Pathos

Podjęcie tematu Katynia w sztuce wiąże się z ogromnym ryzykiem. Jak w ogóle podejmowanie tematu dwudziestowiecznych zbrodni: Auschwitz czy szerzej – Holokaustu, Powstania Warszawskiego, łagrów. Wydaje się, że wobec ogromu zła trzeba zachować milczenie. Znak, 12/2007




Drugi sposób ukazania jeńców z Kozielska wydaje się sprzeczny z poprzednim, bo ma charakter behawioralny. Najwyraźniej jest to widoczne w końcowej sekwencji, gdy dokonuje się mord. Tam charaktery i temperamenty oficerów ukazane są przez ich reakcje na to, co ich spotyka – elementarne odruchy strachu, próby obrony, czasem spokojne przyjmowanie kaźni… Właściwie dopiero w tym ostatnim momencie postacie naprawdę się indywidualizują, jednoznacznie wyodrębniają z tła, każdy staje się kimś osobnym, kto jedynie, niepowtarzalnie reaguje na nadchodzącą śmierć.

Połączenie monumentalizmu i behawioryzmu nie jest taką sprzecznością, jak by się wydawało. W jednym i drugim wypadku nie ma analizy osobowości. Postacie oficerów poznajemy, wyłącznie patrząc na ich zachowania. Cała nasza wiedza o nich opiera się na postrzeganiu ich reakcji. Oni zostaną dla nas tajemnicą, tak jak tajemnicą długo pozostawał ich los. Staną się także znakiem, symbolem zbrodni. Nie o osobowości bowiem chodzi, lecz o ikonę polskiego oficera, a zarazem męczennika. Nawet Jerzy, jedyny, który przeżył, a potem trafił do armii Berlinga i razem z Sowietami przeganiał z Polski Niemców, wskutek czego jest postacią dwuznaczną, bo wydaje się, że zdradził pamięć i cześć swoich towarzyszy, okazuje się tragicznym spadkobiercą i dysponentem zakłamanej prawdy, człowiekiem, którego ciężar wiedzy o tym, co się zdarzyło, a równocześnie poczucie honoru oficerskiego, wiodą do samobójstwa – i on w ostatecznym rozrachunku okazuje się wierny wartościom polskiego żołnierza, a także – ofiarą historii.

Takie ukazanie oficerów wynika z ważnego założenia: są oni postrzegani z zewnątrz, z perspektywy tych, którzy przeżyli i zostali z tajemnicą, kłamstwem, ale też prawdą Katynia. Oficerowie od początku przemienieni są w legendę. To w pewien sposób znajduje wyraz nawet w hieratycznym aktorstwie, które ostro skontrastowano z naturalizmem i wyrazistością gry w finałowych scenach ukazujących śmierć. Jakby jedynie prawdziwa była tylko ich śmierć.

Niezaprzeczalnym autentyzmem tchną losy kobiet. Pełne dramatyzmu, czekania, nadziei, rozpaczy, zmagania się ze sprzecznymi wiadomościami. W tych wątkach – w przeciwieństwie do losów oficerskich – postacie są zbudowane wielowymiarowo: matka, żony, siostry doświadczają rozmaitych uczuć, najpierw żyją nadzieją, nie dopuszczają do siebie świadomości najgorszego, gdy jednak nadziei jest coraz mniej, a nawet pojawia się pewność, choć z trudem potwierdzana, nie może się dokonać normalna „praca żałoby”, bo żałoba zostaje zbezczeszczona i splugawiona przez kłamstwo. Musi się więc pojawić podwójny heroizm – trzeba znieść utratę, ale i nieprawdę, która ją spowija.

Pathos może w większym stopniu dotyczy kobiet. One zostają ze swoim cierpieniem. Żyją z nim. Muszą sobie z nim bohatersko (choć to ciche bohaterstwo) poradzić. Dlatego ich reakcje i postępowanie są różne. Matka i żona Andrzeja tak długo, jak długo mogą, chronią nadzieję (jego nazwiska nie znalazły na liście katyńskiej). Ostatecznie dopiero pracownica Instytutu Ekspertyz Sądowych, gdzie zdeponowane były dokumenty znalezione w lesie katyńskim, niczym wysłanniczka ze świata śmierci, strażniczka prawdy (dyskretna, ale widoczna rola Krystyny Zachwatowicz) przekazuje Annie dowody na to, że jej mąż zginął. Żona generała heroicznie znosi oczekiwanie, informację o śmierci męża, najgorsze jednak, co ją czeka, to oprzeć się tym, którzy chcieliby tę śmierć wykorzystać do swoich propagandowych celów – tak Niemcom, jak komunistom. Jej problemem jest nie tyle wiadomość o mordzie (nadzieję straciła szybko), ile kłamstwo i manipulacje, które profanują jej żałobę. Najdobitniej, jako powtórzenie mitologicznej historii Antygony i Ismeny, ukazany jest los sióstr porucznika Piotra – jedna obsesyjnie dąży do umieszczenia na cmentarzu tablicy upamiętniającej jego śmierć, walczy choćby o symboliczny pochówek, o zachowanie pamięci, o wyraz prawdy, druga, kierując się pragmatyzmem, wypiera ze świadomości śmierci brata, nie chce o niej, a zwłaszcza o jej okolicznościach, pamiętać.


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama