Matka Boska przeżywana

Rozmowa z Anną Niedźwiedź

dodane 25.08.2012 10:35

Polacy mówią o Maryi: „matuchna”, „matusia”, „mateczka”. Na poziomie osobistym utożsamiamy się z nią, zwracamy uwagę na jej bliskość i familiarność. Z etnolog Anną Niedźwiedź rozmawiają Artur Sporniak i Marcin Żyła

Tygodnik Powszechny 34/2012 Tygodnik Powszechny 34/2012

 

ARTUR SPORNIAK, MARCIN ŻYŁA: Czy Maryja jest dzisiaj trendy?

ANNA NIEDŹWIEDŹ: To potężna postać kobieca, której symbolika posiada głębokie, historyczne korzenie. Ale mnie, jako antropologa, interesuje przede wszystkim badanie przeżywania religijności maryjnej, a szczególnie relacji między Maryją a wierzącymi.

Często są to relacje bardzo osobiste. Odnajdujemy je w wywiadach pogłębionych oraz w materiałach uzyskanych poprzez współuczestniczenie w życiu i doświadczeniach innych. Warto dodać, że w badaniach nad tzw. religią przeżywaną – to termin nawiązujący do określenia „lived religion” – ta ostatnia metoda okazuje się niezwykle ważna, gdyż wiele elementów doświadczenia religijnego nie podlega prostej werbalizacji. W materiałach, zebranych przeze mnie i innych antropologów badających kult maryjny w różnych częściach świata, pojawia się doświadczenie bliskiego kontaktu osoby wierzącej z Matką Boską.

Matka Boska jest personalizowana. Gdy w 2000 r. ruszyłam w teren, by rozmawiać z ludźmi na temat obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, okazało się, że najczęściej była mowa nie o „obrazie”, ale o „postaci” – bliskiej, prawdziwej, doświadczanej w codziennym życiu moich rozmówców. Inga Kuźma z Uniwersytetu Łódzkiego opublikowała z kolei ciekawą książkę o doświadczeniu religijnym kobiet, w której m.in. przywołała badania przeprowadzone wśród pielgrzymujących do Kalwarii Zebrzydowskiej. Tam kobiety, już od stuleci, są mocno zaangażowane w przestrzeń i rytuał religijny, szczególnie w czasie sierpniowego odpustu i tzw. Pogrzebu Matki Boskiej oraz Procesji Wniebowzięcia.

Co kobietom daje kult Matki Boskiej?

Możliwość identyfikacji z nią, poszukiwanie pewnej roli, ale przede wszystkim wsparcie i nadzieję. Istotne jest, że Maryja była matką – i to matką cierpiącą. Bardzo często, gdy prowadząc badania, rozpoczynałam rozmowę na temat Matki Boskiej, moi rozmówcy dzielili się niezwykle prywatnymi doświadczeniami egzystencjalnymi związanymi z przeżywanym przez nich głębokim cierpieniem. Wielu widziało w niej postać, która zwycięża pomimo cierpienia. Dlatego Maryja rozumie, współczuje i wspiera. Bardzo często właśnie kobiety znajdują w niej wsparcie i siłę.

Sacrum kojarzy się z tremendum, a Pani mówi o bliskości...

Ponieważ sacrum – jak i cała religijność – jest paradoksalne. Jest tu tremendum i fascynacja, odpychanie i bliskość. W równym stopniu pełna paradoksów jest Matka Boska. Z jednej strony to bliska Bogu królowa. Z drugiej: matka, która wiesza pieluszki Jezusa i martwi się, gdy ten się gdzieś zapodzieje. A wiele lat później traci swojego syna, widzi, jak ten umiera. Jest boska i ludzka zarazem.

Czy dla Polaków nie stała się wręcz ważniejsza od swojego syna?

Myślę, że potęgę przypisywaną Maryi można zauważyć w polskiej religijności – ale także np. w Hiszpanii, Włoszech, Meksyku czy Argentynie. O tym, jak jest ważna, świadczy odpowiedź udzielana podczas badań etnograficznych na pytanie o skład Trójcy Świętej – ludzie często wymieniają wtedy Matkę Boską. Także podczas egzaminu wielu moich studentów na pytanie, jak oficjalnie nazywa się święto 15 sierpnia, odpowiada: Wniebowstąpienie NMP. W dawnych materiałach folklorystycznych Maria pojawia się w opowieściach biblijnych sprzed Nowego Testamentu. W czasie zajęć dotyczących polskiej religijności czytam studentom krótką opowieść o potopie, spisaną pod koniec XIX w. na Kielecczyźnie. Wśród zwierząt i przedmiotów zabranych przez Noego do Arki pojawia się obraz Matki Boskiej Częstochowskiej!

Nie byłabym jednak taka pewna, czy Maryja wypiera ze świadomości Polaków Chrystusa. On powraca. W ciągu ostatnich 15 lat z Matką Boską zaczął konkurować Jezus Miłosierny. Jest figura Chrystusa Króla, a także kolejna męska postać: Jan Paweł II.

W swoich pracach przywoływała Pani jednak Sierpień ’80, czas, gdy Maryja stała się niemal uczestniczką wydarzeń politycznych. Tymczasem dziś, choćby w sprawie smoleńskiej, jej postać nie jest już tak widoczna.

Nie do końca. Zaraz po katastrofie smoleńskiej pojawiła się opowieść o fragmencie tupolewa, ofiarowanym na Jasną Górę przez siostrę zakonną, która odwiedziła Smoleńsk. To wotum zostało wkomponowane w najnowszą sukienkę obrazu. Ojcowie paulini, którzy kształtują przestrzeń sakralną Jasnej Góry, odsłonili w maju Epitafium Smoleńskie, które świetnie wpisuje się w opowieść o Częstochowie jako duchowej stolicy narodu. Komunikat brzmi: tu jest tron prawdziwej władczyni.

W roku katastrofy smoleńskiej prowadziłam badania w czasie pielgrzymki Radia Maryja. Wydarzenie to dość wyraźnie powtarzało schemat zgromadzeń jasnogórskich z czasów komunistycznych: dla uczestników tej pielgrzymki było to jak przybycie do tronu Królowej Matki jej narodu, który przyszedł się poskarżyć. Jasna Góra dla uczestników pielgrzymki to cały czas miejsce, gdzie można się razem zobaczyć. I razem „poczuć”, zjednoczyć. To ta sama symbolika, co w latach 80.

Do jakich emocji apeluje polska Maryja?

Zwróciłabym uwagę na poziom osobisty, często pomijany w analizach socjologicznych. Fenomen polskiej religijności maryjnej polega na tym, że łączy osobisty poziom doświadczenia z poziomem wspólnotowym. Na poziomie osobistym mamy do czynienia z utożsamianiem się z Maryją, zwracaniem uwagi na jej bliskość i familiarność. W wielu badaniach przewija się wątek poczucia bycia dzieckiem i pewności, że jest ktoś, kto w razie konieczności mi pomoże. Polacy mówią o Maryi: „matuchna”, „matusia”, „mateczka” – dla mnie to bardzo znaczące. Sformułowania, które pojawiają się w księgach wpisów wyłożonych w sanktuariach maryjnych, są czasem tak osobiste i intymne, że czytając je nawet jako etnograf czuję się czasem niezręcznie.

Kiedyś, wspólnie z moimi studentkami, prowadziłam badania na temat ikonografii wnętrz mieszkalnych na południu Polski. Osoby, które odwiedzałyśmy, pokazywały nam swoje obrazy. Jedna z nich, obok jelenia na rykowisku, miała również Matkę Boską. Powiedziała nam, że jej mama zmarła, nie ma nikogo, kto mógłby z nią zamieszkać, i że czuje się bardzo samotnie. Ale gdy spojrzy na Maryję, to już wie, że kogoś ma. Ma z kim porozmawiać. Nie należy tego lekceważyć i kwitować takich przeżyć powiedzeniem „Gadał dziad do obrazu...”. Tak, ludzie rozmawiają z obrazami i często tak właśnie budują głębokie przeżycie religijne. To ukazuje uobecnianie postaci Maryi w życiu wielu polskich katolików.

 


Jak ważny jest dla nich cielesny wymiar Matki Boskiej?

Maryja płacze, krwawi, wydziela zapach róż. Ludzie dotykają jej wizerunków. Nie tylko w Polsce. Podczas kursu ze wstępu do kultury ludowej wyświetlam studentom obraz Nouchki van Brakel, holenderskiej reżyserki i feministki o raczej zadeklarowanych laickich poglądach, która zafascynowała się postacią Maryi i nakręciła ciekawy film pt. „Ave Maria. Od Służebnicy Pańskiej do Królowej Niebios”. Reżyserka rozmawia z ludźmi w różnych krajach, m.in. w Polsce, Turcji, Holandii i Hiszpanii, i przez pryzmat ich losów ukazuje historię Maryi i obecność tej postaci w codziennym życiu ludzi.

Więź, którą widać w opowieściach bohaterów filmu, jest bardzo osobista. Pojawia się tam coś, co w polskiej antropologii nazywamy sensualizmem, olbrzymim zaangażowaniem ciała i różnych zmysłów w doświadczenie religijne i budowanie religijnej więzi. Matka Boska nie tylko działa na zmysły, ale jest też fizycznie uobecniana. Jedna z rozmówczyń, stojąc przed figurą Maryi, zaczyna ją w pewnym momencie dotykać, pieści dłonie Marii i mówi do niej: „jak ty cierpiałaś, kiedy patrzyłaś na śmierć swojego syna”. Ten przykład pokazuje, jak bardzo ludzie potrzebują ucieleśnienia świętej postaci. Potoczny katolicyzm właśnie w postaci Matki Boskiej daje możliwość fizycznego kontaktu ze świętą postacią poprzez figury, wizerunki, ale też poprzez obecność tzw. objawień maryjnych.

Ponieważ w teologii pojawiła się idea wniebowzięcia, w przypadku Maryi nie mamy do czynienia z relikwiami w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Ale wystarczy spojrzeć na kult, który do dziś funkcjonuje w Europie, jak bardzo on jest cielesny: i mleko, i łzy Matki Boskiej, i woskowina z jej ucha. Szacunkiem otacza się przechowywane w różnych miejscach szaty Matki Boskiej. I jeszcze jedno ciekawe zjawisko: domki Maryi. One bardzo uosabiają Maryję, wytwarzają rodzinną atmosferę. Widzimy w nich Matkę Boską przy stole jako matkę, która opiekuje się dzieckiem. Cała zakodowana kulturowo idea rodziny pojawia się poprzez ten domek.

I kolejny przykład: w oczach religijnych kobiet Maryja zaznała wszystkich trudów kobiecego życia. Dlatego często to do niej kieruje się modlitwy w intencji zajścia w ciążę, to do niej modlą się kobiety w ciąży i w połogu.

Jedną z pierwszych głośnych spraw o obrazę uczuć religijnych była okładka tygodnika „Wprost”, na której Matkę Boską ubrano w maskę przeciwgazową. Ten – właściwie stosunkowo niewinny zabieg – wywołał burzę kontrowersji. Czy od tego czasu zmieniła się nasza wrażliwość?

Po „Wprost” była jeszcze okładka „Machiny”, na której Madonnę-piosenkarkę przedstawiono w pozie Matki Boskiej Częstochowskiej. Ale od tego czasu przesunęły się nieco granice naszej tolerancji.

Wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej przetwarzano już w latach 80. – robiono to > jednak w ramach kodu narodowo-religijnego. W ramach tego kodu wszystko było dozwolone: Maryja w koszulce Solidarności, Matka Boska pokazująca znak „V”, obejmująca robotnika w geście Madonny z piety. To przetrwało do lat 90. Ale potem kultura zaczęła nam przyzwalać na granie tymi kodami, pozwalać na umieszczanie symboli w innych kontekstach.

Niektórzy protestują przeciw koncertowi Madonny 1 sierpnia, ale nikomu nie przeszkadza wykorzystywanie wizerunku Maryi na breloczkach do kluczy czy produkowanie plastykowych, różowych buteleczek na wodę w kształcie Matki Boskiej.

Nie wiem, czy to nikomu nie przeszkadza, ale to już inny temat – kiczu religijnego, czy jest on bałwochwalczy, czy nie. Fakt: sprzedaje się to świetnie. Jako antropolog mogę powiedzieć, że wielu pielgrzymom nie przeszkadza różowa buteleczka w kształcie Maryi z odkręcaną koroną, do której nalewają wodę z cudownego źródełka. Różowa buteleczka jest dla wielu piękna i staje się pamiątką z pielgrzymki – postawią ją, zrobią z niej ołtarzyk, obok rozłożą serwetki, w nagłej potrzebie sięgną po przywiezioną w niej wodę.

Mówi Pani, że Matka Boska jest kimś, z kim każdy, kto chce, może wejść w szczególną, osobistą relację. Z drugiej strony w Polsce długo nie wolno było nadawać dziewczynkom imienia Maria – było ono zarezerwowane dla sfery wiary. Żona Władysława IV, Maria Ludwika, musiała zamienić kolejność swoich imion, aby zostać zaakceptowaną przez szlachtę.

To właśnie paradoks, o którym wspominałam wcześniej: w praktyce religijnej mogą się łączyć rzeczy, które do siebie zupełnie nie przystają – jak boskość i rodzinna bliskość. Nawet kicz może przystawać do sacrum. Siła Maryi polega właśnie na tym, że z jednej strony jest ona matką, z drugiej – jest boska.

Wychodzi to w języku polskim. Ludzie, jeśli rozmawiają o Maryi, nie mówią „Najświętsza Panienka” ani „Królowa Ni ebios”, ale właśnie: „Matka Boża”. W tym określeniu mamy te dwa elementy: boskość i doświadczenie macierzyństwa – zarówno Boga, jak i macierzyństwo ludzkie.

W bardzo wielu miejscach Matka Boska umożliwia też identyfikację i organizuje wokół siebie ludzi.

Na przykład w Rodzinie Radia Maryja?

To bardzo ciekawy przykład współczesnej grupy, która znalazła opiekę u Maryi i wokół niej zbudowała swoją identyfikację. „Rodzina” – to nieprzypadkowa nazwa.

W „rodzinie” powstaje indywidualna relacja z Maryją. Prowadziłam badania nad religijnością osobistą członków Rodziny Radia Maryja. Ona bardzo często idzie w parze z przeżywaniem politycznym i społecznym. Wiele osób, które identyfikują się z tym środowiskiem, to osoby głęboko religijne. Często dopiero pod wpływem Radia Maryja angażują się politycznie. Jedna z dróg wiodących do Rodziny Radia Maryja wiedzie od poszukiwania pobożności i od tego, że jest to radio, które ma bardzo bogatą ofertę religijną. Jedna z pań, z którą tam rozmawiałam, niemłoda i wychowana od dziecka jako katoliczka, powiedziała, że właśnie dopiero dzięki Radiu Maryja nauczyła się głęboko modlić.

Dr ANNA NIEDŹWIEDŹ jest etnologiem i antropologiem kulturowym, pracuje na UJ. Zajmuje się antropologią religii i antropologią wizualną. Prowadziła m.in. badania dotyczące kultu obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej i religijności środowiska Rodziny Radia Maryja. Trzy lata temu rozpoczęła nowy projekt badawczy dotyczący katolicyzmu w Ghanie.

Tagi:
MARYJA, MATKA,