Kościół i futbol

Katecheta 6/2012

W ludzkim życiu istnieje wiele obszarów, które zawsze pozostają ważne. Bywają jednak takie życiowe etapy, na których niektóre kwestie nabierają znaczenia. Obserwując rodzinne rozmowy przy stole – u przysłowiowej „cioci” na imieninach – można stwierdzić, że dziś – obok zdrowia i pracy – do najczęściej pojawiających się tematów należą Kościół (nierzadko zawężony do księży i biskupów) oraz piłka nożna. Czy to jedyna zbieżność?

 

Kiedy przyjrzymy się widowiskom piłkarskim pod kątem zachowań kibiców i zawodników, możemy dojść do wniosku, że – z jednej strony – mają one w sobie coś z kościelnej liturgii: choćby poczucie przynależności i wspólnoty osiągane przez śpiewanie piosenek znanych obecnym na stadionie. Najbardziej zagorzali fani utożsamiają się ze swoją drużyną do tego stopnia, że przyznają, iż są gotowi oddać za nią życie. Widać też przejawy „religijnego” kultu, jakim otacza się największe gwiazdy futbolu. Niektóre z nich nawet specjalnie przeciw temu nie protestują. Argentyński piłkarz Diego Armando Maradona – zwany „boskim” Diego – do tego stopnia dał się ponieść fali uwielbienia, że po zdobytej nieuczciwie bramce w pewnym ważnym meczu, skomentował całe wydarzenie następująco: „Jeśli była ręka, to była to ręka boga”. Są to niewątpliwie przejawy chorej religijności, namiastka religii, która niektórym ludziom rzeczywiście zastępuje wiarę w Boga i udział w życiu Kościoła.

Z drugiej strony można też zauważyć przykłady pozytywne. Wielu piłkarzy robi znak krzyża przed meczem lub w jego trakcie – na przykład przed wykonaniem rzutu karnego (co ciekawe czasem znak krzyża kreśli zarówno bramkarz, jak i egzekutor) lub po zdobytym golu. Brazylijski piłkarza Ricardo Izecson dos Santos Leite, znany bardziej jako Kaka, należy do międzynarodowej organizacji „Sportowcy Chrystusa”, angażuje się w działalność społeczną na rzecz walki z głodem i ubóstwem na świecie. Charakterystyczny jest napis, który nosi na podkoszulce i nierzadko prezentuje w czasie meczów: „I Belong To Jesus” („Należę do Jezusa”).

Również Kościół otwiera się coraz bardziej na piłkarski świat. Poszczególne kluby mają swoich kapelanów. Dużą popularnością cieszą się mecze rozgrywane między księżmi a innymi „służbami mundurowymi”, na przykład policjantami. Są one zazwyczaj powiązane z jakąś akcją dobroczynną, co nadaje im dodatkowego pozytywnego wydźwięku. Pamiętam taki mecz „Czarni kontra Niebiescy”, w którym uczestniczyłem jako zawodnik. W dziesięciotysięcznym miasteczku przyszło wówczas na stadion pięć tysięcy widzów. Przedstawiciele miejscowej drużyny piłkarskiej mówili potem z zazdrością, że o takiej frekwencji na meczach mogą tylko pomarzyć. Zarówno zwykli proboszczowie, jak i przedstawiciele wyższej hierarchii kościelnej – kardynałów nie wykluczając – nie ukrywają swojej sympatii dla drużyny, której kibicują, chodzą na mecze lub śledzą je przed telewizorem. Nawet Ojciec Święty, bł. Jan Paweł II przyznał swego czasu, że przez wszystkie lata pozostał wiernym kibicem krakowskiej drużyny piłkarskiej „Cracovia”. Jeszcze kilkadziesiąt lat wstecz takie deklaracje ze strony kościelnych hierarchów były nie pomyślenia. Nie licowało to jakoś z powagą ich urzędu. Ale świat się zmienia.

Co jeszcze ma wspólnego Kościół z futbolem?

Pamiętam kazanie, które w uroczystość Trójcy Przenajświętszej w 2006 roku wygłosił – za pośrednictwem Radia „Stephansdom” – wiedeński kardynał Christoph Schönborn[1]. To był jednocześnie czas, kiedy w Niemczech rozgrywano Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej. Wydaje się, że przemyślenia księdza kardynała stały się udaną próbą połączenia obu światów, tak – zdawałoby się – od siebie odległych, a jednocześnie swego rodzaju aktualizacją tekstu biblijnego, o którą powinni zabiegać nie tylko kaznodzieje, ale również katecheci. Warto przybliżyć treść wspomnianego kazania, ponieważ układa się ono w pewnego rodzaju konspekt katechezy. Mam nadzieję, że będzie to podpowiedzią dla nauczycieli i wychowawców, którzy zechcą w ten właśnie sposób dotrzeć do swoich uczniów, szczególnie do tych, którzy są zagorzałymi kibicami i na słowo „futbol” otworzą szerzej uszy i serca oraz posłuchają przy tej okazji prawdy o Jezusie i Jego Kościele.

Homilia księdza kardynała oparta jest na fragmencie Ewangelii św. Mateusza, dotyczącym rozesłania uczniów przez Jezusa: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,19-20). W swojej homilii Ch. Schönborn zastanawia się, która piłkarska „jedenastka” wygra mistrzostwo. Ta najlepsza? Ta, która będzie miała najwięcej szczęścia? Nie wiadomo. Na tym polega przecież urok sportu, że nie wszystko da się przewidzieć i nie zawsze wygrywa teoretycznie najlepszy.

Następnie ksiądz kardynał przechodzi do refleksji nad tekstem Ewangelii, w którym także jest mowa o pewnej „jedenastce”. Również ona występuje w mistrzostwach, ale są to zawody zupełnie innego rodzaju. Stadionem jest bowiem cały świat, a czas trwania meczu – nieznany. Dopiero kiedy odwieczny Sędzia ogłosi koniec czasu, mecz się zakończy. Tylko z jakim rezultatem? Oto jest pytanie. Kaznodzieja podkreśla, że ukazane przez niego, piłkarskie analogie nie wynikają tylko z aktualności tematu mistrzostw w piłce nożnej. Zwraca uwagę, że sportowymi przykładami w głoszeniu Ewangelii posługiwał się także św. Paweł. Apostoł, opisując chrześcijańskie życie, przypomina wspólnocie w Koryncie: „Czyż nie wiecie, że gdy zawodnicy biegną na stadionie, wszyscy wprawdzie biegną, lecz jeden tylko otrzymuje nagrodę? Przeto tak biegnijcie, abyście ją otrzymali” (1 Kor 9,24). O jaką nagrodę chodzi na tym stadionie? O jakie zwycięstwo? O tę nieprzemijającą! To życie wieczne jest celem doczesnych zmagań chrześcijanina (por. 1 Kor 9, 26).

Kto bierze udział zawodach, powinien walczyć zgodnie z regułami gry. Według jakich zasad można zwyciężyć na stadionie własnego życia? – pyta Ch. Schönborn. Są to zasady Jezusa Chrystusa. A Jego drużyna, Jego „jedenastka“ otrzymała zadanie, by mówić o nich całemu światu: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody (…). Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem” (Mt 28,19-20).

Polem zmagań jest cały świat. „Jedenastka” Jezusa ma zaprosić wszystkich do gry w Jego „klubie”. To jest Kościół, oczywiście przy całej niewystarczalności takiego porównania, które jednak dla współczesnego człowieka może być przekonujące. Trzeba sobie zdawać sprawę, że gra toczy się o najwyższą stawkę. Bo przecież są i inni pretendenci do zwycięstwa na stadionie świata: inne religie, różne ideologie i światopoglądy. Pragnienie zwycięstwa jest dobre – konkluduje kaznodzieja. „Jedenastka” Jezusa – apostołowie i ich następcy oraz wszyscy, którzy uwierzyli i przyjęli chrzest – nie są z góry skazani na porażkę. Mają przecież doświadczonego „trenera” – Ducha Świętego i najlepszego „właściciela” Jezusa Chrystusa, który obiecał: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20).

Ks. Artur Filipiak – dr teologii w zakresie pedagogiki religijnej i katechetyki, adiunkt w Zakładzie Katechetyki WT UAM w Poznaniu, redaktor naczelny miesięcznika „Katecheta”.



[1] Pełen tekst homilii dostępny w Internecie. Zob. Ch. Schönborn, Das Stadion ist die Welt [online], [dostęp: 15 maja 2012], Dostępny w Internecie: http://www.erzdioezese-wien.at/edw/erzbischof/gedanken/345/articles/2006/05/26/a10852/.

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama