Zmartwychwstanie to nie bon z rabatem

Rozmowa z bratem Jerzym Uramem, krakowskim kapucynem, teologiem fundamentalnym

dodane 05.04.2007 13:20

Na zmartwychwstanie na pewno nie można zapracować w sensie ekonomicznym, bo to nie jest świąteczny bon gwarantujący zakup szaty godowej z rabatem, aby wejść na ucztę weselną w Królestwie Bożym. Aby zmartwychwstać, trzeba nie tyle wypracowywać swoje zbawienie, ile przyjąć postawę syna wobec Boga Ojca. Przewodnik Katolicki, 8 kwietnia 2007

Zmartwychwstanie to nie bon z rabatem




Wielu wydaje się, że odkupienie i zbawienie to pojęcia tożsame. Czy faktycznie?

- Terminy te używane są niekiedy zamiennie, bo ich znaczenie odnosi się do bardzo podobnej rzeczywistości. Oba mówią bowiem o Bogu, który wychodzi naprzeciw człowieka, by mu pomóc i się nim zaopiekować. Precyzując jednak, trzeba zauważyć, że zbawienie jest pojęciem szerszym i bardziej ogólnym. Oznacza ono uwolnienie człowieka przez Boga lub mówiąc ogólniej – bóstwo. Oznacza też dar życia wiecznego, jako owoc owego wyzwolenia. Pojęcie to zalicza się do podstawowych kategorii wszystkich religii, także tych niechrześcijańskich. We współczesnej teologii zbawienie rozumie się jako realizację pełni człowieczeństwa, jego ostateczne i zupełne szczęście. Mówiąc natomiast o odkupieniu w ścisłym języku teologicznym, mamy na myśli dzieło odkupienia, wykupienia z niewoli grzechów, które dokonało się przez życie i śmierć, mękę i wskrzeszenie Jezusa z martwych przez Boga Ojca.

Wspomniał Brat o męce i śmierci. To m.in. ze względu na te pojęcia niektórzy kojarzą chrześcijaństwo z lękiem, strachem i cierpieniem. A przecież tak nie jest. Nauka Jezusa promienieje radością, miłością i nadzieją. Jak zatem w ten przekaz wpisuje się Chrystusowe zmartwychwstanie?

- Prawdziwa radość jest jak owoc dojrzewający w człowieku, w jego wierze i nadziei. Dokonuje się to w każdym czasie, nie tylko w święta Wielkiej Nocy.

Chrystus zmartwychwstały wnosi w życie człowieka wierzącego coś z nastroju nieprzemijającego święta nadziei i radości, stąd trudno zgodzić się z obiegową tezą, że chrześcijaństwo jest religią lęku i strachu.
Dowodem na to jest chociażby rzadko dziś dostrzegany zwyczaj paschalny „risus paschalis”, oznaczający śmiech wielkanocny.

Podobnie jak w optyce, tak i w Zmartwychwstaniu mamy barwy różnych opisów ukazywania się Zmartwychwstałego, ale synteza i ostateczna prawda pozostają dostępne tylko oczom wiary


Profesor Hryniewicz w jednych z artykułów opowiada, że „risus paschalis” był obecny w sposób szczególny w kulturze wschodniej. Dotyczy to zwłaszcza Kościoła ormiańskiego, w którym do dziś, gdy w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego diakon odczytuje z Ewangelii relację pierwszych świadków o zmartwychwstaniu, wszyscy obecni w świątyni wybuchają gromkim śmiechem. W Kościołach chrześcijańskiego Zachodu natomiast „risus paschalis” od XVI wieku przybrał formę wielkanocnego rozbawiania wiernych poprzez opowiadanie im jakiegoś dowcipu. Mimo, że początkowo zwyczaj ten był mocno krytykowany, przetrwał kilka stuleci.



A jak to wygląda dziś?

- Obecnie inaczej traktuje się śmiech w teologii. Po Soborze Watykańskim II w niektórych krajach usiłowano przywrócić ten starodawny zwyczaj w sposobie wygłaszania homilii w okresie wielkanocnym. Paschalne przesłanie Ewangelii jest ściśle związane z radością, która może wyrażać się poprzez śmiech. Trudność polega jednak na rytualnym charakterze „śmiechu wielkanocnego”. Z założenia powinien to być radosny śmiech ludzi ocalonych, którzy swoją wiarą i nadzieją dają świadectwo darowi wybawienia. Śmiech ten symbolizuje nadzieję na ostateczne zwycięstwo życia nad śmiercią. Gdy jednak nie rodził się on ze spotkania z Żyjącym na wieki, ale okraszany był żartami, zaczął tracić na swej przejrzystości i bardziej przypominać pogańskie święta związane z nastaniem wiosny. Z tego powodu mimo prób wskrzeszenia nie przyjął się w liturgii.

Mówimy o radości płynącej z Chrystusowego zmartwychwstania. Jak to faktycznie z nim było, bo wszyscy w nie wierzymy, ale mam wrażenie, że do końca go nie znamy.

- Zmartwychwstanie rozpatrywane jest w kategoriach tajemnicy wiary, cudu, który wprawia w zachwyt zdziwienia, pozostając nie do końca możliwym do wyjaśnienia. Stąd rozpatrujemy je w kategoriach wiary, a nie wiedzy.

Święty Paweł w Liście do Rzymian stwierdza: „bo to, że umarł, umarł dla grzechu tylko raz, a że żyje, żyje dla Boga” (Rz 6,10). Wskrzeszenie Jezusa z martwych jest przejściem do nowej formy egzystencji, dla której śmierć należy już do przeszłości. To wydarzenie jest podstawową wypowiedzią teologiczną. W swej niepowtarzalności jawi się wręcz jako niemożliwe do opisania, gdyż jest zdarzeniem w historii jedynym i bez analogii.

Brak wiary w nasze własne zmartwychwstanie jest w wielu wypadkach brakiem wiary w Jezusa Zmartwychwstałego, który przecież żyje w nas.


Balthasar próbował opisać rzeczywistość zmartwychwstania w sposób zarówno poetycki, jak i naukowy. Porównał je do zjawiska ze świata optyki, mówiącego o tym, że białe światło rozszczepia się w pryzmacie na pojedyncze barwy. Te choć wciąż tworzą widmo, to jednak równocześnie pojawiają się w różnych, niekiedy pozostających nawet do siebie w opozycji kolorach. Gdy pragniemy opisać białe światło, do dyspozycji mamy tylko pojedyncze barwy widma. Ten wspaniały obraz może zapraszać nas także do poszukiwania i odkrywania wciąż na nowo tajemnicy wskrzeszenia z martwych. Podobnie jak w optyce, tak i w zmartwychwstaniu mamy barwy różnych opisów ukazywania się zmartwychwstałego, ale synteza i ostateczna prawda pozostają dostępne tylko oczom wiary.



Skoro o wierze mowa. Wierzymy w Zmartwychwstanie Zbawiciela, ale jak podają ostatnie badania, wielu z nas nie wierzy we własne Zmartwychwstanie. Jak Brat myśli, dlaczego?

- Przypuszczam, że prawdziwa wiara w zmartwychwstanie wypływa z osobistej wiary w Jezusa. Przywołam raz jeszcze słowa św. Pawła: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Gal 2,20). Uważam, że jeśli nawet ankiety pokazują dużą liczbę osób nieuznających wiary w zmartwychwstanie, to powodem takich odpowiedzi jest ich wiara „niewystarczająco pulsująca życiem”. Myślę, że brak wiary w nasze własne Zmartwychwstanie jest w wielu wypadkach brakiem wiary w Jezusa Zmartwychwstałego, który przecież żyje w nas.

Benedykt XVI w ubiegłym roku w homilii w czasie Wigilii Paschalnej mówił, że sama niezniszczalność duszy nie mogłaby nadać sensu życiu wiecznemu, nie mogłaby uczynić z niego prawdziwego życia. Zaznaczył, że: „życie otrzymujemy dzięki miłości Tego, otrzymujemy je dzięki życiu z Nim i miłowaniu z Nim. Ja, ale już nie ja, jest to droga krzyża, która krzyżuje egzystencję zamkniętą we własnym ja i w ten sposób prowadzi nas do prawdziwej i trwałej miłości. Albowiem tajemnica wskrzeszenia Jezusa z martwych i nasze z martwych powstanie jest ogromną tajemnicą miłości”.

Nasze zmartwychwstanie to tajemnica, ale czy mimo to wiemy, czy będzie ono w jakimś stopniu podobne do Jezusowego?

- Szukanie odpowiedzi na pytanie, co będzie z nami po śmierci, przyciąga uwagę ludzi wszystkich kultur i czasów. Prawie dwa tysiące lat temu św. Paweł pisał do Koryntian, szukających odpowiedzi na zagadnienia związane ze zmartwychwstaniem: „skoro umarli nie zmartwychwstają, przeciwko Bogu świadczyliśmy, że z martwych wskrzesił Chrystusa” (1 Kor 15,15).

Prawda o zmartwychwstaniu ciała charakteryzuje wiarę chrześcijańską, a to, „w jaki sposób” to nastąpi, przekracza nasze wyobrażenie i rozumienie. Katechizm Kościoła Katolickiego precyzuje, że „udział w Eucharystii daje nam już zadatek przemienienia naszego ciała przez Chrystusa: podobnie jak ziemski chleb dzięki wezwaniu Boga nie jest już zwykłym chlebem, ale Eucharystią, a składa się z dwóch elementów, ziemskiego i niebieskiego, tak również i my, przyjmując Eucharystię, wyzbywamy się zniszczalności, ponieważ mamy nadzieję zmartwychwstania” (KKK 534).





Jak mamy żyć tu na ziemi, by solidnie „zapracować” na swoje zmartwychwstanie?

- Na zmartwychwstanie na pewno nie można zapracować w sensie ekonomicznym, bo to nie jest świąteczny bon gwarantujący zakup szaty godowej z rabatem, aby wejść na ucztę weselną w Królestwie Bożym. W duchowości chrześcijańskiej możemy mówić o egzystencji paschalnej. Aby zmartwychwstać, trzeba nie tyle wypracowywać swoje zbawienie, ile przyjąć postawę syna wobec Boga Ojca i tak jak Jezus realizować plan zbawienia w posłuszeństwie i w mocy Ducha Świętego. Nasze życie jest zatem wstępowaniem w Jego ślady, w celu wypełnienia misji, którą powierzył nam sam Bóg. Droga, którą musimy przebyć, by tę misję wypełnić jest jak najbardziej realna i prawdziwa. Jest to jedyna droga życia - droga krzyżowa. Rytm naszego życia, jak pisze w Ewangelii święty Jan, to „dynamika ziarna pszenicy”. By powstać z martwych, musimy codziennie umierać, w ten sposób „zapracowując” na nasze zmartwychwstanie.

W dynamice paschalnej naszego życia nie możemy nie wspomnieć o sakramencie, który ustanawia Zmartwychwstały. Jezus, spotykając się z uczniami, tchnął na nich i dał im władzę odpuszczania grzechów.
Ostatnio uczestniczyłem w Szkole Spowiedników organizowanej przez braci kapucynów z Krakowa. Jeden z wykładowców mówił o moralności: chrześcijańskiej i laickiej. W etyce współczesnego świata stawia się ideały, ale zapomina się o realnej potrzebie wzrostu i nawrócenia. Nasze umierania zakłada wejście w cywilizację miłosierdzia. Aby zmartwychwstać, trzeba odkrywać tajemnicę sakramentu spowiedzi, tajemnicę wejścia w rzeczywistość śmierci, czyli grzechu, by żałując za popełnione błędy, powstać dzięki łasce przebaczenia i doświadczyć daru nowego życia.

Rozmawiał Michał Bondyra

Tagi: