Łaska punktu „zerowego”, czyli sakrament „porażki”

Przegląd Powszechny
6/2011

Ludzie po rozwodach, żyjący w nowych związkach czują się często tak, jakby byli poza Kościołem, nieakceptowani i wręcz odrzuceni przez Pana Boga. Tymczasem otwartość na Ducha Świętego można również zachować, kiedy żyje się w separacji i po rozwodzie w nowym związku, poprzez słuchanie słowa Bożego, uczęszczanie na mszę świętą, trwanie na modlitwie, angażowanie się w dzieła miłości oraz inicjatywy na rzecz sprawiedliwości, a także wychowywanie dzieci na dobrych i przyzwoitych ludzi.

 

Wielu nowożeńców przystępujących do ołtarza teoretycznie wie, na czym polega chrześcijańskie małżeństwo, ale za tą wiedzą praktycznie nic się nie kryje. Mam wrażenie, że to związki „czysto naturalne”, niesione falą emocji, jakim nie towarzyszy głębsza świadomość słów wypowiadanych podczas przysięgi.

Znam takie małżeństwa, w których ludzie spadali z wysokiego piedestału oczekiwań i wyobrażeń. Najpierw stawali się tak ważni, że przesłaniali sobą cały świat i Pana Boga, a potem nagle przestawali się liczyć. Nienawiść wchodziła w miejsce miłości. Okazuje się, że bardzo potrzeba realistycznego spojrzenia na siebie i niestawiania zbyt wygórowanych oczekiwań i wymagań, którym nie można sprostać, bo jest się tylko człowiekiem.

Oglądałem kiedyś film „Droga do szczęścia”. Dwoje ludzi, po przejściu pewnego odcinka wspólnej drogi, zaczęło doświadczać wypalenia, czuli się, jakby zastygli w rutynie wzajemnych relacji, codziennie powtarzanych obowiązków i oto nagle ona wpadła na pomysł wyjazdu do Paryża. Nie chodziło tutaj o konkretne miejsce, ale o zmianę kierunku i twórczą reakcję na poczucie wygasającego ognia miłości. Wszystko było kiedyś takie piękne, pozostały tylko wspomnienia, zdjęcia i dzieci. Bohaterowie nie poszli jednak za porywem chwili, chociaż ułożyli sobie plan wyjazdu. Przestraszyli się tego, co nowe i niepewne. Wybrali stabilizację i spokój, życie w dobrze znanym świecie, w funkcjonalnym i wygodnym domku, pośród podobnych sobie ludzi, w pracy, która kompletnie ich nie interesowała, ale przynosiła wymierne zyski. Ta rezygnacja, zgoda na poprawny i spokojny styl życia stała się przyczyną klęski i załamania.

W Stanach Zjednoczonych rozwodem kończy się 45 procent pierwszych małżeństw i aż 60 procent drugich. W 80 procentach przypadków następuje to w pierwszych dziesięciu latach istnienia związku. Aż 25 procent Amerykanów między osiemnastym a czterdziestym piątym rokiem życia ma rozwiedzionych rodziców. W roku 2000 w Rosji na sto zawartych małżeństw odnotowano aż 70 rozwodów. W świadomości społecznej rozwód funkcjonuje jako „rzecz normalna”, która może przydarzyć się każdemu. Jedna trzecia małżeństw zawieranych każdego roku w Polsce rozpada się. Trwają one coraz krócej. Każdego roku blisko 60 tysięcy dzieci przeżywa rozwód rodziców.

Ludzie po rozwodach, żyjący w nowych związkach czują się często tak, jakby byli poza Kościołem, nieakceptowani i wręcz odrzuceni przez Pana Boga. Tymczasem otwartość na Ducha Świętego można również zachować, kiedy żyje się w separacji i po rozwodzie w nowym związku, poprzez słuchanie słowa Bożego, uczęszczanie na mszę świętą, trwanie na modlitwie, angażowanie się w dzieła miłości oraz inicjatywy na rzecz sprawiedliwości, a także wychowywanie dzieci na dobrych i przyzwoitych ludzi. Chociaż niektórzy nie mogą przystępować w pełni do sakramentów świętych, to warto przypomnieć, że Pan Bóg nie jest „więźniem” tych sakramentów, zwłaszcza jeśli są przyjmowane automatycznie i bezrefleksyjnie oraz nie idzie za nimi postawa życia. Przypomnę tu zdanie kardynała Josepha Razingera, który jako prowadzący rekolekcje watykańskie w 1983 roku powiedział, że w jakiś sposób niemożność przyjmowania komunii sakramentalnej może stać się środkiem duchowego postępu, środkiem pogłębienia wewnętrznej komunii z Kościołem i Panem, w cierpieniu coraz większej miłości, w oddaleniu umiłowanego. Może też być tak, że nie przystępując do sakramentu pojednania i nie otrzymując rozgrzeszenia, dajemy wyraz większego szacunku do tego sakramentu oraz świadectwo prawości sumienia większe niż ci, którzy spowiadają się często, ale nic z tego nie wynika.

Prawda o istocie sakramentu małżeństwa ciąży wielu ludziom. Jest on przecież „znakiem” nierozerwalnego Przymierza między Bogiem a ludźmi, „świadectwem” wiekuistego Przymierza między Chrystusem a wszystkimi tworzącymi Kościół, czyli Jego Oblubienicę. To przymierze ze strony Pana Boga nie może wygasnąć. On nie może przestać nas kochać. Czasami rodzi się pokusa usprawiedliwienia za wszelką cenę swojego postępowania, nawet za cenę zlekceważenia i przekreślenia prawdy na przykład dotyczącej małżeństwa. Wtedy ulegamy złudzeniu, że tak będzie prościej i spokojniej żyć. To droga w pewnym sensie łatwiejsza. Wielu ludzi tak żyje i nie robi sobie żadnych problemów. Przyjąć prawdę o małżeństwie w całej pełni, zwłaszcza wtedy, gdy z różnych powodów nie żyje się nią, oznacza skazać siebie na rozdarcie i cierpienie. Można bez przesady powiedzieć, że to forma udziału w Krzyżu Chrystusa.

Nie ulega wątpliwości, że Kościół ma misję wobec rozwiedzionych, ale również oni mają specyficzną misję wobec niego. Nie powinna się ona wyrażać, jak sądzę, jedynie w przynależności do określonych grup refleksji i wsparcia. Chociaż takie wspólnoty są potrzebne, nie należy zamknąć się w jakimś problemowym getcie, w którym rozmawia się w kółko o tym samym. Nasze czasy potrzebują szczególnego potwierdzenia wartości sakramentu małżeństwa jako trwającego związku kobiety i mężczyzny.

To, że się nie udało, nie znaczy, że nie wiemy, jak powinno być. Potrzeba jasności w zamęcie prób przedefiniowania małżeństwa ogarniającym nasze społeczeństwo. Właśnie od rozwiedzionych powinien wychodzić jasny sygnał, że sakrament małżeństwa trzeba traktować poważnie i odpowiedzialnie, a nie tylko jak uroczystą chwilę. Po rozwodzie, w nowym związku czy w separacji potrzebne jest świadectwo wyrażające się choćby w minimalizowaniu strat. Dotyczy to wielu dziedzin życia zarówno dzieci, jak i byłego współmałżonka. Przecież nadal można troszczyć się o ich życie i rozwój. Nie należy manipulować uczuciami dzieci w czasie rozwodu i po nim. Nie powinno się przedstawiać byłego współmałżonka w jak najgorszym świetle. O ile to możliwe, dzieci powinny mieć prawo do miłości obojga swoich rodziców.

Rany rozstania można leczyć tylko wtedy, gdy pozostaje się wspólnotą. Jak pragnienie świętości żyje w grzesznym ciele, tak wyzwanie wierności wymaga od człowieka, który dopuścił się zdrady, odwagi sprostania mu. Dzieci nie powinny płacić ceny za błędy rodziców. Rozwód nie jest i nie może być ostatecznym rozstaniem. Bo można i trzeba być wiernym. Zwłaszcza dzieciom.

Nikt na początku drogi małżeńskiej nie zakłada, że skończy się ona niepowodzeniem. Ludzie przez wiele lat próbują ocalić swoje małżeństwo w imię przyrzekanej wierności oraz dla dobra dzieci. Pomimo najszczerszych chęci nie zawsze się udaje. Porażka życiowa może jednak doprowadzić do pogłębionej świadomości siebie i odkrycia bliskiej obecności Boga.

 


 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Jan
    16.07.2011 15:32
    Nie jest prawdą że ludzie żyjący po rozwodzie w związkach cywilnych są odsunięci od Kościoła. Przeciwnie. Kościół wyraźnie o nich zabiega, ogranizuje duszpasterstwa dla niesakramentalnych i robi wszystko, żeby ich stan zaakceptować. Takie działanie ma tylko pozór dobra, bo inni ludzie odbierają to jako znak, że Kościół zaakceptował rozwody i ponowne związki cywilne. Dzieje się to z ogromną szkodą dla legalnych małżeństw, które nie będą miały żadnej motywacji by trwac ze sobą w razie kryzysu, bo po co, skoro można się rozstać i próbować szczęścia z kimś innym, a Kościół i tak przygarnie.
  • Michał
    22.07.2011 14:25
    Ks. Pawlukiewicz mówi jasno: ślub cywilny po rozwodzie to żaden powód do radości dla osób bliskich nowożeńcom bo trudno świętować początek stałego życia w grzechu śmiertelnym.
    Zaleca nawet takim osobom mieszkanie oddzielnie, i wspieranie się wychowywaniu dzieci, jezeli są. I nie jest to wcale postulat okrutny, bo w tych dyskusjach jakoś nie pamięta się o porzuconych dzieciach z małżeństwa sakramentalnego, o mężu/żonie którzy pozostali samii. O duszpasterstwie dla porzuconych i samotnych nie slyszałem. Myślę, że księża nie mają teraz odwagi mówić prawdy i czynią w ten sposób szkodę tym ludziom, bo najważniejsze jest zbawienie. Druga sprawa to nadużywanie - stwierdzenie Benedykta XVI - stwierdzeń o nieważności małżeństwa.
  • Jojo
    22.07.2011 19:45
    Jak widać wszystkim bardzo łatwo przychodzi ocenianie ludzi po rozwodach. Niestety należy rozdzielić osoby, które świadomie zniszczyły Sakramentalne Małżeństwo od osób, które zostały porzucone w perfidny sposób przez małżonka z hasłem: nigdy Cię nie kochałam/kochałem. Co robić? Co z powołaniem do życia w rodzinie?

    Odsuniecię od Sakramentu Eucharystii jest równoznaczne z odsunięciem od Kościoła. Nie oszukujmy się, że tak nie jest. Czytamy na różnych stronach, iż Sakramen Eucharystii jest podstawą życia chrześcijańskiego, po czym nagle się dowiaduję, że jednak nie, bo można przyjąć "komunię duchową". Jak to jest?

    Sądy Biskupie zabawiają się w Pana Boga. Bo jak stwierdzić kogo Bóg żłączył? Że małżeństwo nie istniało? Czy każda para stojąca przed ołtarzem jest złączona wolą Boga? Niesądzę...KTo i jak to ma sprawdzać? Jest wiele osób, które nie mają świadków, nie mają jak tego udowodnić. Co dalej?

    Na szczęście to Bóg nas osądzi sprawiedliwie, a nie ludzie. Osądzi za wszystko, za życie, za to, jacy byliśmy dla innych, jak pracowaliśy, kochaliśmy, a nie "tylko" za małżeństwo niesakramentalne.

    Kościół nie rozpatruje indywidualnie, wrzuca rozwodników do jednego wora. To jest nie fair...

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...