Nieodwracalne

Ks. Adam Boniecki

dodane 25.06.2008 21:10

Przerwanie ciąży jest traumą, którą wiele kobiet nosi w sobie do końca życia. Ale macierzyństwo w wieku 15 lat także jest przeżyciem, które zostawia ślady. Tygodnik Powszechny, 22 czerwca 2008 r.

Nieodwracalne



Gdzieś przeczytałem, że czternastoletnia Agata marzy o tym, żeby już było po wszystkim i by mogła wrócić do swoich żabek. Jest w tym stwierdzeniu głęboka prawda. Któż nie zna tego pragnienia, pojawiającego się wtedy, gdy coś – tak niewiele trzeba – kompletnie zmieni i skomplikuje nam życie, wytrącając nas z niedocenianego do tej chwili nurtu normalności?

Wiemy, że to pragnienie się nie spełni. Jakkolwiek się potoczą sprawy, nic nie będzie już takie jak dawniej.

***

Przerwanie ciąży to nie usunięcie migdałków: zabieg przykry, o którym się jednak potem nie pamięta. Brutalne przerwanie procesu zmierzającego do wydania na świat dziecka jest traumą, którą wiele kobiet (może wszystkie) nosi w sobie do końca życia.

Macierzyństwo w wieku 15 lat (w naszej kulturze) także nie jest przeżyciem, które nie zostawia śladów, nawet jeśli dziecko odda się innej rodzinie i po urodzeniu żadnych kłopotów z nim nie będzie.

Agata – jak słyszymy – pozostaje odcięta od mediów. Nie śledzi toczonej wokół jej problemów batalii, nie wie też, jak bardzo jest wystawiona na widok publiczny. Nie wie, że na pastwę ciekawych zostały wydane najbardziej intymne szczegóły dotyczące poczęcia jej dziecka. Nie wie, ale prędzej czy później się dowie. Prędzej czy później dotrą do niej prasowe wycinki. Jak się będzie czuła, nawet jeśli przeczyta je za 20 lat?

Może warto przypomnieć, że w takich sytuacjach człowiekowi, zwłaszcza dziecku, najbardziej potrzebne jest poczucie bezpieczeństwa, akceptacji, miłości najbliższych, poczucie, że ciężaru wyjścia z sytuacji, ciężaru ponad siły, nie niesie się samotnie, że wokół są kochający bliscy.

„Pozbycie się dziecka” – jak w potocznej mowie zwykło się określać pierwsze z rozwiązań, kusi nadzieją na proste rozwiązanie problemu i szybki efekt powrotu do domu: do żabek i dawnego życia. Drugie rozwiązanie niepokoi perspektywą jeszcze sześciu miesięcy ciąży, porodu i wreszcie oddania dziecka do adopcji albo takiego zorganizowania życia całej rodziny, żeby było w niej miejsce dla nieoczekiwanego gościa. To rzeczywiście wypełni czas do końca roku 2008, ale niekoniecznie oznacza tragedię, na pewno też nie gwałci psychologicznego i biologicznego porządku natury.

Docierające do nas informacje o Agacie, czasem sprzeczne, mają kilka elementów wspólnych. Jednym z nich jest to, że są tylko dwie oświetlone reflektorami osoby dramatu (nie licząc dziecka in statu nascendi): Agata i jej matka. Nie ma ojca Agaty i nie ma ojca dziecka. Cokolwiek się stanie, także ten ostatni musi do tej sytuacji dojrzeć, nie tyle ze względu na „nieletniość” matki, co na konieczność zmierzenia się z własną odpowiedzialnością. Cała nadzieja, że obaj są w pobliżu, choć poza zasięgiem kamer i mikrofonów.



***

I jeszcze jedno: oskarżyciele ks. Krzysztofa Podstawki, który ma (miał?) kontakt z Agatą, nie zarzucają mu nic poza tym, że z nią rozmawiał i odwodził ją od zgody na aborcję. Ci, którzy aborcję uznali za jedyne godne wyjście, pojawienie się w tej historii kapłana uważają za moralny gwałt. Sekretarz Rady Wojewódzkiej SLD w Lublinie zapowiedział złożenie do prokuratury doniesienia na ks. Podstawkę, ale najdalej poszedł chyba Leszek Miller, który stanowisko przeciwników aborcji porównał do polityki nazistowskich Niemiec. Znamienne, że w dążeniu do kompromitacji Kościoła zwolennicy dopuszczalności przerywania ciąży uciekają się do takich manipulacji, jak zamieszczanie na portalach internetowych zdjęć z tłumem i transparentami, jakoby sprzed warszawskiego szpitala, gdy tymczasem widzimy ubiegłoroczną pielgrzymkę na Jasną Górę.

Ks. Podstawka po raz pierwszy zabrał publicznie głos 13 czerwca, na konferencji prasowej zorganizowanej w prowadzonym przez siebie diecezjalnym domu samotnej matki. Powiedział m.in.: „Jak się sprawa rozpoczęła? Mam stały kontakt ze szpitalem na Lubartowskiej. Nikogo nie powinno dziwić, że tam bywam. Tak było i tym razem. Byłem w pobliżu i zajrzałem. Na nasz telefon służbowy, na który dostajemy różne sygnały, wpłynął sygnał o Agacie. To tajemnica, od kogo był sygnał. Pojawiłem się w szpitalu. Zaoferowałem pomoc w postaci miejsca w naszym domu. Miałem przekonanie, że decyzje Agaty nie są samodzielne. Podkreślam, że nie wywierałem na nią żadnej presji. W szpitalu w Warszawie pojawiłem się po sygnale na ten sam telefon służbowy. Rozmawiałem z ordynatorem, dyrektorem tamtego szpitala, krótko z Agatą, długo z jej matką. Nigdy nie usłyszałem od matki, żebym się nie pojawiał, żebym się nie interesował jej córką, że mam zaprzestać z nią kontaktów. Nie było tam żadnych tabunów działaczy Ruchu Obrony Życia”.

***

W samym centrum batalii znajduje się czternastoletnia dziewczynka, która i bez medialnego hałasu jest w sytuacji dramatycznej. Odarta z prywatności, na oczach całej Polski ma podjąć niełatwą decyzję.

A co będzie, kiedy ją ostatecznie podejmie?

Jaka by ona nie była, warto pomyśleć o tym, jak potem będzie wyglądało jej życie.

Tagi: