Szczególne powołanie

O męczeństwie i męczennikach z ks. dr. Pawłem Pietrusiakiem, wykładowcą teologii rozmawia ks. Grzegorz Zembroń MS

dodane 06.01.2015 19:14

Męczennik to przede wszystkim świadek, chociaż w naszej wyobraźni to człowiek cierpiący, torturowany, zakrwawiony, odrzucony, zabity. Słowo „męczennik” to polskie tłumaczenie greckiego „mártys”, które znaczy po prostu „świadek”, zarówno na płaszczyźnie prawnej, jak i religijnej.

La Salette. Posłaniec MB Saletyńskiej 4/2014 La Salette. Posłaniec MB Saletyńskiej 4/2014

 

Kto to jest męczennik?

Męczennik to przede wszystkim świadek, chociaż w naszej wyobraźni to człowiek cierpiący, torturowany, zakrwawiony, odrzucony, zabity. Słowo „męczennik” to polskie tłumaczenie greckiego „mártys”, które znaczy po prostu „świadek”, zarówno na płaszczyźnie prawnej, jak i religijnej. W takim sensie słowo to występuje w Nowym Testamencie, a zwłaszcza w pismach Janowych. Jezus stojący przed Piłatem wyznaje, że najgłębszym sensem Jego misji było dawanie świadectwa: „Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie” (J 18,37). W Apokalipsie natomiast jest napisane, że Jezus to „świadek wierny” (Ap 1,5). Do swoich uczniów Zmartwychwstały powiedział: „wy będziecie moimi świadkami” (Dz 1,8), wskazując w ten sposób na istotę ich posłannictwa.

W pierwotnym chrześcijaństwie „mártys” to przede wszystkim świadek zmartwychwstania Chrystusa. To świadectwo było tak trudne do przyjęcia, że często opłacano je śmiercią, cierpieniem, niezrozumieniem, odrzuceniem. Sam aspekt cierpienia jest zatem konsekwencją dawania świadectwa do końca. Męczennik to chrześcijanin, który oddaje swoje życie za Chrystusa dlatego, że publicznie wyznał wiarę w Niego i przyjął wszelkie konsekwencje tego wyznania wiary. W tradycji chrześcijańskiej pierwszym świadkiem – męczennikiem był św. Szczepan.

Są takie obrazy męczenników, na których mają oni wzniosłe, nieobecne spojrzenie, jakby tortury i cierpienie ich nie dotyczyły. Czy to jest prawdziwy przekaz męczeństwa?

Myślę, że tu trzeba by zrobić dobrą hermeneutykę źródeł, którymi się posługujemy, zajmując się męczennikami chrześcijańskimi. Na męczeństwo należy popatrzeć z dwóch stron: po pierwsze jako na wydarzenie historyczne, po drugie jako na heroiczną formę wyznania wiary. Te dwa różne spojrzenia dały początek dwóm typom dokumentów o męczeństwie: historycznym i hagiograficznym. Te pierwsze, historyczne, w sposób mniej lub bardziej obiektywny przekazują informacje na temat okoliczności męczeństwa. Te drugie, hagiograficzne, bardziej skupiają się na ukazaniu męczeństwa jako szczególnego i heroicznego wyznania wiary. Dlatego też zwracają mniejszą uwagę na historyczną dokładność i mają tendencje do fantazjowania, uwznioślania, upiększania, a niekiedy nawet do odzierania męczeństwa z czysto ludzkiego wymiaru, jakim jest ból, lęk, wątpliwości itp. Wielu męczenników to ludzie, którzy bronili się przed męczeństwem, uciekali przed nim. Oni byli przerażeni tym, co ich czeka. Ale w tej słabości ukazywało się właśnie coś niezwykłego: Boża moc, która daje człowiekowi łaskę wytrwania, łaskę cierpliwości, łaskę znoszenia bólu dla Chrystusa. Myślę, że najbardziej spektakularne w męczeństwie jest to, że – jak pisał św. Paweł – „moc w słabości się doskonali” (2 Kor 12,9). Podobnie zresztą modlimy się w liturgicznej Prefacji o męczennikach: „Ty umacniasz słabych ludzi do złożenia świadectwa wierze”.

Często opisy męczeństwa były redagowane na wzór wojskowych epopei: męczennik to wojownik, który walczy z demonem, znosząc cierpienia. Demon zaś jest bezradny wobec wytrwałości. Niekiedy opisy męczeństwa przypominają relację z igrzysk: tu męczennik występuje jako boski atleta, walczący z przeciwnikiem (cierpienie i lęk) na arenie, którą jest miejsce jego egzekucji. Gladiatorów i atletów walczących z dzikimi zwierzętami przed rzymską publicznością zastępują duchowi atleci: kobiety, starsi, nieraz dzieci, którzy znoszą straszne cierpienia dla Chrystusa i demon wobec nich jest bezradny, nie jest w stanie ich pokonać.

Więc lęk, strach, pragnienie ucieczki, pragnienie odrzucenia męczeństwa nie zaprzeczają męczeństwu?

Absolutnie nie, męczennik pozostaje człowiekiem do końca. Zresztą, zachowane opisy męczeństwa pokazują zwykle kontekst prześladowania i z bólem podkreślają fakt, że obok bohaterskich męczenników było bardzo wielu chrześcijan, którzy porzucali wiarę, gdyż nie mieli na tyle siły, by znieść cierpienia fizyczne, zgodzić się na konfiskatę mienia i złamanie kariery czy przyjąć śmierć. Męczeństwo nie było nigdy zjawiskiem powszechnym. Nie wszyscy prześladowani stawali się męczennikami.

Z drugiej strony, czy można pragnąć męczeństwa? Czy nie zaprzecza idei męczeństwa fakt, że ktoś szuka takiej śmierci?

Można pragnąć męczeństwa, ale tylko w tym sensie, że chce się pozostać wiernym Chrystusowi do końca i bezwarunkowo. Nikt z nas nie wie, do jakiej formy świadectwa zostaniemy powołani. Uważam, że to powinno być wpisane w samo chrześcijańskie powołanie i każdy powinien się modlić, by Pan Bóg dał mu wiarę i łaskę wytrwania przy Chrystusie bez względu na okoliczności, jakie nas w życiu spotkają. Chrześcijański męczennik nie jest jakimś niezdrowym masochistą, lubującym się w cierpieniu i bólu albo samobójcą pogardzającym swym życiem, ale człowiekiem, który wierzy, że wierność Chrystusowi jest wartością większą niż życie fizyczne.

W starożytności ucieczkę od męczeństwa uważano za postawę dopuszczalną. Chrześcijanie nie szukają męczeństwa. Jeśli można go uniknąć, należy tak zrobić. Chociażby dlatego, że nikt z nas nie wie, czy mu wystarczy sił w czasie prześladowań, w czasie cierpienia. Natomiast w sytuacji, kiedy człowiek staje przed koniecznością wyznania wiary, trzeba tę wiarę wyznać do końca. Nie należy zaś spontanicznie poszukiwać cierpienia i męczeństwa.

Czy Panu Bogu jest w ogóle męczeństwo potrzebne?

Czy Panu Bogu cokolwiek jest potrzebne? Jeśli czegoś potrzebuje i czegoś oczekuje, to przede wszystkim naszej miłości. I tak jak Jego miłość była miłością do końca („do końca ich umiłował”), podobnie nasza miłość ma być miłością do końca, a więc miłością zakładającą możliwość oddania życia czyli męczeństwa. W chrześcijaństwie istnieje etos męczeństwa dlatego, że ono ukazuje dwie rzeczy. Pierwsza rzecz to śmierć świadka, czyli świadectwo tak czytelne i tak nieodwracalne, że jest ono najdoskonalszą formą naśladowania Chrystusa. W duchowości męczenników dominuje pragnienie naśladowania Chrystusa, a trudno Go naśladować, omijając aspekt dawania świadectwa aż do śmierci.

Druga sprawa – męczeństwo to najwyższa forma utożsamiania się z Chrystusem, ale także zjednoczenia z Nim. W niektórych opisach męczeństwa pojawia się przekonanie, że w słabym ciele męczennika tym, który naprawdę cierpi, jest Chrystus. Są pewne wizje, które pokazują, że ci, którzy patrzą na płonącego na stosie chrześcijanina, w tym ogniu widzą Chrystusa. Istnieje przekonanie, że męczennik jest jakby sakramentalną obecnością Chrystusa. U św. Cypriana z Kartaginy, wielkiego teologa męczeństwa z III wieku, znajdziemy teksty, w których porównuje on męczeństwo do Eucharystii, gdyż ten sam Chrystus, który jest obecny w Eucharystii, jest również obecny w cierpiącym męczenniku. Męczennik jest tak głęboko zjednoczony z Chrystusem, że się z Nim utożsamia. Pisał o tym św. Paweł: „teraz już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2,20).

 

 

Czy Panu Bogu podoba się to, że ktoś cierpi?

Cierpienie samo w sobie jest złem. Chrystus nie przyszedł po to, aby mieć w cierpieniu upodobanie, ale po to, by to cierpienie odkupić, nadać mu sens. W rozważaniach o  męczeństwie nie ma sensu zatrzymywać się szczegółowo na detalach torturowania, bo nie one są najważniejsze. Najistotniejsza jest racja, z jakiej ktoś oddaje życie. Św. Augustyn powiedział: „Non poena sed causa facit martyres”, czyli nie samo cierpienie, tylko powód tego cierpienia sprawia, że ktoś staje się męczennikiem. Ktoś został zamordowany, bo się znalazł w tłumie, który mordowano, a wcale nie miał zamiaru świadczyć przez to o Chrystusie. Żeby było męczeństwo, musi być też wola jego przyjęcia ze względu na Chrystusa.

Męczennicy pełnią niezwykle ważną rolę w teologii i w całej Tradycji Kościoła. W Pierwszym Liście św. Jana Apostoła jest zdanie: „To wam oznajmiamy, co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce” (1 J 1,1). Cała Tradycja Kościoła od Chrystusa aż do paruzji to jest przekaz doświadczenia apostolskiego, czyli tego, czego apostołowie doświadczyli i co otrzymali. Mamy różne formy przekazu tej Tradycji: Pismo Święte, naukę soborów, liturgię, także nauczanie Kościoła. Są to tzw. miejsca teologiczne, poprzez które całe dzieło Jezusa przekazywane jest z pokolenia na pokolenie. Uważam, że takim szczególnym miejscem teologicznym przekazywania doświadczenia Chrystusa i jego nauki jest doświadczenie męczeństwa. Męczennicy są „miejscem” doświadczenia Jezusa par excellence. W ogóle wydaje mi się, że mistycy i męczennicy najlepiej zrozumieli doświadczenie apostolskie, najlepiej pojęli i przyswoili sobie to, co Chrystus uczynił i czego nauczał. Soborom czy papieżom potrzeba tysięcy stron, żeby określić doktrynę wiary, zaś mistyk wyrazi to swoimi przeżyciami wewnętrznymi, a męczennik swoim świadectwem.

Czy trzeba jakiejś szczególnej łaski, żeby zostać męczennikiem?

Tak. Starożytni uważali, że męczeństwo jest powołaniem. Tertulian (III w.) pisał, że męczeństwo jest jakby „drugim chrztem”. Przez „chrzest z wody” zostaliśmy powołani, a przez „chrzest krwi” zostaliśmy wybrani. Tak, jak tylko niektórzy chrześcijanie zostają powołani do szczególnej łaski doświadczenia mistycznego, tak również niektórzy są szczególnie powołani do doświadczenia męczeństwa. To ich osobiste powołanie staje się także, jeśli Bóg tego chce, charyzmatem i darem dla całego Kościoła, a także dla świata.

Tertulian mówi też, że o ile pierwszy chrzest, czyli chrzest z wody to był spektakl, który neofita dawał przed wspólnotą Kościoła, o tyle chrzest krwi, czyli męczeństwo to jest spektakl, który on daje przed światem. Więc męczeństwo ma także wymiar misyjny, ewangelizacyjny dlatego, że staje się znakiem zapytania. Jest znakiem dla samych prześladowców, ale także dla tych, którzy obojętnie patrzą na chrześcijan. Tertulian powiedział też, że „sanguis martyrum – semen christianorum” tzn. krew męczenników staje się nasieniem nowych chrześcijan. Męczennik nieraz nie musi nic mówić, bo samo jego świadectwo staje się znakiem zapytania dla innych. Czasy Tertuliana i Cypriana obfitowały w nawrócenia na chrześcijaństwo spowodowane obserwowaniem niezwykłej wytrwałości chrześcijan w czasie prześladowań. Tak prawdopodobnie nawrócił się Klemens Aleksandryjski i tak prawdopodobnie nawrócił się Tertulian.

Byli jednak także chrześcijanie, którzy przeżywali prześladowania.

Ich nazywano „confessores” – wyznawcy, tzn. ci, którzy wyznawali wiarę. Cyprian z Kartaginy wyraźnie ich rozróżniał: „martyres” to byli ci, którzy ponieśli śmierć za Chrystusa, a „confessores” to ci, którzy byli skazani, nieraz torturowani, ale z jakichś powodów odzyskiwali wolność, na przykład zmieniła się sytuacja polityczna.

Męczennik składa ofiarę ze swojego życia, ale przecież także rodzice składają ofiarę ze swojego życia prowadząc dom i wychowując dzieci, podobnie osoby, które poświęcają się służbie bliźniemu. Czy to gorsza ofiara od ofiary męczeńskiej? Czy męczeństwo jest lepszą ofiarą?

Nie, przecież różne są dary łaski, różne są powołania w Kościele. Tak dary łaski, jak i powołania są komplementarne, one nie są konkurencyjne. Myślę, że stawianie tej sprawy pod kątem, co jest ważniejsze, a co mniej ważne, nie bardzo ma sens. To jest po prostu różnica w powołaniu. Owszem, jak się patrzy z boku, to heroizm rodziców, którzy na przykład trwają przy chorym dziecku przez całe dziesiątki lat, jest nieraz większy niż stosunkowo krótki moment cierpienia kogoś, kto zostaje męczennikiem. Ale myślę, że nie ma co mierzyć tego miarą cierpienia, ani wprowadzać konkurencyjności. Każdy ma swoje powołanie, każdy ma swoje miejsce w Kościele i misję do spełnienia, a Pan Bóg każdemu daje łaskę wystarczającą, aby to powołanie zrealizować. Ktoś będzie miał powołanie do tego, by stać się matką czy ojcem chorego dziecka i się nim cierpliwie opiekować, rezygnując z kariery zawodowej. Komuś innemu Bóg da powołanie, aby oddał życie jako męczennik.

Czego zatem męczennicy uczą zwykłych chrześcijan?

Uczą tego, że śmierć została pokonana. Zasadniczym lękiem człowieka jest lęk przed śmiercią. Moc chrześcijan polega na tym, że dzięki wierze w Chrystusa Zmartwychwstałego wiedzą, a nawet doświadczają tego, czego niechrześcijanie ani nie wiedzą, ani nie doświadczają, że śmierć została zwyciężona. Chrześcijanin pokazuje, że życia nikt mu nie odbiera, bo ono się tylko zmienia. Ostateczną wartością jest życie wieczne, które pochodzi od Jezusa Chrystusa. Sądzę, że męczennicy właśnie o tym przypominają.

Męczennicy uczą tego, że śmierć została pokonana, ale nie słowem, tylko przykładem. To, co Kościół głosi w kerygmacie – prawdę, że Chrystus daje nowe życie, męczennik pokazuje. Chrześcijaństwo daje człowiekowi zupełnie inną optykę.

 

Tagi:
MĘCZENNIK,