Ubóstwo zakonne a gospodarka rynkowa

Ethos 4(96)/2012

Klasyczna, do dziś pokutująca w naszej świadomości formuła funkcjonowania klasztorów, pochodzi z czasów feudalnych. Klasztory dysponowały wtedy rozległymi włościami, czerpiąc z nich wielorakie korzyści, umożliwiające mnichom nie tylko spokojne oddawanie się liturgii i studium, ale także tworzenie kultury

 

Nie jest możliwe streszczenie tu całej historii rozumienia i funkcjonowania ślubu ubóstwa. Warto jednak zwrócić uwagę na kilka jej aspektów.

W początkach życia konsekrowanego, w tradycji monastycznej Egiptu, Syrii i Palestyny, ślub ubóstwa rozumiany był tyleż radykalnie, ile integralnie. Traktowano go jako naturalny komponent mniszego sposobu życia - oderwanego od świata, surowego i skoncentrowanego na sprawach ducha. Radykalizm ten w skrajnych wypadkach prowadził do manicheistycznej pogardy dla wszelkiej materii, zasadniczo jednak mnisi funkcjonowali we współczesnym im systemie gospodarczym. Ideałem było wówczas dzielenie troski o własne utrzymanie z osobami żyjącymi w świecie[1]. Dość szybko pojawiła się formuła monastycznego życia prowadzonego na bazie środków przekazanych przez bogatych ofiarodawców. Stopniowo czyniło to z mnichów rodzaj elity przeznaczonej do wyższego celu, jakim jest modlitwa, a „utrzymywanej” przez żyjące w świecie osoby pracujące.

Klasyczna, do dziś pokutująca w naszej świadomości formuła funkcjonowania klasztorów, pochodzi z czasów feudalnych. Klasztory dysponowały wtedy rozległymi włościami, czerpiąc z nich wielorakie korzyści, umożliwiające mnichom nie tylko spokojne oddawanie się liturgii i studium, ale także tworzenie kultury.

Swoisty przełom w tak prowadzonym życiu monastycznym spowodowało powstanie miast. Pojawiły się wówczas zakony żebrzące (franciszkanie i dominikanie), kontestujące bogate klasztory feudalne. Odtąd życie zakonne związało się z szeroko rozumianą aktywnością duszpasterską, a ubóstwo zakonne znalazło nową formułę w kontekście mieszczańskim.

Kolejnym krokiem w dziejach monastycyzmu było zaangażowanie zakonów w dzieła społeczne i dobroczynne. Pozwoliło to w pewnym sensie uwiarygodnić funkcjonowanie klasztorów w ulegających szybkim przemianom społeczeństwach, a zarazem doprowadziło do specjalizacji zakonów.

Kasaty zakonów w wiekach osiemnastym i dziewiętnastym praktycznie doprowadziły do zniszczenia wypracowanych przez wieki tradycyjnych struktur klasztornych. Udane próby przezwyciężenia kryzysu i odrodzenia życia monastycznego (podjęte np. w opactwach Solesmes czy Beuron) w sposób eklektyczny nawiązywały do formuły feudalnych uposażeń, możliwych dzięki bogatym dobrodziejom i fundatorom.

Szczególnym wyzwaniem dla życia zakonnego okazał się współczesny kapitalizm - zwłaszcza tam, gdzie z czasem zaczęła mu towarzyszyć głęboka sekularyzacja. Bez możliwości utrzymania się z ofiarności wiernych i wobec coraz rzadszych uposażeń (czy raczej sponsoringu), normalnie funkcjonować mogą obecnie jedynie klasztory zaangażowane w wyspecjalizowane dzieła społeczne bądź te, które na szeroką skalę prowadzą duszpasterstwo. Brak powołań i konieczność utrzymania zabytkowych obiektów zmusza wiele wspólnot do powierzania swojego utrzymania coraz większej liczbie świeckich, jak i do angażowania się w działalność biznesową - najczęściej poprzez udostępnianie własnej marki do celów komercyjnych.

[…]

Jak zauważają obserwatorzy współczesnej kultury, następuje w niej obecnie przełom. Kiedyś wartości związane z chrześcijaństwem - w tym zasadność życia zakonnego - były czymś oczywistym dla każdego uczestnika kultury europejskiej (czy szerzej, świata cywilizowanego), a dzisiaj już tak nie jest. Chrześcijaństwo stanowi tylko jeden z obszarów praktycznie czy intencjonalnie neutralnej światopoglądowo kultury. Istnienie zakonów nie jest już zatem stałym elementem ogólnej kultury, tak jak było przez wiele wieków tworzenia się naszej cywilizacji, do której powstania wydatnie przyczyniały się właśnie zakony. Obecnie są one takimi samymi podmiotami kultury i życia społecznego, jak każda inna organizacja. Coraz częściej ludzie nie wiedzą, w czym wyraża się specyfika życia zakonnego albo - co gorsza - o tym zapomnieli. Tym bardziej konieczne jest wyzwolenie się z resentymentów pozycji uprzywilejowanej i pokorne podjęcie działań odpowiednich do aktualnej sytuacji, w dużej mierze wynikających właśnie z zasad gospodarki rynkowej.

Może to być zaproszeniem do tworzenia nowej jakości ewangelicznego podejścia do spraw materialnych, a tym samym do składania wyrazistego i wiarygodnego świadectwa, tak bardzo potrzebnego w naszych czasach. Określić by je można jako wiarygodne partnerstwo. Ostatnio podkreśla się, że organizacje non-profit też mają coś do zaoferowania partnerom biznesowym. Skoro dla coraz większej liczby osób we współczesnym świecie coraz mniej czytelne stają się wartości duchowe i religijne, stanowiące istotę życia konsekrowanego, klasztory mają do wyboru jedną z dwóch dróg: albo pozostaną one na marginesie cywilizacji (co ostatecznie oznaczać będzie ich śmierć i, w pewnym sensie, sprzeniewierzenie się ich misji w Kościele), albo spróbują się włączyć we współczesną kulturę - nie tracąc swej tożsamości, ale nawiązując kontakt ze światem na innych niż dotąd zasadach. Chodziłoby tu o przedstawienie takiej oferty, która pozwoliłaby wspólnocie zakonnej uzasadnić i zapewnić owocne funkcjonowanie w świecie. Jest to w istocie pytanie o misję każdej wspólnoty we współczesnym świecie - dokładniej zaś o to, jak chce w nim skutecznie realizować swój charyzmat. Udzielenie konstruktywnej odpowiedzi na to pytanie jest szansą na ocalenie - a nawet uwydatnienie w dyskretny sposób - ubóstwa jako wyrazistego znaku opowiedzenia się za Panem Jezusem. W ostatecznym rozrachunku będzie to bowiem zawsze oferta odnosząca się do dobra i sprawdzonych wartości. Ich wiarygodność - jak to bywa w sytuacji rynkowej - zależy od sposobu ich przedstawienia, a zwłaszcza od świadectwa życia osób zakonnych. Musi być ona na tyle mocna, by zdołała przełamać dotychczasowe stereotypy, pozwalając na przykład przezwyciężyć obawy o postawę zakonników uprawiających biznes i dostrzec szansę dla biznesu w tym, że zajmą się nim zakonnicy. Bez wątpienia jest to ogromne wyzwanie, czyż jednak nie na miarę Ewangelii? Czemu nie spojrzeć na nie w aspekcie ewangelizacji, pokazując, że można z heroiczną niekiedy uczciwością funkcjonować na rynku i odnosić sukcesy? Znamy zbyt wiele przykładów takiej uczciwej działalności osób świeckich, by mieć nadzieję, że mogą ją podjąć również zakony[2]. Jest to niemały obszar potencjalnej pracy ascetycznej. Wystarczy uświadomić sobie wysiłek firm podejmowany w celu pozyskania klienta. Gdybyż zakonni (ale nie tylko zakonni) kaznodzieje z podobnym zaangażowaniem przystąpili do poprawy jakości głoszonych homilii, a duszpasterze - swojej oferty duszpasterskiej! Ktoś zapewne powie, że „Pan Jezus sam się obroni”. Jego głoszenie zostało jednak powierzone nam i mamy to robić najlepiej jak potrafimy. Dopiero wtedy Duch Święty będzie mógł nas w pełni wspomóc. Zbyt łatwo zwalniamy się z tego wysiłku, który jest czymś normalnym w pracy osób świeckich. O ileż więcej winniśmy go włożyć w przygotowanie naszej „oferty”, jeśli chcemy, by była ona nie tylko przyjęta przez ludzi, ale by uzasadniała też sens naszego istnienia we współczesnym świecie!



[1] Por. Mnisi nie tylko ci święci… Z prof. Ewą Wipszycką o pierwszych mnichach na pustyni egipskiej rozmawia Szymon Hiżycki OSB, Wydawnictwo Benedyktynów Tyniec, Kraków 2007, s. 64-67.
[2] Wspomnijmy choćby wydaną rok temu w języku polskim autobiografię kanadyjskiego przedsiębiorcy Roberta Ouimeta. Zob. J.R. O u i m e t, Wszystko zostało wam powierzone...” Rozmowy z Yves Semen, tłum. A. Graboń, M. Panz, Wydawnictwo AA, Kraków 2010.

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama