Któż jak Bóg 5/2011dodane 2011-10-29 22:00
ks. Ryszard Andrzejewski CSMA
„Módlcie się jeden za drugiego” (Jk 5, 16). W wychowaniu dzieci może przyjść taki moment, w którym jedynym środkiem wychowawczym jest wytrwała, poparta ofiarą, uporczywa modlitwa. Wszystkie inne środki i metody zawiodły.
Od dłuższego czasu modlę się o nawrócenie swoich synów, którzy mimo że byli ministrantami i zostali wychowani w duchu katolickim, przestali chodzić do kościoła i nie spowiadają się. Nie widzę skutków swej modlitwy, co mnie samą zniechęca. Proszę o poradę, bo czasem mi się wydaje, że Pan Bóg nie interweniuje w tej sprawie, mimo moich błagań za synów.
Katarzyna
„Módlcie się jeden za drugiego” (Jk 5, 16). W wychowaniu dzieci może przyjść taki moment, w którym jedynym środkiem wychowawczym jest wytrwała, poparta ofiarą, uporczywa modlitwa. Wszystkie inne środki i metody zawiodły.
W modlitwie błagalno-wstawienniczej trzeba jednak pamiętać o dwóch prawdach. Pierwsza mówi o tym, że nie ma modlitw niewysłuchanych. Zapewnia o tym sam Bóg ustami swojego proroka: Podobnie jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają, dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju, tak iż wydaje nasienie dla siewcy i chleb dla jedzącego, - tak słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa (Iz 55, 10-11). Pośród słów, które wyszły z Bożych ust są m. in. słowa najpiękniejszej z modlitw - „Ojcze nasz”. Cała ta modlitwa jest jednym wielkim błaganiem, które w swoim czasie (Bóg ma swój „kalendarz”) „spełni pomyślnie swoje posłannictwo”.
Druga prawda dotyczy niepojętej miłości Bożej do grzeszników, a najlepszym jej obrazem jest przypowieść o robotnikach w winnicy (Mt 20,1-16). Jedni z najemników pracowali gorliwie cały dzień, inni pół dnia, a jeszcze inni zaledwie godzinę i wszyscy otrzymali po denarze. Pan Bóg jest wierny swojemu przymierzu i wszystkich pragnie zbawić, a Jego miłość nie zna granic.
Oprócz tych dwóch prawd jest jeszcze pewien sekret Boga. Otóż Bóg, który wszystko może, bo jest wszechmocny, pragnie udziału jednych ludzi w ratowaniu drugich. „Nie pojmujesz tego dziecko - mówił Pan Jezus w jednym z objawień do wielkiej mistyczki bł. Katarzyny Emmerich (1774-1824) - jak bardzo potrzebuję wszelkich rodzajów i przejawów waszej miłości i czułości. Każda modlitwa ma swój odzew, którego ty nie słyszysz. Proś! Proś! W każdej minucie możesz ocalić tysiące dusz. Pomyśl! Proś! Kochaj! Proś usilnie! Jedno „Chwała Ojcu” może sprowadzić z oddali nawrócenie duszy, zmienić postawę człowieka, od którego wiele zależy, uspokoić lud, wspomóc papieża, rozszerzyć akcję misjonarzy, ożywić Boga we wnętrzu duszy, oddać Bogu konającego, poniesionego przez miłosierdzie Boże. Bądź Moją łaską dla każdego.”
Historia zna wiele przykładów „robotników ostatniej godziny”, którym ktoś przez Miłosierdzie Boże wyprosił łaskę przemiany i ocalenia. Przywołajmy choćby kilka znanych nam postaci.
Jacek Kaczmarski (1957-2010) - bard „Solidarności” przez całe życie zmagał się z Kościołem i wiarą. Kilka godzin przed śmiercią (w Wielką Sobotę!) przyjął chrzest.
Aleksander Małachowski (1924-2004) - elokwentny, inteligentny, brylował w towarzystwie. Krytykował księży, popierał aborcję. Kiedy był jeszcze dzieckiem, zmarł mu ojciec. Dostał wylewu, gdy miejscowy ksiądz oskarżył go o zdradę. Ojciec nie godził się bowiem na szykanowanie Ukraińców w życiu publicznym. Ksiądz nad trumną powtórzył, że odszedł zdrajca. Świat wartości Aleksandra zachwiał się. Kościół był symbolem tego świata. Na szczęście, jego matka była osobą bardzo religijną. Młodszy brat Krzysztof - księdzem. Matka i brat przez całe życie modlili się o nawrócenie Aleksandra. I stało się: zanim umarł, wyspowiadał się i pogodził z Bogiem. „Umierał śmiercią pogodzoną z Bogiem. To było widać” - wspomina Maryla Marchocka, jego kuzynka. Przez kilkanaście godzin agonii trzymał ją za rękę. - „Powiedział mi wtedy: Dobrze, że jesteś. Pogłaskał mnie po dłoni. Widziałam w nim pokój. To był nareszcie on, bez pozy, bez maski”.
Piotr Skrzynecki (1930-1997) - legenda Piwnicy pod Baranami, zawsze daleki był od wszelkich form kultu, ale gdy śmiertelnie zachorował, zaczął się modlić i regularnie chodzić do kościoła.
Zygmunt Kałużyński (1918-2004) krytykował instytucję Kościoła, nie znosił kultu maryjnego. Kiedy pod koniec życia trafił do szpitala, spotkał w nim księdza, z którym wiódł długie rozmowy. Przed śmiercią przyjął komunię i sakrament namaszczenia chorych, wyznając radość, bo „spotka się z większością”.
Fryderyk Chopin (1810-1849) - odwrócił się od Boga w 1831 r., kiedy Rosjanie rozgromili powstanie listopadowe. Zapisał wtedy: „Boże! Czy Ci nie dość moskiewskich zbrodni? Alboś sam Moskal!” Niebawem ciężko zachorował na gruźlicę. Po niełatwej duchowej walce wyspowiadał się i przyjął sakrament namaszczenia chorych. Pomógł mu w tym jego przyjaciel, ks. Aleksander Jełowicki. Żegnając się z nim, Chopin dziękował i wypowiedział to znamienne zdanie: „Bez Ciebie, mój drogi, byłbym zdechł jak świnia”
Włoch Enrico Pranzini - hulaka, kobieciarz, złodziej, który w nocy z 16 na 17 marca 1887 r. zamordował w Paryżu dwie kobiety i nieletnie dziecko. Po tej zbrodni trafił do więzienia. Kilka miesięcy później butnego i nie okazującego najmniejszej skruchy zbrodniarza skazano na karę śmierci. Choć jako dziecko Pranzini został ochrzczony, lata grzesznego życia sprawiły, że całkowicie odszedł od Boga. Siedząc w więzieniu, nie dopuszczał do siebie kapłana i wszystko wskazywało na to, że umrze w grzechu, skazując się na wieczne potępienie. Został ścięty na gilotynie.
Gdy był w więzieniu usłyszała o nim 14-letnia dziewczynka - Teresa Martin (św. Teresa od Dzieciątka Jezus), pałająca pragnieniem wyrywania wielkich grzeszników z wiecznych płomieni, zaczęła modlić się gorąco i jego nawrócenie. Razem z siostrą zamówiła Mszę św. w jego intencji. Po latach napisała: „Moja modlitwa została wysłuchana dosłownie. Nazajutrz po jego egzekucji wpadł mi w ręce dziennik La Croix. Otworzyłam go pospiesznie, i co zobaczyłam?... Ach! Łzy zdradziły moje wzruszenie i byłam zmuszona pójść się ukryć...”. Przeczytałam: Pranzini bez spowiedzi wstąpił na szafot i gotował się do włożenia głowy w ponury otwór, gdy nagle, poruszony niespodziewanym natchnieniem, obrócił się, chwycił Krucyfiks podany mu przez kapłana i trzykroć ucałował Jego święte rany... Św. Terenia była pewna, że tym czynem Pranzini odsunął od siebie wyrok wiecznego potępienia. Odtąd nazywała go swoim „duchowym synem”.
„Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony” (J 3, 16).
aktualna ocena | |
głosujących | |
Ocena |
bardzo słabe |
słabe |
średnie |
dobre |
super |
Dodaj swój komentarz »