Nigdy nie zastąpię Adama Małysza!

Nasza Droga 24/2011

To będzie pierwszy sezon w skokach narciarskich bez wielkiego Adama Małysza. Nasz mistrz świata, medalista olimpijski i 4-krotny zdobywca Kryształowej Kuli zakończył karierę i w styczniu wystartuje w rajdzie Dakar. Pod jego nieobecność liderem naszej kadry został Kamil Stoch, który w ubiegłym roku trzy razy wygrywał zawody Pucharu Świata. Kamil mówi nam o swoich marzeniach, Adamie Małyszu i pracy magisterskiej.

 

Jakie są twoje marzenia i cele w nowym sezonie?

Marzenia na pewno nie zrealizuję, bo to nie jest sezon olimpijski. Moim celem są wyniki lepsze niż w poprzednim sezonie, w którym wygrałem konkursy w Zakopanem, Klingenthal oraz Planicy i skończyłem go na dziesiątym miejscu. Teraz celuję w pierwszą szóstkę. Nie boję się tego mówić. Uważam się za skoczka ze ścisłej światowej czołówki.

Jesteś w stanie zastąpić Adama Małysza?

Nigdy Adama nie zastąpię i dobrze o tym wiem. Nie zamierzam nawet próbować stawiać się na jego miejscu. Chcę maszerować swoją drogą. Będę robił swoje. Mam nadzieję, że z moich wyników będą zadowoleni wszyscy. Ze mną na czele. Jestem jednak gotowy sprostać oczekiwaniom kibiców, wiem, jaka za chwilę spadnie na mnie odpowiedzialność. Latem przygotowywałem się nie tylko fizycznie do zimy, ale też mentalnie do roli lidera drużyny, której jestem częścią. Mam świadomość presji, ale w ogóle się jej nie boję. Ona może mnie tylko ponieść. To przyjemne uczucie, kiedy wiem, że ktoś na mnie liczy i we mnie wierzy.

Oczekiwania na Turniej Czterech Skoczni?

Nie stawiam sobie konkretnego celu, zobaczymy, jak będę skakał w grudniu. Nie mówię tu o zawodach w Kuusamo, ale kolejnych startach – w Lillehammer, Harrachovie i Engelbergu. Po nich wszyscy będziemy mądrzejsi i lepiej zorientowani, kto w jakiej jest formie. Kto „zawali” początek, temu później bardzo trudno to nadrobić, wskoczyć do czołówki i zająć na końcu sezonu dobre miejsce. Ja to już przerabiałem kilka razy i nie chcę powtórzyć wcześniejszych błędów. Chcę się maksymalnie skoncentrować już na pierwszych zawodach i skoczyć swoje.

Do tej pory nie skakaliście na śniegu, to może mieć jakiś wpływ na wyniki?

Nie sądzę, bo nikt nie skakał na śniegu. Skocznia w Ramsau jest czynna dopiero od soboty, a w Rovaniemi od niedzieli. Szanse powinny być równe dla wszystkich. Nie przypominam sobie jednak, bym kiedykolwiek wcześniej zaczynał sezon „z marszu”.

Nie lubisz pytań o Adama Małysza...

Dlaczego? Lubię.

To pierwszy sezon bez niego. Da się utrzymać popularność skoków?

Nie wiem. Uważam, że prawdziwy kibic tej dyscypliny ogląda skoki bez względu na to, kto startuje. Nie dla jednej osoby, ale dla przeżycia emocji. Kto lubi skoki, będzie śledził przebieg konkursów dla radości oglądania. I tu już wiele będzie zależało od naszych wyników. Im będą lepsze, tym zainteresowanie większe.

Pod nieobecność Małysza, to na ciebie spadnie największa odpowiedzialność w naszej ekipie...

Zdaję sobie z tego sprawę, dlatego ostatnie miesiące poświęciłem nie tylko na przygotowanie fizyczne, ale również psychologiczne. Mam świadomość oczekiwań i presji. Ale w ogóle się tego nie boję. To może mnie tylko ponieść, a już na pewno cały czas motywuje do pracy. Miłe jest poczucie, że ktoś wierzy w moje możliwości i liczy na nasze zwycięstwa. Nie wzbraniam się przed byciem liderem, ale nie chcę być w jakikolwiek sposób faworyzowany czy wynoszony ponad grupę. Jestem jej częścią i jest mi z tym bardzo dobrze.

Bez takiego lidera, jakim był Adam Małysz, jesteście w stanie osiągnąć sukces drużynowy?

Dotychczas było to niemożliwe. Letnie konkursy GP pokazały jednak, że jako drużyna zdecydowanie podnieśliśmy swój poziom. Teraz jesteśmy w stanie walczyć o bardzo dobre miejsca. Tak było np. w Hinterzarten, gdzie walczyliśmy o zwycięstwo. Mamy też dobre zaplecze, bo kadra młodzieżowa robi stałe postępy.

Na czym polega przygotowanie mentalne?

Głównie na rozmowach z psychologiem, Kamilem Wódką. Cenię sobie współpracę z nim. Rozpisaliśmy konkretny plan i priorytety na zimę. Wymieniliśmy rzeczy ważne i ważniejsze. Na nich mam się koncentrować. Nie wzbraniam się przed rolą lidera grupy. Nie chcę jednak, by z tego powodu ktoś mnie w jakikolwiek sposób faworyzował. Zdaję sobie sprawę, że w tym momencie jestem najlepszy w grupie i „ciągnę” wyniki. Ale wiem też, że któregoś dnia rola się zmieni i to któryś z kolegów będzie skakał lepiej ode mnie.

Lepiej pomaga ci psycholog czy żona?

Oczywiście, że żona. Będzie przy mnie do końca życia, aczkolwiek psycholog jest bardzo potrzebny i cenię sobie tę współpracę.

W letniej Grand Prix zająłeś drugie miejsce. Jesteś w stanie powtórzyć ten wynik latem?

Jak najbardziej. Nikt mi tej drugiej lokaty nie dał, sam ją sobie wywalczyłem dobrymi skokami. Teraz chodzi o to, by dobrze zacząć sezon. Oby jak najwięcej zawodników było w wysokiej formie, wtedy konkursy będą ciekawsze.

Masz 25 lat. Forma Adama Małysza eksplodowała, kiedy był niewiele młodszy...

To najlepszy wiek, by osiągać sukcesy w skokach. Ale nie jestem drugim Adamem Małyszem i na pewno nie wszystko zadziała tak, jak dziesięć lat temu. Koncentruję się na sobie i ścieżce, którą podążam. To najlepsze dla mnie rozwiązanie.

Jak jesteś przygotowany do tego sezonu w porównaniu z ubiegłorocznym?

Cała drużyna jest dobrze przygotowana. Ja czuję się dobrze i fizycznie i mentalnie. Dopóki nie oddam pierwszego skoku w zawodach, nic więcej nic mogę powiedzieć. Plany mamy bardzo ambitne.

Zdarzało ci się oglądać latem zwycięskie konkursy z poprzedniej zimy?

Nie. To już za mną. Wspomnienia zostaną na całe życie, bo wygranej w Zakopanem, gdzie są najwspanialsi kibice na świecie, nie da się tego porównać z niczym, ale w tym momencie liczy się wyłącznie nowy sezon.

Twoi najwięksi rywale w nowym sezonie?

Na pewno ci, którzy liczyli się w minionym sezonie. Na pewno bardzo mocni będą Austriacy, Norwegowie, mam nadzieję, że któryś z Finów również. Im więcej mocnych rywali, tym lepiej, będą ciekawsze zawody.

Jak z twoimi studiami?

Niedawno je skończyłem. Do napisania została tylko praca magisterska. Postaram się obronić w przyszłym roku. I to raczej koniec edukacji. Nie pójdę drogą Justyny Kowalczyk, która otworzyła niedawno przewód doktorski. To nie dla mnie.

Rozmawiała: Agnieszka Bialik

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama