Epicykle sumienia

Tygodnik Powszechny 24/2012

Mimo wciąż obleganych konfesjonałów, coraz wyraźniej widać, że sakramentowi spowiedzi w Polsce, choć ma się lepiej niż na Zachodzie, doskwierają poważne choroby.


SPOWIEDŹ NIESAKRAMENTALNA

W dziejach chrześcijaństwa praktykowany był jeszcze inny – dziś zapomniany – sposób uzyskiwania odpuszczenia grzechów, który obecnie niejako dopomina się o powrót do łask. Chodzi o tzw. spowiedź wobec świeckich. Praktykowanie tej spowiedzi znajdowało biblijne uzasadnienie w Liście św. Jakuba: „Wyznawajcie sobie zatem nawzajem wasze grzechy i módlcie się jeden za drugiego, byście odzyskali zdrowie. Wielką moc posiada modlitwa sprawiedliwego. (...) jeśliby ktokolwiek z was zszedł z drogi prawdy, a drugi go nawrócił, niech wie, że kto nawrócił grzesznika z jego błędnej drogi, wybawi jego duszę od śmierci i zakryje liczne grzechy” (5, 16. 19).

Odprawianie niesakramentalnej spowiedzi wobec osoby świeckiej, najczęściej męczennika czy mnicha, w Kościele Zachodnim przetrwało praktycznie do końca średniowiecza, w Kościele Wschodnim zaś właściwie trwa do dzisiaj (funkcja starca). Również w Kościołach protestanckich można spotkać się z taką formą odpuszczania grzechów. W historii Kościoła spowiedzi wobec świeckiego, szczególnie pod nieobecność księdza, przypisywano nawet moc darowania grzechów śmiertelnych. Św. Tomasz z Akwinu spowiedź tę nazywał wręcz sakramentem niepełnym, a św. Albert Wielki świeckiego, który wysłuchiwał grzechów, określał mianem szafarza wtórnego. Dzisiaj postuluje się powrót do praktyki spowiedzi wobec świeckich. Szczególne miejsce mogłaby ona znaleźć w życiu rodzinnym.

„Jeżeli Vaticanum II – pisze ks. Skowronek – nazywa rodzinę »Kościołem domowym« (ecclesia domestica) i »małym Kościołem« (ecclesiola), to dlatego że tam przede wszystkim istnieją szersze możliwości ożywienia tej formy spowiedzi. Mogłyby ją praktykować dzieci wobec swoich rodziców, przyznając się wieczorem do swych uchybień, po czym ojciec czy matka, lub oboje, kreśląc im na czole znak krzyża lub nakładając na nie swe ręce, zapewnialiby, że teraz i u Boga znalazły one darowanie win”. Szczególne znaczenie mogłaby mieć spowiedź praktykowana wobec siebie przez małżonków czy przez przyjaciół. Czyż nie dokonuje się ona bardziej lub mniej świadomie po trudnych chwilach kłótni małżonków, kiedy ów bolesny czas niezgody i niezrozumienia mija i wracamy, lepiej siebie zrozumiawszy, do codzienności? Czyż ta Boża przemiana nie dokonuje się, gdy ze łzami przytulamy łkające dziecko, które bez słów szuka u rodzica przebaczenia?

Boże przebaczenie dociera do człowieka także poprzez tzw. spowiedź pojednawczą, podczas której konkretna osoba wyznaje swoje grzechy wobec osoby, której grzechy wyrządziły zło. Nasze życie pełne jest tego rodzaju grzechów (kłótnie, ubliżanie sobie, obmowy, nazbyt pospieszne ocenianie, oszczerstwa, drobne kradzieże itp.). Poszukiwanie wzajemnego przebaczenia przyjmuje tu najprostsze formy codziennych ludzkich kontaktów: przeprosin, przyjaznej rozmowy, zaproszenia na kawę, cichej modlitwy itp.

Wszystkie tego rodzaju codzienne „rytuały” kryją w sobie sens religijny, nieskończenie angażując miłosiernego Boga, Jego przebaczenie. Przecież w naszym życiu, w naszych drobnych skończonych sprawach codzienności nie ma chwili, byśmy nie wędrowali nad przepaścią nieskończonej obecności Boga, Jego miłosiernej łaskawości. Jezus w Ewangelii Marka mówi: „Jeżeli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Potem przyjdź i dar swój ofiaruj” (5, 23).

DOŚWIADCZENIA WYZWOLENIA

Drogą do Bożego przebaczenia grzechów jest przede wszystkim wewnętrzne nawrócenie, czyli uznanie swojego grzechu za zło uderzające w naszą więź z innymi ludźmi, z nami samymi i z Bogiem. Tą drogą jest żal za zło, które zraniło innych, nas samych i Boga, oraz zwrócenie się do Niego o przebaczenie. Kto chociaż raz w życiu doświadczył autentycznego nawrócenia, wie, że integralnym jego elementem jest również doświadczenie głębokiego oczyszczenia, realnej przemiany, która dokonuje się na dnie naszego serca, promieniując na całość naszego jestestwa, wypełniając nas większą wolnością. Zdobywamy wewnętrzną pewność, że Bóg położył na nas swoją wyzwalającą rękę, podniósł i prowadzi, chociaż równocześnie jest to najbardziej nasze własne, osobiste podnoszenie się i kroczenie.

Wielość pozasakramentalnych dróg Bożego odpuszczania grzechów pokazuje, że życie konkretnych ludzi nie od święta, ale ustawicznie i z dnia na dzień nawiedza przebaczenie Boga, który realnie wyzwala nas od grzechów. Tam, gdzie Bóg uobecnia się w swoim Duchu, a więc w każdym z nas, tam uobecnia się Boże przebaczenie. Odkrycie wielu codziennych dróg Bożego pojednania pozwala optymistyczniej i cieplej patrzeć na naszą codzienną przygodę z Bogiem i bliźnimi. On jest zainteresowany nie naszą grzesznością, ale wyzwalaniem z niej, a tym samym naszą świętością, ku której nas codziennie prowadzi i którą wciąż i zawsze w nas uobecnia.

Istnienie wielu dróg odpuszczania grzechów uświadamia nam, że jest w nas mniej grzechu, zła i jego skutków, niż się nam zazwyczaj wydaje i do czego przyzwyczaiła nas tradycyjna katecheza czy duszpasterstwo. A to oznacza, że – pisze ks. Skowronek – na nowo odkryte stare „sposoby gładzenia grzechów należy brać poważnie i pobudzać zaufanie wiernych do tych form odpuszczania win. Przemilczanie tych możliwości uwalniania się od grzechów i ograniczanie ich odpuszczania tylko do sakramentu pokuty doprowadziło u wielu wiernych do nieznośnej mechanizacji spowiedzi, w której odpuszczenie grzechów jest podobne do starcia brudnej tablicy szkolnej. (...) Czy sakrament pokuty nie zyskałby na wyrazistości, gdyby został wkomponowany w większy kontekst dróg nawrócenia i odnowy chrześcijańskiej?”.

Wyrazistość taka jest potrzebna polskiej religijności jak powietrze. Może być lekarstwem choćby na jej choroby sakramentalnego „manicheizmu” i „pelagianizmu”, otwierając przed wierzącymi – nie wiedzieć dlaczego zamknięte – bramy do spotkania z Chrystusem eucharystycznym.

Pustoszejące konfesjonały nie muszą być dowodem kryzysu wiary i śmiertelnych chorób sumienia, przeciwnie – mogą świadczyć o ich dojrzałości.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • waldi
    21.06.2012 20:42
    Autor "Tygodnika Powszechnego" usiłuje nas przekonać, że do spowiedzi chodzi się tylko wtedy, gdy się ciężko nagrzeszy. Jeśli tak, to czemu św. Teresa z Avila, bł. Jan Paweł II i wielu innych świętych spowiadało się bardzo często (nawet co dwa tygodnie), Czyżby ci ludzie tak ciężko grzeszyli? A może było inaczej, dbali oni o swoje duchowe wnętrze, bacznie się mu przyglądali i, często z łaski Boga korzystając, je polerowali. Czy Majewskiemu chodzi o to, by przypadkiem małe dzieci nie nauczyły się sobie przyglądać niekoniecznie będąc pogrążonymi w ciężkich grzechach? Majewski doskonale wie, że gdyby przesunąć spowiedź na późniejszy wiek, np. na czas bierzmowania (15-16 lat), to zaledwie garstka przystąpiłaby do spowiedzi. Z wiekiem wzrastają opory wobec spowiedzi. To, co proponuje Majewski to doskonały sposób na to, żeby w młodym pokoleniu wybić spowiedź zupełnie. Zgoła chytry zabieg, ale nie wszyscy dają się na to nabrać.
  • maja
    22.06.2012 08:27
    "Czy to możliwe, by w ciągu zaledwie kilku tygodni ogromna rzesza wierzących w Polsce z podziwu godną regularnością nagle i równocześnie decydowała się z głębi swojego jestestwa rzucić Bogu straszliwe „nie”, by oddzielić się od Niego, porzucić Go i odrzucić? Czy to możliwe, by nagle tak wielu katolików, co tydzień przychodzących na Mszę, zaczęło świadomie i dobrowolnie łamać przykazania Boże: gardzić swoimi rodzicami, zabijać i mordować, kłamać i zwodzić w ważnej materii czy też zdradzać swoich mężów lub swoje żony? Można wątpić..."
    -piekne swiadectwo wiary, nie ma co. Dlaczego nie mozna bylo napisac: "Mozna miec nadzieje...".
    Dlaczego osad tak negatywny, dlaczego brak wiary w nawrocenie czlowieka? Autor ma problemy ze swoja wiara dlatego artykul jest zalosny. Pozostaje modlitwa.
  • Elifaz z Temanu
    23.06.2012 08:01
    Autor chyba już porusza się w obszarze grzechu przeciw Duchowi Świętemu. Powinien szybko zasięgnąć rady doświadczonego spowiednika, bo chyba długo zaniedbywał spowiedź.
  • Anna
    01.07.2012 12:49
    Rozumiem intencje autora artykułu.
    Ja tez zauważam falowość korzystania przez ludzi z sakramentu pojednania i zastanawiam się dlaczego tak jest, dlaczego niektórzy zbyt łatwo rezygnują z częstszej Komunni św.
    Dochodzę do wniosku,że być może mamy w sercu niewłaściwy obraz Boga,może postrzegamy go bardziej jako sprawiedliwego Ojca aniżeli miłosiernego, kochającego, nieustannie czekajacego i przebaczajacego.
    Bóg jest sprawiedliwy i miłosierny jednocześnie.
    Większość ludzi bazuje na wiedzy o Bogu przekazanej w ramach przygotowań do pierwszej Komunii sw.,nie wszyscy (młodziez i dorosli) zgłębiają Go później i byc może dlatego nie bardzo rozumieją Mszę św., przychodzą na mszę z racji obowiazku "na odstanie", niejako mechanicznie.
    Gdy nie ma relacji miłości między dzieckiem a Ojcem pozostaje tylko rytualne wypełnianie obowiązków.
    Dziecku w wieku komunijnym trudno wytłumaczyć istotę grzechu cięzkiego(śmiertelnego) i lekkiego , dlatego sądzi nawet w wieku dorosłym ,że każde przewinienie to "wbijanie kolca w serce Pana Jezusa".I to jest prawda lecz z tego powodu nie powinien odłączać się od życiodajnej Komunni św.Powinien potrafić odróżnić w swoim sumieniu świadome,celowe i z własnej woli złe działanie wobec siebie ,Boga , bliźniego, Kościoła od działania niezupełnie świadomego,niezupełnie dobrowolnego,w mniej ważnej materii.
    Każdy przychodzący do świątyni na pewno pragnie przyjacielskiej relacji z Jezusem ale być może wieksza jest w nim obawa przed karzącym Ojcem i być może uniemożliwia mu to nawiązanie zdrowej i prawdziwej reacji z Bogiem.
    Wydaje mi się że w katechezie dzieci przed pierwszą spowiedzią nalezy położyć większy nacisk na miłość Ojca niż na Jego surowość.
    Łatwiej przyjśc w sakramencie pojednania i dziecku i dorosłemu do Boga który kocha a w efekcie i częściej będzie sie przychodzić po popełnieniu grzechu aby odbudowac relację, no i będzie rozwijac się relacja miłości.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama