Wielki skok

Maciej Iłowiecki

publikacja 06.11.2011 19:56

Wiadomo już, że z komputerami można porozumiewać się myślą (rewolucja dla ludzi całkowicie sparaliżowanych) oraz że mogą istnieć inteligentne sieci przenoszące myśli. Trudno sobie wyobrazić w cywilizacji i w samych ludziach zmiany, które niosą takie wynalazki. Potwierdzono właśnie, że mózgi młodych ludzi w epoce komputerów i niezliczonych gadżetów elektronicznych rozwijają się inaczej niż ich rodziców czy dziadków.

Przegląd Powszechny 11/2011 Przegląd Powszechny 11/2011

 

W styczniowym „Przeglądzie Powszechnym” postawiłem tezę, że rok 2009 był wyjątkowo bogaty w dokonania naukowe i techniczne, że był to „czas cudów”. Tymczasem rok 2010 okazał się pod tym względem jeszcze bogatszy. Bez trudu można dostrzec wielkie przyspieszenie nauki i techniki. Jest to właściwie kolejny „wielki skok” (że użyję ulubionego chińskiego terminu). Kolejny, ale przecież samo przyspieszenie trwa co najmniej od dwustu czy na­wet trzystu lat. Każde nowe odkrycie otwiera nowe drogi poznania i szybko owocuje nowymi odkryciami, które z kolei rodzą nowe wy­nalazki. Ten proces toczy się coraz szybciej.

Z drugiej strony przyspieszenie (nie tylko przecież nauki) nie może trwać bez końca, zawsze dochodzi się do granicy, po czym następuje koniec danego ciągu, zaczyna się coś całkiem nowe­go. Bardzo interesujący problem teoretyczny: czy nauka może się „skończyć”? Oczywiście – choćby z tego powodu, że z jakichś przyczyn skończy się istnienie ludzkości. Albo z drugiego po­wodu, już bardzo dyskusyjnego, że zdążymy wszystko wyjaśnić i potem będziemy wyjaśniać tylko szczegóły; a owo „wszystko” da się wywieść z jakiegoś najogólniejszego tak zwanego wzoru na Wszechświat, z najbardziej podstawowego prawa natury. Dys­kusja na ten temat trwa wśród uczonych i wiemy, że sam pro­blem „końca nauki” ma zarówno zwolenników, jak i przeciwników wśród najwybitniejszych badaczy przyrody (i, nawet od bardzo dawna, wśród filozofów).

Oczywiście nie jest pewne, czy taki spór da się w ogóle kiedyś rozstrzygnąć, a ja mogę tylko wyznać, że chciałbym, aby znaleziono ów główny naukowy „wzór na Wszechświat”. Wracam do konkret­nych dokonań w roku 2010 potwierdzających tezę o przyspieszeniu. Jest ich tyle, że muszę wybierać, a wiadomo, że każdy wybór jest subiektywny. Kolejność opisu dokonań nie oznacza ich ważności.

1. W 1997 roku komputer o nazwie „Deep Blue” pokonał genial­nego szachistę i mistrza świata Gariego Kasparowa. Uznano to za początek nowej ery komputerowej. W styczniu 2011 roku kompu­ter „Watson” (zbudowany w roku 2010) rozwiązywał zagadki, za­dawane w języku angielskim, wymagające nie tylko zrozumienia wieloznacznego zawsze języka, ale przeszukiwania przyswojonej w pamięci wiedzy encyklopedycznej i – co najtrudniejsze – formułowania po angielsku odpowiedzi. Wszystko to w ciągu kilku sekund. „Watson” wygrał ten swoisty teleturniej testowy z dwoma mistrzami tej konkurencji. Oficjalny mecz miał się rozegrać w połowie lutego w amerykańskim konkursie „Jeopardy!” (podobnym do naszego „Va banque”). „Watson” zdołał zgromadzić 77 147 dolarów, ludzie dużo mniej: Ken Jennings wygrał 24 000 dolarów, natomiast Brad Rutter 21.600 dolarów. Szef badań IBM John Kelly III twierdzi, że głównym zastosowaniem superkomputera „Watson” będzie me­dycyna, przede wszystkim stawianie diagnozy (pytania i odpowie­dzi będą formułowane w języku angielskim). Jest to niewątpliwie kolejny skok w konstrukcji komputerów; zbliża on nas do chwili, w której będą się one zachowywały tak, jakby były świadome. Czy rzeczywiście będą świadome swego istnienia? (Taką sytuację daw­no przewidział Stanisław Lem).

Jakkolwiek daleko jesteśmy od świadomych komputerów (myślących robotów, zdających sobie sprawę z własnego istnienia) i jeśli w ogóle jest to możliwe, trafne staje się pytanie australijskiego bioetyka, Petera Singera: Jeśli roboty staną się świadome, czy zagwarantujemy im prawo do ochrony ich praw? Czy weźmiemy ich uczucia pod uwagę? Singer nie jest uznawany przez wiele środowisk za poważnego uczonego, a jego tezy bywają absurdalne. Czy zawsze? W sprawie świadomych maszyn w grę wchodzi pyta­nie z zakresu neurobiologii: czy możliwe jest poznanie do końca, jak działa ludzki mózg i co to właściwie znaczy, że mamy wolną wolę? Jeśli jest możliwe całkowite wyjaśnienie działania mózgu i systemów sterujących organizmem, jest również możliwe ich od­tworzenie w formie komputerowej. Może należy tu podkreślić, że wyjaśnienie mechanizmów biologicznych nie wyklucza istnienia nieśmiertelnej duszy ani nie odbiera uprawnień Stwórcy, bo i z ta­kimi argumentami się spotykam. Inaczej musielibyśmy uznać, że Stwórcą jest sama przyroda, która sama sobą steruje wedle własnego planu i wpadlibyśmy w pułapkę panteizmu.

Wiadomo już, że z komputerami można porozumiewać się myślą (rewolucja dla ludzi całkowicie sparaliżowanych) oraz że mogą istnieć inteligentne sieci przenoszące myśli. Trudno sobie wyobrazić w cywilizacji i w samych ludziach zmiany, które niosą takie wynalazki. Potwierdzono właśnie, że mózgi młodych ludzi w epoce komputerów i niezliczonych gadżetów elektronicznych rozwijają się inaczej niż ich rodziców czy dziadków. Michael Rich z Harvar­du, pediatra, w grudniu 2010 roku stwierdził z pewnym przerażeniem: Istnieje groźba, że wychowujemy pokolenie z inaczej rozwiniętymi mózgami. Dopiero się jednak okaże, czy jest to powód do przerażenia, czy zwykły przejaw przystosowania się do zmian.

Porozumiewanie się myślą z komputerem to jedno, a odczyty­wanie myśli to drugie – i być może to jest dopiero naprawdę przerażające. Na początku 2010 roku Eleanor Maguire z University Col­lege London ogłosiła, że dzięki komputerowemu śledzeniu zmian w obszarze mózgu, zwanym hipokampem, można już odczytać, co w danej chwili człowiek wspomina. Na razie odczytano, co zapamiętuje mózg po obejrzeniu krótkiego filmu, i stwierdzono, że ślad takiej pamięci jest indywidualną cechą każdej osoby, ale same pro­cesy zapamiętywania są takie same. Nowe techniki posłużą bada­niom pamięci, pomogą spowolnić między innymi otępienie (choro­ba Alzheimera), ale też ułatwią wykrywanie kłamstw i prowadze­nie przesłuchań. Sieć wokół nas zacieśnia się nieustannie. Coraz bardziej cywilizacja uzależniona jest od inteligentnych sieci, które wkrótce połączone z naszymi mózgami uzyskają jakiś rodzaj nadświadomości. Taka supersieć może być końcem indywidualności i samodzielności, ale to prognoza najgorsza. Czy jest inna, lepsza?

 

 

2. Drugim obszarem najszybszego postępu jest biotechnologia i badania genetyczne, rodzące zresztą jeszcze więcej wątpliwości etycznych niż rozwój komputerów. Oto na przykład pojawiły się te­sty zwane insight (wgląd) – rozprowadza je firma Panthway Geno­mis z San Diego w Stanach Zjednoczonych. Za 249 dolarów można otrzymać wyniki testów genetycznych (wysyła się do zbadania trochę śliny). Testy wykażą, jak organizm wysyłającego ślinę reagu­je na dziesięć substancji, takich jak kofeina, różne standardowe leki onkologiczne czy obniżające poziom cholesterolu. Uzyskamy diagnozę, że mamy genetyczne skłonności do nowotworów, cho­rób układu krążenia i tak dalej. Wreszcie test pozwoli ustalić, czy wśród przodków mamy ludzi innych ras (dla Amerykanów bywa ważne, czy mieli w rodzie Indian, Azjatów, Afrykanów bądź Ara­bów). Testy genetyczne mogą też wykazać, że osiągnąwszy dany wiek, zachorujemy na chorobę genetyczną, być może śmiertelną.

Wielu genetyków i lekarzy ostro potępiło wolny dostęp do takich testów – jest to otwarcie puszki Pandory, które wywoła ogromne nieporozumienia (bo laicy nie są w stanie ocenić testu), lęki, łamanie prywatności, dyskryminację genetyczną (firmy wolą zatrudniać zdrowych, ubezpieczenia podniosą stawki dla potencjalnie zagrożonych). Niektórzy uzyskają fałszywe poczucie bezpieczeństwa, bo badanie genetyczne nie wyklucza wielu chorób, nawet jeśli nie ma się do nich skłonności, a inni będą żyli w lęku, choć ryzyko da­nej choroby może być – mimo skłonności – wyjątkowo małe.

Wspomniane testy niedługo dotrą do Polski i wtedy zacznie się chaos, bo prawo nie określa, kto, gdzie i jak ma je wykonywać, a Polska nie ratyfikowała jeszcze konwencji bioetycznej Rady Eu­ropy. Smutnym komentarzem do tego wszystkiego jest orzeczenie Sądu Najwyższego w Niemczech uprawniające rodziców stosujących sztuczne zapłodnienie do niszczenia powstałych w ten spo­sób zarodków z wadami genetycznymi. Rodzicie uzyskują prawo do selekcji mających się narodzić zarodków, czyli własnych dzieci. Można dopuścić myśl, że jest to wstęp do selekcji zarodków, powstałych także przy naturalnym zapłodnieniu, a zatem – nie bój­my się tego wypowiedzieć – rodzice otrzymają prawo do eliminacji zarodków, u których badania prenatalne stwierdziły jakieś wady.

Oznacza to odebranie prawa do życia wszystkim upośledzonym czy nieuleczalnie chorym i – jak już twierdzą niektórzy eksperci – uchroni ludzkość przed genetycznym zwyrodnieniem. Jest to cena, jaką mamy zapłacić za „zdrową ludzkość”. Protestują kościoły chrześcijańskie i małe grupki, w tym kilku uczonych. Znany etyk medycyny Giovanni Maio stwierdza wprost: Niebezpieczna jest uzurpacja do oceny, jakie życie jest z naszej perspektywy właściwe [czyli godne życia], a jakie nie.

Wypada dodać, że nie zawsze manipulacje genetyczne są groźne moralnie. Biotechnologia (wedle definicji Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju oraz Europejskiej Federacji Biotechno­logii) oznacza wykorzystanie metod naukowych i inżynieryjnych do obróbki materiałów czynnikami biologicznymi lub zastosowa­nie organizmów, komórek i ich części oraz molekularnych ana­logów w celu pozyskania dóbr i usług. Otóż niedługo – może za dziesięć lat – pozbędziemy się straszliwego obciążenia moralnego i psychicznego, na które skazała nas ewolucja. Nie będziemy mu­sieli hodować zwierząt po to, by je zabijać i zjadać, znikną strasz­ne hodowle zwierząt trzymanych w warunkach przemysłowych. Wołowina, drób i wieprzowina będą produkowane w bioreaktorach z komórek pobieranych ze zwierzęcych mięśni. Mięso i wszystkie produkty odzwierzęce będą lepsze i zdrowsze od naturalnych. Biotechnologia pozwoli też na uprawy pożytecznych roślin, które same obronią się przed szkodnikami, będą produkować leki i inne ważne dla nas substancje.

Sceptycy twierdzą wprawdzie, że to wszystko, owszem, na­dejdzie, ale wcale nie tak szybko i dużo większym kosztem, niż się dziś wydaje. Ale sceptycy w przewidywaniach postępu zwykle się mylili.

O możliwościach biotechnologii i genetyki można mówić w nieskończoność – zarówno o zagrożeniach, jak i o sukcesach. Teraz już w dużym skrócie o wybranych „cudach”.

3. To, o czym niżej, można zaliczyć do „naukowych cudów” wówczas, kiedy ludzie wyciągną z tego konsekwencje. Otóż co­raz więcej biologów i weterynarzy uważa, że zwierzęta cierpią tak samo jak człowiek, nie tylko w sensie czysto fizycznym. Ból, lęk, a nawet empatia (zdolność wyczuwania stanów psychicznych innych osób), zdolność do przyjaźni z innym osobnikiem (nawet nie tylko własnego gatunku) i do jego obrony – bywa częstą cechą, przede wszystkim ssaków. Empatia – stwierdził profesor Andrzej Elżanowski, zoolog, członek Komitetu Biologii Ewolucyjnej i Teo­retycznej PAN – jest etapem ewolucyjnym w rozwoju moralności. Profesorowi Elżanowskiemu należy się najwyższe uznanie za jego poglądy na sytuację zwierząt i nasz do nich stosunek.

4. Pisałem kiedyś o mojej sympatii do dębów, brzóz i sosen, o wręcz wyczuwalnej także odpowiedzi z ich strony. Być może dałem się ponieść fantazji, ale… Okazuje się, że rośliny wykazują cechy, które świadczą, że posługują się swoistymi rozmowami. Nie mają śladów świadomości (czy aby na pewno?), ale potrafią się porozumiewać, zapamiętywać ważne dla nich informacje, sympatyzować z jednymi gatunkami, a nie lubić innych, ostrzegać przed szkodnikami i tym podobne. Co więcej, mogą porozumiewać się ze sobą liście jednego drzewa. Komórki budujące tak zwane nerwy liścia (wiązki okołopochwowe) przewodzą sygnały elektrofizjolo­giczne będące dla liścia i całej rośliny konkretną informacją.

 

 

Rośliny potrafią regulować fotosyntezę, i to w ten sposób, że poszczególne liście inaczej reagują na światło – tak jakby wiedziały, kiedy mają jego nadmiar, a kiedy niedostatek i jakby umiały się o tym informować (także i o tym, czy jest to światło białe, słoneczne, czy też sztuczne, na przykład czerwone lub niebieskie). Informację o ilości i jakości światła poszczególne liście przekazują sobie nawzajem. Z tych informacji korzystają liście nieoświetlone i potrafią się przygotować do skutków danego oświetlenia wedle in­dywidualnej, nienarzuconej strategii, czyli: rośliny nie tylko szyb­ko przewodzą sygnały (…), ale także w pewnym sensie myślą, powiada profesor Stanisław Karpiński ze Szkoły Głównej Gospo­darstwa Wiejskiego w Warszawie.

Jeśli – nawet w przenośni – specjalista może to nazwać myśleniem, powinniśmy zmienić swój pogląd na świat roślin.

5. Do roślin zaliczane są także bakterie. Wśród tych jednoko­mórkowych mikroorganizmów znajduje się bardzo wiele choro­botwórczych, niebezpiecznych dla ludzi i walka z nimi stanowi trudne zadanie medycyny. Wszystko to znamy i nie chodzi o in­formowanie o bakteriach, ale o fakt, że w 2010 roku pojawiła się w Europie (z Indii i Pakistanu) bakteria chorobotwórcza, której nie można pokonać antybiotykami, mająca specjalny gen odporności, który może tę odporność przenosić na inne bakterie chorobotwór­cze. Superbakteria stwarza globalne zagrożenie epidemiologicz­ne, może wywołać zarazę, której nie będzie czym leczyć. Wielkie zarazy, epidemie, atakowały ludzkość już nieraz. Ostatnia – pan­demia świńskiej grypy – została uznana przez Światową Organizację Zdrowia za zakończoną. W dwadzieścia cztery godziny po tym ogłoszeniu pojawiła się opisywana wyżej superbakteria i stwier­dzono, że jej zjadliwość rośnie. Na choroby bakteryjne można się uodpornić, jeśli znajdzie się odpowiednią szczepionkę – tak na przykład prawie całkowicie wyeliminowano cholerę, choć przed­tem zdążyła zabić czterdzieści milionów ludzi. Ruszył więc wyścig po skuteczną szczepionkę.

Ze świata bakterii nadszedł też inny sygnał, który ma znacze­nie nie tylko dla mikrobiologii, ale zdążył już wstrząsnąć całą biologią (również ewolucyjną) i poglądami na życie we Wszechświecie. Z mułu w jeziorze Mono Lake (najstarsze jezioro w Ameryce Północnej) wydobyto bakterię zbudowaną inaczej niż wszystkie znane organizmy na Ziemi i inaczej nawet niż te wykryte w me­teorytach. Otóż wszystkie znane nam istoty żywe (łącznie z nami samymi) zbudowane są z sześciu pierwiastków: z węgla, tlenu, azotu, wodoru, siarki i fosforu (choć oczywiście znajdą się w ich ciałach prawie wszystkie inne pierwiastki – chodzi o podstawowe struktury). W bakterii z Mono Lake zamiast fosforu znajduje się ar­sen pochodzący z dna jeziora, a arsen jest jedną z najsilniejszych trucizn zagrażających życiu (z tego pierwiastka robiono arszenik). Dziwna bakteria wykorzystuje arsen do budowy między innymi swego DNA, a to oznacza, że życie może być zupełnie inne od tego, które znamy. Na innych planetach poza Ziemią może przybierać zupełnie inne formy. Planety uznane za jałowe wcale nie muszą być takimi. Życie wyrosłe na truciźnie musi zmienić wiele utrwalonych poglądów. Nie można jednak całkowicie wykluczyć hipotezy, że for­my życia oparte na innych pierwiastkach będą zupełnie takie same jak ziemskie – jeśli wszystko zależy nie od składu, ale od struktury i sterującej strukturą informacji.

6. Szwedzcy uczeni (z Umeå Plant Science Centre) odkryli gen, który wywołuje kwitnienie u roślin, i drugi, który kwitnienie blokuje

– i nauczyli się nimi sterować. Oznacza to możliwość wywoływania u roślin, zwłaszcza mających znaczenie gospodarcze, kwitnienia na zamówienie.

Na Uniwersytecie w Hongkongu chińscy uczeni badają możliwości gromadzenia informacji, a nawet obrazów, filmów, muzyki w bakteriach (chodzi o bakterię Escherichia coli – jedną z niewielu bardzo przyjaznych naszym organizmom, ale oczywiście nie jest ważny gatunek bakterii, tylko sam pomysł). Wkrótce będziemy mogli zawrzeć wszelkiego rodzaju dane w małym pudełeczku, przechowywanym w lodówce – mówi Aldrin Yim z zespołu w Hongkongu. Dane będą zapisywane w DNA bakteryjnym i można je będzie łatwo odczytywać. Brzmi to wszystko jak opowieść z lite­ratury science fiction, ale Chińczycy poważnie twierdzą, że jeden gram wypełnionych informacjami bakterii zastąpi czterysta pięćdziesiąt twardych dysków. Specjaliści wiedzą, co to oznacza – jeśli coś takiego jest niemożliwie, niech zaprotestują.

8. O tym, że wkrótce zobaczymy żywego mamuta, mówi się od dawna. Teraz jednak uczeni japońscy z Uniwersytetu w Kioto oświadczyli formalnie, że przystępują do sklonowania ssaka, który wymarł dwanaście tysięcy lat temu. Jądra komórek z zamrożonego mamuta wprowadzi się do embrionów słonia, taki embrion zaszcze­pi się słonicy, która urodzi mamuta. Nastąpi to za około pięć lat, może wcześniej. Warto zdać sobie sprawę że od klonowania wymarłych zwierząt krok tylko do klonowania ludzi zmarłych setki tysięcy lat temu i zakonserwowanych przypadkowo w lodzie czy błocie. Czy wolno doprowadzić do tego, by w dzisiejszym świecie pojawił się Neandertalczyk albo człowiek jaskiniowy z CroMagnon?

9. Niewidzialność albo czapka niewidka to kolejne dziwy z ba­jek i filmów. Już nie. Zrobiono nie tylko czapki, ale cale peleryny niewidki. Pierwsze pomysły pojawiły się już w 2006 roku. Fizycy z Uniwersytetu Duke (USA) i z brytyjskiego Imperial College zbu­dowali strukturę, którą omijają mikrofale i czynią ją niewidzialną w ich świetle. To pierwszy krok, następnym będzie struktura niewidzialna w świetle widzialnym, czyli peleryna niewidoczna dla oczu. Harry Potter ze znanego cyklu o szkole dla czarodzie­jów byłby zachwycony, rzecz w tym, że niewidzialność jest w ogó­le możliwa. Pewnie już gdzieś takie peleryny zrobiono, ale okryte jest to tajemnicą ze względu na wartość militarną niewidzialnego materiału.

 

 

Jest tylko jedna, wielka niedogodność. Jak twierdzi profesor Rafał DemkowiczDobrzański z Centrum Fizyki Teoretycznej PAN, peleryna czyniąca niewidzialnym czyni również niewidzialnym cały świat zewnętrzny dla noszącego taką pelerynę. Jest więc praktycznie nieużyteczna. A może zrobić w niej otwory na oczy? Na pewno jakiś sposób się wynajdzie i niewidzialny człowiek będzie widział świat.

10. W „Nature” Andrew Cleland z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Barbara opisał eksperyment, w którym po raz pierw­szy w dziejach wprowadzono obiekt makroskopowy, to jest złożony z bardzo wielu atomów, w określony stan kwantowy. Takie eksperymenty są możliwe w świecie opisywanym przez fizykę kwantową – w świecie elektronów, kwantów światła (fotonów) i atomów. Dotąd były niemożliwe w makroświecie, w którym żyjemy. W świecie kwantowym na przykład kot zamknięty w tak zwanej puszce Schrödingera byłby jednocześnie żywy i martwy. W świecie kwantowym – jak próbował to wyjaśnić amerykański fizyk George Gamow – ten przedmiot znajduje się głównie tu, ale częściowo tam, a nawet gdzie indziej. Albert Einstein nie chciał uznać takiego świata i próbował udowodnić absurdalność mecha­niki kwantowej. Ale taki świat, rządzony mechaniką kwantów, istnieje obok naszego i właśnie teraz otworzyły się nowe drogi do jego poznania. Nawiasem mówiąc, sam Schrödinger pod ko­niec życia wyraził żal, że z jego równań wynika istnienie świata kwantowego.

11. W Układzie Słonecznym jest jeszcze jedna planeta, obiegająca Słońce w ogromnej odległości trzydziestu tysięcy tak zwanych jednostek astronomicznych. Jedna taka jednostka liczy sto pięćdziesiąt milionów kilometrów, co stanowi średnią odległość Ziemi od Słońca. Istnienie tej planety jest jeszcze hipotezą, ale dobrze umotywowaną. Planeta otrzymała nawet nazwę: Nemezis.

W mitologii greckiej Nemezis była boginią zemsty, sprawiedliwości i przeznaczenia. Dlaczego taka nazwa dla planety? Bo raz na około dwadzieścia sześć milionów lat zbliża się do zgrupowa­nia asteroid (małych ciał niebieskich) i powoduje wyrzucanie ich ku Słońcu – po drodze mogą one uderzyć w Ziemię. Ślady na Zie­mi świadczą o takich uderzeniach i wywołanych nimi katastro­fach w biosferze (masowe wymieranie gatunków – na przykład dinozaurów).

Ostatnio astrofizycy z Uniwersytetu Luizjany wystąpili z hipotezą, że chodzi o inną planetę, nazwali ja Tyche (to siostra bogini Nemezis, ale opiekująca się ludźmi – więc „dobra”). Tyche miałaby budową przypominać Jowisza (ale ma masę cztery razy większą i nie wiadomo jeszcze, jaką atmosferę). Ewentualne istnienie Tyche jest o tyle ciekawe, że ostatnio odkrycia nowych planet sypią się jak z rękawa, co dość zasadniczo zmienia obraz naszej Galaktyki i w ogóle zwiększa możliwości istnienia życia z Kosmosie.

12. Holendrzy (zespół na Uniwersytecie Wageningen) pozyskują nowe źródła białka dla ludzi. Zamiast mięsa ze zwierząt hodowla­nych wykorzystują mięso z owadów. Zamiast big maca czy whop­pera pojawi się big in (od „insekt”). Rozwiąże to w dużej mierze problem głodu, bo owady da się hodować dużo szybciej i masowo bez większych kosztów. Na konferencji promującej potrawy z owa­dów bufet serwował czekoladę nadziewaną pasikonikami, paszte­ciki nadziewane szarańczą, ciasteczka z larwami motyli i palusz­ki z białymi larwami owadów lęgnących się w ryżu i mące (mole spożywcze). Holendrzy twierdzą, że to jest przyszłość w żywieniu ludzi, a uczucie wstrętu do jedzenia owadów występuje nie we wszystkich krajach, a zatem tkwi w naszej kulturze i obyczajach, czyli w głowie.

13. Ostatnio wiele narzeka się na klimat. Nie pamięta się, że jego zmiany, bardzo ostre, występowały dość często w Europie. W wieku XIV na przykład, kiedy u nas Władysław Łokietek był jesz­cze księciem krakowskim, w Polsce nastąpiło takie ochłodzenie, że w lipcu padały śniegi, a do Szwecji można było przejechać przez Bałtyk po lodzie. Wymarzły uprawy, panował głód. A w 1347 roku, za czasów Kazimierza Wielkiego, w wygłodzonej Europie pojawiła się największa w dziejach zaraza – epidemia czarnej śmierci, czyli dżumy. Oblicza się, że dżuma zabiła wtedy połowę ludności Europy. Nie ulega wątpliwości, że rozwoje i upadki imperiów europejskich są ściśle związane ze zmianami klimatu. Uważa się, że teraz właśnie jesteśmy świadkami kolejnej zmiany klimatu, już globalnego. Jakie w ślad za tym pojawią się zmiany?

* * *

Żałuję, że nie zmieszczę w artykule wielu niebywałych odkryć i hipotez. Ale wnioski z naszego poznania przyrody są i tak jed­noznaczne – i to jest głównym odkryciem naszych czasów. Oto najważniejsze zawsze są struktura czegoś (od mikrocząstki po wszechświat), układ elementów i ich wzajemne powiązania. To znaczy, że naprawdę wszechświatem, wszystkim, co istnieje, rządzą organizacja (elementów) i informacja. To znacznie wyższy po­ziom niż sama jakość materii czy jej ilość.

Rządzą organizacja i informacja. Czy oznacza to, że rządzą „same z siebie”, czy też ktoś nimi steruje? Które założenie wyda nam się bardziej sensowne i prawdopodobne?

MACIEJ IŁOWIECKI, ur. 1935, dziennikarz, publicysta, były członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Skończył biochemię na Uniwersytecie War­szawskim. Opublikował m.in. „Nasz wiek XX” (1969), „Dzieje nauki pol­skiej” (1981), „Media, władza, świadomość społeczna” (1999), „Krzywe zwierciadło: o manipulacji w mediach” (2003).

 

TAGI: