Hejt wczoraj i dziś

Joanna Krzywonos

publikacja 16.03.2026 18:17

W pismach ks. Bronisława Markiewicza znajdujemy wiele zapisków wprost i nie-wprost mówiących o tym, że był on negatywnie oceniany przez innych. Gdzie szukać przyczyn tego stanu rzeczy?

Któż jak Bóg 2/2026 Któż jak Bóg 2/2026

Nie chodziło tylko o jakąś sporadyczną krytykę czy nieprzychylne słowa. Ze strony osób bliższych (przełożonych) Ojciec Założyciel niejednokrotnie doświadczał głęboko raniących decyzji, które niweczyły jego szlachetne plany służby najuboższym. Od osób dalszych (obserwatorów jego działań) mógł stale spodziewać się kąśliwych uwag, dystansu, wytykania palcami i oszczerstw. Ze względu na głęboką relację z Bogiem był w stanie przetrzymać wszystkie te bolesne doświadczenia. Swoich wiernych i wychowanków dodatkowo umacniał słowami: Najtrudniej jest zrozumieć ludziom, że znoszenie chorób, klęsk, niesprawiedliwości i krzywdy ze strony innych jest wolą Bożą. A przecież Chrystus Pan powiedział także: «Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje» (Mt 16,14). To także mowa Pana Jezusa, w której przykazuje nam, abyśmy Go naśladowali przez cierpliwe znoszenie cierpień i utrapień życia codziennego („Zgadzanie się z wolą Bożą” – z przemówień wieczornych).

I faktycznie, wydaje się, że skoro Pan Jezus powiedział nam o tym wprost, to nie pozostaje nic innego, jak tylko to przyjąć i praktykować. Problem jednak w tym, że akceptację u ludzi utożsamiliśmy ze świadectwem naszej porządności i bycia dobrym człowiekiem. Wydaje nam się, że nie może być dobrym człowiekiem ten, o kim mówi się wiele złego. Ludzki umysł lubi uproszczenia i stosuje je tam, gdzie tylko może. Stąd lubimy określać, co jest czarne, a co białe. Łatwiej nam wówczas poruszać się w gąszczu codziennych relacji. Tymczasem tylko Bóg jest w stanie zbadać nasze serca, poznać intencje i oddzielić ziarno od plew.

Negatywne opinie i krytykę określamy dzisiaj najczęściej jako hejt. Próbujemy czasem coś z nim zrobić, ale gdy pojawia się w naszych głowach, nie widzimy w tym jeszcze dużego zagrożenia. Jako Polacy mamy szczególne skłonności do mówienia źle o naszych przełożonych, pracodawcach, sąsiadach. Często są oni wrogami numer jeden w naszym życiu. Pozwalamy sobie na tzw. obsmarowywanie ich, by potem nam „ulżyło”. Badania naukowe wykazują również, że jako ludzie mamy skłonność do widzenia siebie w lepszym świetle niż faktycznie i obiektywnie można by nas ocenić z zewnątrz. Weźmy np. wiedzę o polityce. Większość z nas wie może nie tyle, co trzeba zrobić, aby było lepiej, ale co inni robią źle.

Sądzę, że czasami łatwo pozwalamy sobie na krzywdzenie innych językiem, nie zdając sobie do końca z tego sprawy. Zachowujemy się w tym dosyć nonszalancko. Pielęgnujemy w sobie komentowanie wszystkiego i wszystkich w pracy przy porannej kawie i na papierosie. Wyrażamy negatywne opinie o naszych krewnych zaraz po tym, jak zamkniemy za sobą drzwi po wigilijnej kolacji. Często szukamy wroga na zewnątrz, aby nie mieć czasu na rozprawienie się z demonami w nas. Budujemy kontrast, aby wybielić siebie samych. Dlatego w Księdze Przysłów jesteśmy ostrzegani: „Plotka bywa jak pchnięcie mieczem, a język mądrych staje się lekarstwem” (Prz 12,18), a w innym miejscu: „Życie i śmierć są w mocy języka, którzy się w nim lubują, spożyją jego owoc” (Prz 18,21).

Mam poczucie, że świat coraz bardziej się przez to oziębia, a relacje spłycają się lub zanikają. Coraz trudniej znosić nam słabości innych, brakuje nam do nich cierpliwości, a do siebie samych dystansu. Potrzebujemy nadrobić tę lekcję Jezusa: „Jeśli ktoś chce iść za Mną…”. Hejt nie rani, hejt zabija – psychicznie, a czasem nawet fizycznie. Taki hejt doprowadził Jezusa do krzyża.


Dr Joanna Krzywonos (ur. 1979) – badaczka duchowości michalickiej, jej praktycznych i aktualnych aspektów. Zawodowo zajmuje się bibliotekarstwem.

 

 

TAGI: