Adwent to czas pustyni

Różaniec 12/2011

To czas potrzebny do zatrzymania się, nakierowania myśli na to, co najważniejsze. Dzisiaj Boże Narodzenie to często jeszcze jeden „długi weekend”, święto zakupów i jedzenia. Już od początku Adwentu można usłyszeć w supermarketach kolędy! A przecież Adwent to czas przygotowania, oczekiwania, radosnego, ale w skupieniu, w zamyśleniu nad tym, na Kogo właściwie czekamy…

 

– Na początek bardzo proszę powiedzieć parę słów o sobie – jak się Państwo poznali, jak wygląda Wasze życie?

– Dariusz: Nasze drogi zeszły się w Łodzi, dokąd trafiłem po studiach aktorskich. Basia ukończyła łódzką PWSSP (obecnie ASP), jest grafikiem i scenografem. Poznaliśmy się w mieszkaniu teatralnym w starej kamienicy, gdzie pomagaliśmy w przeprowadzce naszej wspólnej koleżance aktorce. Mijaliśmy się na schodach, nosząc różne przedmioty, a wieczorem tego samego dnia spotkaliśmy się na premierze w teatrze.

– Barbara: Byłam tuż po powrocie ze Stanów, wróciłam po dłuższym pobycie, na wieść o chorobie nowotworowej mamy. Był to bardzo bolesny czas dla całej mojej rodziny – okres walki o życie najbliższej nam osoby i doświadczania kompletnej bezsilności. W tak dramatycznym okresie wyjątkowo boleśnie odczuwałam brak tzw. „bratniej duszy”, wsparcia od kogoś bliskiego. Pamiętam, że właśnie wtedy z moich ust, a właściwie z mojego serca, popłynęła niezwykła modlitwa – prośba, by Bóg, jeśli taka jest Jego wola, postawił na mojej drodze człowieka, z którym mogłabym Go wielbić. Następnego dnia poznałam Darka.

– Dariusz: Czyli nasze wspólne życie zaczęło się od cudu… I od tamtej pory codziennie zdarzają się kolejne.

– Czy Adwent w tym pomaga?

– Dariusz: Pomaga dostrzec te cuda. Choćby fakt, że żyjemy, że świat istnieje… Bo w tym szczególnym okresie otwieramy się na Boga, a wtedy dostrzegamy Jego działanie.

– Czym zatem jest dla Państwa ten czas?

– Dariusz: To czas potrzebny do zatrzymania się, nakierowania myśli na to, co najważniejsze. Dzisiaj Boże Narodzenie to często jeszcze jeden „długi weekend”, święto zakupów i jedzenia. Już od początku Adwentu można usłyszeć w supermarketach kolędy! A przecież Adwent to czas przygotowania, oczekiwania, radosnego, ale w skupieniu, w zamyśleniu nad tym, na Kogo właściwie czekamy… To jest swoisty czas rekolekcji, nawrócenia, zwrócenia się znów do Boga… „Dlatego zwabię ją i wyprowadzę na pustynię, i przemówię do jej serca” – mówi Pan do proroka Ozeasza o tym, jak będzie nawracał niewierny lud Izraela – swoją oblubienicę (Oz 2, 16). To ja jestem Jego ludem, Jego oblubienicą. Jeśli nie zostawię tego wszystkiego, co mnie na co dzień zniewala i nie pójdę za Jego głosem na pustynię, to Go nie usłyszę. On – łagodny i delikatny – nie będzie do mnie krzyczał, bo szanuje moją wolność. Będzie na mnie czekał. Na pustyni, w odosobnieniu, w ciszy, zawsze tak samo cierpliwy. Jeżeli się pogrążę w hałasie i zakupach, to nie usłyszę Jego głosu. Nie ma szans. Dlatego Adwent jest tak potrzebny, żebyśmy nie zapomnieli, kim jesteśmy, nie dali się zredukować do roli konsumentów.

– Jak wygląda ten przedświąteczny czas w Waszym domu?

– Barbara: Staramy się tak go zaplanować, żeby uniknąć gonitwy, silnego napięcia, zostawiania wszystkiego na ostatnią chwilę. Taki jest też sens powstrzymywania się w tym czasie od hucznych zabaw, imprez, przyjęć i rozrywek – żeby Adwent miał w sobie przestrzeń ciszy i swoisty wymiar skupienia.

– Dariusz: To jeszcze nie święta, to czas na przygotowanie do nich – na przygotowanie miejsca Przychodzącemu. Ma to pomóc nam odzyskać czujność, przypomnieć o konieczności bycia gotowym już od świtu, bo On do nas przychodzi w różnych sytuacjach, w ludziach i zdarzeniach. Przychodzi do nas często, tylko że my na Niego nie czekamy… Pan Bóg daje mi drugiego człowieka, żebym miał szansę się uświęcić. Tak rzadko z niej korzystam… A droga uświęcenia to droga krzyża, a więc zapomnienia o sobie i uniżenia.

– Barbara: Tak, trudno nam zrozumieć słowa Chrystusa: „Kto chce iść za Mną, a nie bierze swego krzyża na każdy dzień, nie jest Mnie godzien” (por.

Mt 10, 38). A codzienny krzyż nas nie minie, ale podjęty świadomie z Chrystusem przyniesie wspaniałe owoce – na tym polega droga do świętości. Odrzucony, sprowokuje lawinę innych krzyży – nie do udźwignięcia!

– Dariusz: Ta droga nie jest łatwa, ale pewna. Pragnienie, aby nią podążać, jest łaską. Trzeba o nią prosić Boga. Świat popycha nas nieustannie w przeciwnym kierunku, każe wpatrywać się w siebie, nie w drugiego człowieka.

– Barbara: Chrześcijanin w dzisiejszym świecie powinien być znakiem sprzeciwu. Znalazłam kiedyś w gazecie fragment wypowiedzi bł. Jana Pawła II na temat świętowania niedzieli. Ojciec Święty wyraźnie przestrzegał przed kompromisem, ukazując konieczność radykalizmu, absolutnej wierności Bogu i Jego przykazaniom.

– Dariusz: Niedziela to dzień święty, poświęcony Bogu i rodzinie. Ci, którzy pracują w sklepach, też nie mają czasu dla swoich bliskich, bo całe tłumy idą w niedzielę po zakupy! Jeżeli jesteśmy chrześcijanami, to obowiązuje nas dziesięć przykazań, nie dziewięć. To trzecie też.

– To piękne, co Pan powiedział o tych chwilach ciszy, które są szczególnie ważne w czasie Adwentu. W jaki sposób udaje się znaleźć taki czas w życiu aktorskim?

– Dariusz: Staram się zaczynać dzień od modlitwy, od kilku chwil spędzonych w skupieniu przed Bogiem, zanim zacznie się codzienna „wirówka”. Zanim włączę radio i porwie mnie fala codzienności. Można powiedzieć – takie kilkanaście minut Adwentu… Oddaję Bogu cały dzień, dziękuję z góry za wszystko, co dla mnie przygotował. Jeśli pierwsze kroki skieruję pod krzyż, owocuje to pokojem w ciągu dnia. Wystarczy wstać kilkanaście minut wcześniej. Nie zawsze mi się to udaje, ale próbuję. A najważniejszy jest stały kontakt z żywym Słowem Bożym, przez które On do mnie mówi! Nie ma dnia bez Pisma Świętego! Codziennie inaczej, zawsze aktualnie, zawsze w porę. W Słowie spotykam żywego Boga. W Słowie i w Eucharystii – ona jest życiodajnym źródłem. Poza tym – z internetu można teraz pobrać ciekawe konferencje, homilie, słucham ich często w samochodzie, autobusie, na ulicy. Tworzę w ten sposób w sobie, nawet wokół siebie, przestrzeń dla Słowa, w której może ono we mnie działać; ta Boża przestrzeń jest wtedy we mnie, wokół mnie, niezależnie od tego, co robię. A w domu nie mamy telewizora, staramy się za to wspólnie modlić.

– Barbara: Codziennie w intencji córki odmawiamy dziesiątek różańca.

– Dariusz: Udało nam się nawet kiedyś odmówić Nowennę Pompejańską! Czas się znajdzie, jeśli tylko są chęci…

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama