Zbrodnia i nadzieja

Grzegorz Górny

dodane 21.06.2019 10:34

W formacji duchowej potrzebne są przede wszystkim postawienie Pana Boga na pierwszym miejscu oraz uczynienie Go centralnym punktem odniesienia dla życia osobistego, zawodowego i wspólnotowego. W przeciwnym razie zbyt często zastępuje Go mały człowiek ze swoim wielkim „ja”.

Niedziela 21/2019 Niedziela 21/2019

W skandalu pedofilskim, który wybuchł wokół Kościoła w Polsce, należy wyraźnie odróżnić dwie sprawy. Pierwszą jest niewątpliwie wymierzona w katolicyzm kampania medialna i społeczna. Jej elementami są m.in. antyklerykalne demonstracje oraz wypowiedzi licznych polityków, działaczy i publicystów, a także bluźniercze akcje w rodzaju profanowania wizerunku Matki Bożej Częstochowskiej. Celem tych ataków jest wyrugowanie wpływów chrześcijaństwa z przestrzeni publicznej, a więc w ostatecznym rozrachunku budowa świata bez Boga.

Oddzielna sprawa to kwestia molestowania osób nieletnich przez duchownych, która jest problemem realnym i piętnowanym wielokrotnie przez Jana Pawła II, Benedykta XVI czy Franciszka. Ten rzeczywiście istniejący proceder jest ostatnio wykorzystywany nie tyle do eliminowania owego zła z szeregów duchowieństwa, ile do walki z Kościołem. Trudno bowiem uznać za odnowicieli moralnych polskiego katolicyzmu osoby, które zasłynęły nie tylko z walki z religią, lecz także z nachalnego propagowania postulatów rewolucji seksualnej.

Zbyt rzadko się powtarza, że pedofilia jest problemem globalnym i ponadwyznaniowym. Co roku ok. 3 mln dorosłych mężczyzn podróżuje do krajów Trzeciego Świata tylko w jednym celu – wykorzystywania dzieci. Zyski z rynku pornografii pedofilskiej oblicza się na grubo ponad 20 mld dol. rocznie. Mamy dziś w Europie ok. 18 mln dzieci, które były molestowane seksualnie. Głośne afery obyczajowe w różnych krajach ujawniały istnienie tego procederu w środowiskach politycznych, biznesowych czy celebryckich.

Problem ten, niestety, dotyka także część duchowieństwa. Jest to niezwykle mały odsetek, np. według oficjalnych statystyk w USA, księża dopuszczający się molestowania nieletnich stanowią zaledwie 0,3 proc. (czyli 3 promile) wszystkich tego typu przypadków. Nie umniejsza to, oczywiście, powagi problemu. Zwłaszcza w Kościele każdy taki czyn jest zbrodnią wołającą o pomstę do nieba. Jak zauważył bowiem Benedykt XVI, pedofilia klerykalna to zbrodnia nie tylko na ciele, lecz przede wszystkim na duszy. Dotyczy ona spraw ostatecznych, ponieważ często prowadzi do zabicia wiary, a więc stanowi realne zagrożenie dla zbawienia duszy i życia wiecznego.

Warto przypomnieć w tym kontekście słowa Benedykta XVI, który w 2010 r. w drodze do Fatimy powiedział, że Kościół cierpi dziś największe prześladowania nie ze strony przeciwników zewnętrznych, lecz ze strony wrogów wewnętrznych, którzy zadają mu rany od środka. Papież mówił przede wszystkim o duchownych, którzy są powołani, by prowadzić ludzi do życia wiecznego, a zamiast tego dokonują gwałtów na ich ciele i duszy i w konsekwencji zabijają wiarę. Z myślą o nich właśnie Papież senior w swym niedawnym tekście o pedofilii w Kościele zacytował słowa Jezusa: „A kto by stał się powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu lepiej byłoby kamień młyński uwiązać u szyi i wrzucić go w morze” (por. Mt 8, 6.).

Świadomość tego, jak pustoszący duchowo jest grzech pedofilii klerykalnej, spowodowała, że w 2001 r. Jan Paweł II wspólnie z kard. Josephem Ratzingerem zdecydowali, by tego rodzaju przestępstwa duchownych badała Kongregacja Nauki Wiary. Kościół ma bowiem obowiązek prawnej ochrony zagrożonego dobra, którym jest wiara. Ich decyzje znalazły odzwierciedlenie w „Delicta maiora contra fidem” – pierwszym dokumencie w historii Stolicy Apostolskiej, którym stawiono czoło problemowi pedofilii wśród duchownych. Do dziś zresztą Kościół jest jedyną instytucją na świecie, która kompleksowo i systematycznie prowadzi walkę o oczyszczenie swych szeregów ze sprawców tego rodzaju przestępstw. Nie dzieje się to natomiast w innych środowiskach, w których skala procederu jest znacznie większa.

Fakty pokazują, że proces zapoczątkowany w 2001 r. przez Jana Pawła II jest stale kontynuowany. Kolejne decyzje podejmowane w tej sprawie przez Watykan następują wraz ze zdobywaną wiedzą oraz rosnącą świadomością o skali zjawiska. Ostatnie wydarzenia pokazują jednak, że potrzebne są bardziej zdecydowane działania. Postępowania w sprawach pedofilskich powinny być jak najbardziej precyzyjne, skuteczne, konsekwentne i jawne. Kontrola biskupów nad księżmi podejrzanymi, oskarżonymi o tego rodzaju czyny lub skazanymi za nie nie może być fikcją. Należy zrezygnować z dominującej dziś „kultury sekretu”, która sprawia, że dyskrecja i milczenie są coraz powszechniej odbierane jako ukrywanie, zatajanie i tuszowanie.

Biskupi powinni dobrze przemyśleć słowa Benedykta XVI, który w swym niedawnym tekście wśród głównych czynników składających się na zjawisko pedofilii w Kościele wymienił „niewłaściwe procedury stosowane przy określaniu, czy kandydaci do kapłaństwa i do życia zakonnego spełniają konieczne do tego warunki; niewystarczającą formację ludzką, moralną, intelektualną i duchową w seminariach i nowicjatach (...)”.

W tym kontekście Papież senior nawiązał do wydanej przez siebie w 2005 r. instrukcji, w której stanowczo zabronił przyjmowania do seminariów i dopuszczania do święceń „osób, które praktykują homoseksualizm, wykazują głęboko zakorzenione tendencje homoseksualne lub wspierają tak zwaną «kulturę gejowską»”. Wyniki badań przeprowadzonych w USA, Australii, Belgii czy Niemczech pokazują gigantyczną nadreprezentację osób o skłonnościach homoseksualnych wśród sprawców pedofilii klerykalnej. Podobne dane przyniósł pilotażowy raport na ten temat przedstawiony w tym roku przez Episkopat Polski.

Film braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” potwierdza tę prawidłowość. Wynika z niego, że sprawcami molestowania nieletnich w większości przypadków są nie pedofile, lecz homoseksualiści dopuszczający się czynów pedofilskich. Należy wyciągnąć z tej wiedzy logiczne wnioski i egzekwować wprowadzone przez Benedykta XVI prawo, które, niestety, zbyt często bywa omijane. Przede wszystkim jednak w formacji duchowej potrzebne są postawienie Pana Boga na pierwszym miejscu oraz uczynienie Go centralnym punktem odniesienia dla życia osobistego, zawodowego i wspólnotowego. W przeciwnym razie zbyt często zastępuje Go mały człowiek ze swoim wielkim „ja”.