Spojrzenie Pana i nasze nawrócenie

„U Boga patrzeć, to kochać i obdarzać miłosierdziem”. Jego spojrzenie nigdy nie jest obojętne. Jest zawsze zaangażowane, wypatrujące człowieka. Jezus, przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja... Głos Karmelu, 2/2007




U Boga patrzeć, to kochać i obdarzać miłosierdziem”, mówi św. Jan od Krzyża (Pieśń Duchowa 19, 6; 31, 8). A u człowieka?... U człowieka patrzeć to często obserwować na chłodno, niekiedy nawet odzierać z godności, wyśmiewać lub praktykować rolę absolutnego władcy spoza szklanego ekranu. Ludzkie postaci odarte z wnętrza i prezentujące się przed naszymi oczyma na ekranie telewizora lub komputera przyzwyczajają nas niebezpiecznie do płaskiego patrzenia na realne osoby towarzyszące nam z całym bogactwem swojego wewnętrznego świata w naszej codzienności.

„U Boga patrzeć, to kochać i obdarzać miłosierdziem”. Jego spojrzenie nigdy nie jest obojętne. Jest zawsze zaangażowane, wypatrujące człowieka. Jezus, przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja... idąc nieco dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza i brata jego, Jana..., ujrzał Lewiego, syna Alfeusza, siedzącego w komorze celnej... (Mk 1, 16; 19; 2, 14). Łatwo jest nam zrozumieć, że z życzliwością patrzy na prostych rybaków, czy jednak nie dziwi nas, że nie ma dla jego spojrzenia przeszkody, gdy dociera do Lewiego w komorze celnej, gdzie niesprawiedliwy poborca siedzi skupiony nad swym zyskiem?

Spojrzenie Jezusa ogarnie jeszcze wielu innych. Ogarnie na przykład św. Pawła, który, jak to bez ogródek określił św. Łukasz, siał grozę i dyszał żądzą zabijania uczniów Pańskich (Dz 9, 1). Jego spojrzenie przenika nawet przez ohydną kurtynę zdrady i pobudza do łez najtwardsze skały ludzkich serc (por. Łk 22, 61). Nie miej więc wątpliwości, że spojrzenie Jezusa przemieni także i ciebie...

„U Boga patrzeć, to kochać”. Spojrzenie Jezusa wyznacza w naszym życiu kolejne etapy dorastania do ewangelicznej miłości. Chociaż możemy snuć rozważania o nawróceniu, to jednak siła tej przemiany, którą ono oznacza nie pochodzi z nas samych. Jej źródłem jest miłość Boga. W momencie duchowego spotkania naszych oczu ze spojrzeniem Jezusa, dokonuje się „wywrócenie na lewą stronę” wszystkich naszych teorii. Jezus nie pcha nas wcale w górnolotne uniesienia, ale otwiera nasze oczy na dobro będące w zasięgu naszych rąk. Przemienia nas miłością agape: zstępującą w konkrety życia, a nie katapultującą nas poza rzeczywistość.

Liturgicznie już jesteśmy nawróceni. Wraz z całym Kościołem wypowiadamy słowa, które są całkowicie wywrotowe: Głosimy śmierć Twoją, Panie Jezu, wyznajemy Twoje zmartwychwstanie i oczekujemy Twego przyjścia w chwale. Te słowa są szalone i dlatego je lubię. Dziwię się, że wraz z wieloma innymi żyję jeszcze ich odwrotnością, ale bardzo chciałbym do nich dorosnąć i nawrócić się na ich pełną treść.

Głosimy śmierć Twoją, Panie Jezu... Odwrotnością tych słów jest „straszenie” Panem Bogiem. Poza liturgią my często nie głosimy śmierci naszego Pana Jezusa Chrystusa. Głosimy Go tak, jak wyobrażał sobie św. Piotr, gdy chciał Mu wyperswadować szalone słowa o Krzyżu. „Taaak, mój Chrystus was osądzi!” – myślimy, gdy niepokorny świat uderza w nas osobiście, albo w ludzi Kościoła. Dopiero gdy spotkamy Jezusa, jak ten sam św. Piotr, Jezusa idącego, by dać się jeszcze raz ukrzyżować ze swoimi braćmi, wtedy dopiero nasza „propaganda” przemienia się w prawdziwą Ewangelię... Głosimy śmierć Twoją, Panie Jezu... Dopiero na Krzyżu zostało całkowicie zniweczone kłamstwo szatana. Oddemonizowany Bóg, wiszący pomiędzy łotrami, takimi jak ja... i ty.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...