa wodorostów. Mężczyźni wypływali niewielkimi łodziami na ryby, a kobiety i dzie­ci, zaglądając między skały, zbierały wodorosty i skorupiaki. Po sezonie jesiennych ośmiornic przychodziła pora czerwienienia liści i wieśniacy, patrząc na pokrywające się purpurą góry, snuli „wielkie marzenia”.

Tajemnicze warzenie soli

Pod powierzchnią morza, na dość dużej przestrzeni, ciągnęła się nieregu­larna rafa. Wieśniacy wypływający na połów manewrowali tam swymi nie­wielkimi łodziami od skały do skały, jakby je razem zszywali, ale gdyby du­ży statek wpłynął na te duże wody, na pewno od razu miałby rozprute dno.

Pod koniec jesieni zaczęło się wa­rzenie soli. Wójt w drodze wyróżnienia wyznaczył do tego zadania również Isaku. Warzenie soli posiadało swo­isty rytuał. Dokonywało się ono na plaży podczas burzliwych nocy. Z cza­sem Isaku zorientował się, o co w tym wszystkim chodzi. Zrozumiał, że był to też sposób na wywołanie katastrofy. Gdyby celem było wyprodukowanie soli, wygodniej przecież byłoby robić to w dzień. Teraz zrozumiał, dlacze­go zajmowano się tym jedynie nocą. Zrozumiał też, dlaczego nie warzono soli w pogodne noce. Na pewno wte­dy statki nie miały kłopotów z żeglo­waniem. Otóż warzenie soli na plaży w burzliwą noc miało na celu przyciąg­nąć do brzegu przepływające statki. Kiedy wieje wiatr z północnego za­chodu, morze się burzy. I coraz więcej statków ma kłopoty na morzu. W nocy woda dostaje się na pokład i trzeba wy­rzucić za burtę część ładunku, aby sta­tek nie zatonął. I gdy wtedy ludzie na statku zobaczą w ciemnościach ogień, wiedzą, że na plaży są ludzkie osiedla, i kierują statek w stronę brzegu.

„Łaskawy statek”

Przy warzeniu soli Isaku od kole­gi Sahei dowiedział się, że „łaskawe statki” to takie, które rozbiły się o rafy w morzu w pobliżu wsi. Zazwyczaj były one wyładowane jedzeniem, naczynia­mi, przedmiotami zbytku i tkaninami. Znacznie wzbogacały życie miesz­kańców wsi. Poza tym, gdy rozbiły się o skały lub roztrzaskały je fale, morze wyrzucało na brzeg drewno, z które­go były zrobione. Wykorzystywano to drewno do naprawy domów lub wy­robu mebli. Podczas ceremonii urzą­dzanej we wsi przed nadejściem zimy modlono się, by przepływające statki rozbiły się o rafę.

Dla wsi morze z rozciągającą się między skałami rafą było cennym źródłem ryb utrzymujących ją przy życiu, ale jednocześnie miejscem do­starczającym obfitego pożywienia, pieniędzy, ubrań, przedmiotów zbyt­ku i codziennego użytku, gdy poja­wiał się „łaskawy statek”. Łaska ta nad­chodziła oczywiście nieregularnie. Niekiedy pojawiała się przez dwa, trzy lata z rzędu, niekiedy zaś morze nie zsyłało jej przez ponad dziesięć lat. Ostatni raz nadeszła sześć lat temu na początku zimy, gdy Isaku miał pięć lat. Jego wspomnienia z dzieciństwa nieco się zatarły, ale w sercu wyryło się bardzo wyraźnie wrażenie z tego czasu. W domu było dziwnie wesoło, wszyscy wieśniacy, także jego rodzice, mieli zaróżowione policzki i szczerzy­li zęby w uśmiechu. Jednym słowem, wieś bogaciła się dzięki „łaskawemu statkowi” i przez rok lub dwa nikt nie musiał sprzedawać się w niewolę, by ratować od głodu swoją rodzinę.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama