Ojciec Pio i kapłanka wudu

Błażej Strzechmiński OFM Cap

dodane 15.11.2007 11:28

Magia zawiera w sobie wizję świata, w której wierzy się w istnienie mających wpływ na życie ludzkie tajemnych sił, a uprawiający ją człowiek uważa, że za pomocą odpowiednich praktyk rytualnych może wpływać na rzeczywistość i ją kontrolować. Głos Ojca Pio, 48/2007

Ojciec Pio i kapłanka wudu




Magia zawiera w sobie taką wizję świata, w której wierzy się w istnienie mających wpływ na życie ludzkie tajemnych sił, a uprawiający ją człowiek uważa, że za pomocą odpowiednich praktyk rytualnych może wpływać na rzeczywistość i ją kontrolować. Tak pojęta magia, a wraz z nią wszelkie praktyki okultystyczne stoją w opozycji do pierwszego przykazania Bożego: „Nie będziesz miał Bogów cudzych przede Mną”. Ojciec Pio, mając świadomość, jak wielkie spustoszenie duchowe czyni okultyzm odrywający człowieka od Boga, próbował się mu przeciwstawić.


Spirytyzm, magia i wudu


Ojciec Pio przestrzegał przed spirytyzmem, wywoływaniem duchów czy wróżeniem z kart. Ich praktykowanie wprowadza bowiem w świat magii i okultyzmu, sprzeciwiając się w ten sposób wierze w jednego Boga i dając okazję do tego, by popaść w moc oddziaływania demonicznego. Zachowało się niewiele (choć znaczących) świadectw, które ukazują stanowczy sprzeciw Zakonnika wobec tego rodzaju zachowań i postaw.

Pewnej kobiecie z Treviso, która latami zajmowała się wywoływaniem duchów, Ojciec Pio kilkakrotnie odmówił rozgrzeszenia, by ją uwolnić od upodobania w tego rodzaju praktykach. Natomiast jednemu z przyjaciół, adwokatowi z Palermo, który fascynował się rytuałami magicznymi, nakazał: „Skończ ze spirytyzmem! To szatan we własnej osobie”. Tak, spirytyzm i magia mają charakter demoniczny, co więcej, biorący w nich udział wyrządzają sobie ogromną szkodę, otwierając się na interwencje demoniczne, począwszy od różnych form zniewolenia szatańskiego, na opętaniu skończywszy.

Stygmatyk podobnie reagował na wróżbiarstwo, będące jednym z elementów okultyzmu. Szukanie porad u wróżbitów czy jasnowidzów jest nie tylko narażaniem się na iluzję i oszustwo, ale stanowi również nieposłuszeństwo wobec samego Boga, w którym należy pokładać całą swą nadzieję, a własną przyszłość zawierzyć Jego Opatrzności.

Gdy pewnego dnia Anna Di Leonardo wyznała podczas spowiedzi, że była u kobiety wróżącej z kart, Ojciec Pio zapytał: – Po co tam poszłaś? – Ojcze, byłam przybita i przygnębiona tym, że nic mi nie wychodzi. Miałam nadzieję, że otrzymam jakąś dobrą wiadomość – wyszeptała przygnębiona kobieta. – Nie idź tam więcej, bo jeśli jeszcze raz pójdziesz i wrócisz do mnie, to spuszczę Ci baty – usłyszała w odpowiedzi surowe upomnienie.

Podobne doświadczenie miała inna kobieta, tym razem z Wenecji. Przystępując do spowiedzi u Ojca Pio w listopadzie 1948 roku, wyznała, że w rodzinie jedna z ciotek czyta z kart. Spowiednik stanowczym tonem powiedział do niej: „Natychmiast odrzuć te rzeczy!”. Porzucić wróżbiarstwo oznaczało porzucić wiarę w fałszywych proroków. Zakonnik dobrze wiedział, że Bóg, który jest Panem historii, zna przyszłość, zatem u Niego trzeba szukać prawdy i pocieszenia.




Fenomeny magii i okultyzmu należy rozpatrywać w kontekście zjawisk duchowych, powodujących jednak pewne skutki psychofizyczne. Tak też było w przypadku profesora Settimio M. z Teramo. Poznał on w 1919 roku osobę, która twierdziła, że posiada moce diabelskie. Niedowierzał jej, ale z biegiem czasu podczas spotkań z tą osobą zaczął odczuwać wewnętrzny niepokój, postanowił więc jej unikać. „Wtedy właśnie – wyznaje profesor – odkryłem w niej „świętą szatana”, która miała moc dręczenia mnie, gdziekolwiek się znajdowałem, niezależnie od odległości – duchowo i fizycznie. Nie miałem już spokoju i czasami wydawało mi się, że zwariuję. Przypomniałem sobie wtedy o zakonniku z Foggii i postanowiłem go odwiedzić”. Kiedy profesor znalazł się w klasztorze w San Giovanni Rotondo, które leży właśnie koło Foggii, poprosił o rozmowę z Ojcem Pio. Opowiedział mu wtedy swoją historię, którą zakończył słowami: „Ojcze Pio, jeśli ojciec pomoże mi wyjść z tego piekła, w jakim się znajduję…, będę zawsze wytrwały i wierny ojcu”. Usłyszał wówczas krótką odpowiedź: „Ja będę zawsze blisko ciebie, nie miej co do tego wątpliwości”. Stygmatyk potrzebował aż dwóch lat, by uwolnić profesora Settimio M. spod władzy złego ducha, za co profesor odpłacił się mu wcześniej deklarowaną wiernością, pozostając jego duchowym synem.

Warto przywołać jeszcze jedno interesujące świadectwo. Dotyczy ono wudu, czyli kultu przodków opartego na rytualnych obrzędach magicznych, które mają na celu przebłaganie bóstw animistycznych. Historia ta przydarzyła się włoskiemu konsulowi Agostino De Rienzo, który w 1975 roku wyjechał do Santo Domingo w Republice Dominikany z ważną misją rządową. Miał w imieniu Paktu Atlantyckiego czuwać nad wprowadzaniem demokratycznych rządów w młodej republice po obaleniu dyktatury Trujillo. Jednak nie było to na rękę rozmaitym ugrupowaniom, a także szczepom, które popierały politykę byłego dyktatora. Któregoś dnia młoda kapłanka wudu dostarczyła włoskiemu dyplomacie niepokojącą informację o tym, że ktoś z Santo Domingo bardzo wysoko postawiony w hierarchii ezoterycznej wudu rzucił na niego urok, który ma go doprowadzić do śmierci.

Wkrótce Agostino De Rienzo rzeczywiście poczuł się źle. Zaczął odczuwać dziwne dolegliwości, nieustanne zawroty głowy, nawet pełniona przez niego misja dyplomatyczna napotykała na szereg rozmaitych, niczym nieusprawiedliwionych przeciwności. Zwrócił się wreszcie o pomoc medyczną, ale bezskutecznie. Nie rozpoznano bowiem żadnej choroby. Wtedy przypomniał sobie, jak jego matka oddała go pod opiekę Najświętszego Zbawiciela w sanktuarium w Montella i Matki Bożej Łaskawej w sanktuarium w San Giovanni Rotondo, której czcicielem był sam Ojciec Pio. Pełen ufności, tym razem sam poprosił o wstawiennictwo świętego Stygmatyka. Wkrótce dolegliwości ustąpiły i rozwiązało się wiele trudnych spraw. Mógł już wracać do Włoch.




Agostino De Rienzo tak wspomina tamte chwile: „Odkryłem przy pomocy kapłanki wudu, że przeciwko mnie został rzucony urok, mający przyprawić mnie o śmierć, zamówiony przez zbuntowany szczep, którego interesy były sprzeczne z działalnością, którą tam wykonywałem. Kobieta ta poinformowała mnie ponadto, że uratuję się dzięki człowiekowi, „istocie nadprzyrodzonej”, żyjącemu na szczycie wzgórza, który już od dawna jest moim protektorem. Był on tak potężny, że mógł unicestwić piekielne siły czarowników wudu. Tym człowiekiem, który zdołał ochronić mnie z tak daleka, był Ojciec Pio”. Istotnie, urok zadany przez czarownika wudu został zwyciężony mocą modlitwy skierowanej do Boga. Dokonało się to za wstawiennictwem charyzmatycznego Zakonnika, który nie tylko walczył z siłami zła, ale dzięki łasce Bożej je pokonywał.


„Boska energia” i medium


Ojciec Pio, obdarzony przez Boga wieloma łaskami nadprzyrodzonymi, stał się celem zainteresowań różnych środowisk nie tylko katolickich czy chrześcijańskich, ale także bioenergoterapeutycznych i spirytystycznych. Proces ten szczególnie uwidocznił się po śmierci Stygmatyka. Wraz z rozwojem autentycznego kultu rosło niezdrowe zainteresowanie rzekomymi „cudownymi mocami”, jakich miał udzielać osobom trudniącym się leczeniem energią lub białą magią czy wywoływaniem duchów.

Ojciec Ksawery Knotz, kapucyn z Prowincji Krakowskiej opowiada o trzech takich przypadkach, które miał okazję zaobserwować osobiście. Pierwszy dotyczy bioenergoterapeuty, który w swoim gabinecie umieścił obraz Ojca Pio, twierdząc, że to pomaga mu w ściąganiu „boskiej energii” potrzebnej do uzdrawiania ludzi. Drugi przypadek ma związek z jasnowidzem, który miał rozwijać swe nadzwyczajne „zdolności” dzięki temu, iż uważał się za duchowego syna Stygmatyka z San Giovanni Rotondo. Natomiast trzecia historia dotyczy pewnej Polki, która podawała się za medium Ojca Pio. Podczas seansu spirytystycznego zapadała ona w swoisty trans, tracąc świadomość, a w jej ciało miał „wstępować” duch charyzmatycznego Kapucyna, który przez nią przemawiał. Osoby biorące udział w takim seansie mogły zadawać pytania, a duch Ojca Pio miał na nie z zaświatów odpowiadać. Wokół medium utworzyło się okultystyczne środowisko, którego – co może niektórych zdziwić – jednym z celów było szerzenie kultu Świętego.

W ostatnim dwudziestoleciu w Europie i Ameryce powstało wiele takich nieformalnych grup, które powołując się na osobę Stygmatyka, praktykują różne formy okultyzmu, wciągając w swoje szeregi nowych adeptów.




Żyjemy w czasach, w których wzrasta zainteresowanie magią i spirytyzmem. W księgarniach przybywa półek z literaturą poświęconą okultyzmowi, a w kinach nie brakuje filmów z gatunku „magia, czary i demony”. Co więcej, w Stanach Zjednoczonych powstała nawet akademia, która uczy swoich studentów różnych technik wróżbiarstwa i czarów.

Zjawiska te są przejawem nowych poszukiwań duchowości. Człowiek współczesny zagubił Boga, dlatego poszukuje Go w tym, co stanowi Jego zaprzeczenie, co po prostu jest bałwochwalstwem. Ojciec Pio pytany przez Daniele Natale, co ma odpisać kobiecie, która spotyka się z osobą mającą rzekomo kontakt z duszami czyśćcowymi, odpowiedział: „Mój synu, mamy przykazania, mamy Ewangelię i Jezusa w Najświętszym Sakramencie wśród nas”. To jest rada dla wszystkich szukających prawdziwej duchowości. Po tym poznajemy, że znamy Boga, gdy zachowujemy Jego przykazania, żyjemy Ewangelią Jego Syna Jezusa Chrystusa i czcimy Go w Najświętszym Sakramencie.



Tagi: