Pathos

Podjęcie tematu Katynia w sztuce wiąże się z ogromnym ryzykiem. Jak w ogóle podejmowanie tematu dwudziestowiecznych zbrodni: Auschwitz czy szerzej – Holokaustu, Powstania Warszawskiego, łagrów. Wydaje się, że wobec ogromu zła trzeba zachować milczenie. Znak, 12/2007




Zwłoka w podjęciu prac nad filmem (do którego reżyser przymierzał się od końca lat osiemdziesiątych) wynikała z wielu przyczyn, ale najważniejszą z nich był brak artystycznego klucza. Wajda wielokrotnie w wywiadach mówił, że nie może znaleźć odpowiedniego scenariusza. Wreszcie zdecydował się oprzeć na noweli Andrzeja Mularczyka Post mortem.

Pomysł fabularny sprawdza się z wielu powodów: opowieść dotyczy krzyżujących się losów kilkorga postaci. W centrum uwagi znajduje się rotmistrz Andrzej (Artur Żmijewski), jego żona Anna (Maja Ostaszewska) i matka (Maja Komorowska), obok nich pojawia się porucznik Jerzy (Andrzej Chyra), porucznik Piotr (Paweł Małaszyński), jego dwie siostry (Magdalena Cielecka i Agnieszka Glińska), wreszcie generał (Jan Englert) i jego żona (Danuta Stenka). Istotniejsze przy tym wydają się historie kobiet – żon, matek, sióstr – z których perspektywy oglądamy „sprawę Katynia”. Najpierw opowieści o kobietach i mężczyznach prowadzone są równolegle. W którymś momencie historia mężczyzn się urywa. To kobiety staną wobec tajemnicy śmierci swoich mężów, synów, braci. Tajemnicy w dosłownym sensie, bo nie będą wiedziały, co się z nimi stało. Będą docierały sprzeczne wiadomości, kłamstwa, ale też przeciekająca mimo wszystko prawda. Będą się rodziły nadzieje, złudzenia i rozpacz. Nigdy jednak nie będzie pewności. Pewność zyskają tylko widzowie w finale filmu, gdy – wbrew chronologii – wróci przed ich oczy moment dokonania zbrodni katyńskiej.

Taki układ fabuły umożliwia równoczesne spojrzenie na sprawę Katynia z różnych perspektyw. Jedna z nich jest oczywista: to perspektywa oficerów polskich uwięzionych przez Sowietów. Druga to punkt widzenia czekających kobiet. Trzecia perspektywa ma inny charakter, powiedzmy: „transcendentny”, to nadrzędne, zewnętrzne postrzeganie prawdy jako takiej.

Przedstawienie losu oficerów uwięzionych w Kozielsku jest trudne, bo zachowało się niewiele świadectw. Żeby pokazać dramat, trzeba by ukazać wyraziste sylwetki bohaterów, zarysować konflikt między nimi, w dużej mierze odbrązowić wyobrażenie o martyrologii, bo – jak zawsze – prawda o zachowaniach ludzkich, zwłaszcza w sytuacjach ekstremalnych, jest inna niż legenda, która się tworzy. To musiałby być jednak zupełnie inny film, skupiony wyłącznie na wydarzeniach w Kozielsku i potem w Katyniu. Tylko kto ma prawo analizować dusze ludzi, o których losie tak niewiele wiadomo? Konieczna jest wobec nich pokora. Przecież podstawowym problemem jest nie to, jacy oni byli, ale co się z nimi stało. Wobec zakłamania sprawy Katynia najpierw trzeba dojść do ustalenia prawdy bezspornej.

Wajda w dwojaki sposób ukazał jeńców w Kozielsku. Jeden – pomnikowy, monumentalny: bohaterowie są ludźmi ze spiżu, oni cierpią, a jeśli objawiają słabości, to one jednak nie tylko nie pomniejszają ich heroizmu, szlachetności, poświęcenia, patriotyzmu, przywiązania do polskiego munduru, ale je tym mocniej uwydatniają. Sylwetki naszkicowane są wyraziście, lecz bez zaglądania w głąb dusz poszczególnych oficerów. Konflikty właściwie sprowadzają się do sporów o ocenę sytuacji, w której się znaleźli, przy czym opinie są wyrażane skrótowo, oparte raczej na emocjach (z jednej strony gorycz poczucia klęski przechodząca w rozpacz, z drugiej – uporczywe trzymanie się nadziei) niż na analizie. Tutaj króluje pathos. Na pierwszym planie wyeksponowane jest cierpienie.


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama