Stare wino jest lepsze!

W drodze 12/2012

Ewangelia jest nowa, ale taką nowością, która nigdy nie przeminie. Jest nowa, ale w swojej prawdzie jest starsza niż stworzenie świata.

 

Nikt nie przyszywa do starego ubrania jako łaty tego, co oderwie od nowego; w przeciwnym razie i nowe podrze, i łata z nowego nie nada się do starego. Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków; w przeciwnym razie młode wino rozerwie bukłaki i samo wycieknie, i bukłaki się zepsują. Lecz młode wino należy lać do nowych bukłaków. Kto się napił starego wina, nie chce potem młodego – mówi bowiem: »Stare jest lepsze«” (Łk 5,36–39).

W tych pouczeniach Jezusa od początku widziano wyraz Jego postanowienia, że Kościół będzie wspólnotą niezależną od judaizmu. Przecież Syn Boży nie po to przyszedł na świat, żeby odnowić judaizm, zajmowanie się odnową tej religii nie było też zadaniem Jego uczniów.

Obrazy użyte przez Pana Jezusa są równie surrealistyczne jak belka znajdująca się w oku brata (por. Mt 7,3) czy zapalona lampa ustawiona pod łóżkiem (por. Łk 8,16). Trudno sobie bowiem wyobrazić, żeby ktoś niszczył nowe ubranie tylko dlatego, że nie ma czym załatać starego. Podobnie bezsensownym marnotrawstwem byłoby wlanie młodego, jeszcze fermentującego wina, do wysłużonych, sparciałych bukłaków.

A jednak już w czasach apostołów pojawiała się w Kościele pokusa, ażeby zamknąć Ewangelię w starych bukłakach judaizmu. Apostoł Paweł zdecydowanie przeciwstawia się tym tendencjom: „Jeżeli poddacie się obrzezaniu, Chrystus wam się na nic nie przyda. I raz jeszcze oświadczam każdemu człowiekowi, który poddaje się obrzezaniu: jest on zobowiązany zachować wszystkie przepisy Prawa. Zerwaliście więzy z Chrystusem; wszyscy, którzy szukacie usprawiedliwienia w Prawie, wypadliście z łaski” (Ga 5,2–4; por. 1,2–4; 3,1–3).

Kiedy stare jest lepsze?

Słowa Pana Jezusa o nowej łacie przyszywanej do starego ubrania oraz o wlewaniu nowego wina do starych bukłaków zapisał tylko ewangelista Łukasz. Na pierwszy rzut oka przeczą one poprzedzającemu je pouczeniu: „Kto się napił starego wina, nie chce potem młodego – mówi bowiem: »Stare jest lepsze«”.

W swoim podstawowym znaczeniu pojęcia nowe i stare są przeciwstawne. Nowa może być koszula, książka, dom, wiadomość – za jakiś czas koszula się zestarzeje i trzeba ją będzie zastąpić inną koszulą, książka przestanie nas interesować albo nawet się zniszczy, dom, coraz starszy, będzie wymagał remontu, a wiadomość się zdezaktualizuje.

Zazwyczaj stare ustępuje – i powinno ustępować – nowemu. Jednak nie zawsze. Wybieramy nowe wydanie książki, jeżeli autor ją poprawił i uzupełnił, wolimy jednak wydanie stare, jeżeli w nowym wydaniu książka została ideologicznie ocenzurowana. Nie powinno się podawać do stołu starego wina, jeśli ono skwaśniało; jednak wino szlachetne i dobrze przechowywane z latami nabiera coraz większej wartości.

Podobnie bywa z ludźmi. Osiemdziesięciolatkowi nie powinno się powierzać sterów samolotu. A jednak Czesi lubili chwalić się swoim kardynałem Tomaškiem (1899–1992), że jest jak dobre wino – im starszy, tym lepszy. Wyrażali w ten sposób swoją wdzięczność, że jako arcybiskup Pragi, początkowo bojaźliwy wobec komunistycznego totalitaryzmu, wraz z upływem lat coraz odważniej występował w obronie niesprawiedliwie uwięzionych i przypominał o prawach człowieka.

My, Polacy, wielokrotnie w ciągu naszych dziejów doświadczaliśmy sytuacji, kiedy stare było lepsze. Wobec nacisków rusyfikacyjnych i germanizacyjnych ze strony naszych zaborców, niektórzy się im poddawali i przyjmowali język i kulturę, a nieraz i religię zaborcy. Przyjmowali nowe, jakby nie słysząc słów Pana Jezusa, że cóż człowiekowi z tego, choćby i cały świat zyskał, jeżeli poniesie szkodę na duszy. Z drugiej zaś strony trwanie przy polskości, co wówczas mogło niemało kosztować, nabierało dla tych, którzy na to trwanie się decydowali, nowego smaku. Smakowało poniekąd jak stare, szlachetne wino.

Prawdziwa to mądrość – rozpoznać to, co stare, kiedy ono jest lepsze. Na pewno lepsza jest wierność rodzinie, choć żona się zestarzała, niż wiązanie się z młodszą kobietą i zakładanie nowej rodziny. I na pewno lepiej jest trzymać się, w życiu i w poglądach, dekalogu, niż – niby chorągiewka na wietrze – podążać za najnowszymi podmuchami poprawności politycznej. Zarówno wierność małżeńska, jak i trzymanie się dekalogu mają smak dobrego, starego wina.

Kościół jest starszy niż świat

Postawmy sobie teraz pytanie szczególnie ważne dla zrozumienia przytoczonych na początku słów Pana Jezusa o relację między tym, co stare, i tym, co nowe: Czy Kościół jest nowszy od judaizmu? W perspektywie historycznej – rzecz jasna! W tej perspektywie, chrześcijaństwo – owoc zbawczej śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa – pojawiło się tysiąc dwieście lat po założycielskim dla judaizmu wyzwoleniu z niewoli egipskiej.

Jednak od samego początku chrześcijanie rozpoznawali w Kościele również wymiar ponadhistoryczny: Kościół jest wcześniejszy niż świat! W Chrystusie – pisał apostoł Paweł – Bóg „wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem” (Ef 1,4). Zgodnie zaś z obietnicą, jaką Chrystus Pan zostawił nam w dniu swojego wniebowstąpienia, będzie On z nami, ze swoim Kościołem, „przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20). W ten sposób Kościół żyjący w czasie jest zarazem wobec niego transcendentny.

Tę starowieczność Kościoła szczególnie często podkreślali pierwsi chrześcijanie. Około roku 150 Hermas, autor Pasterza, widzi Kościół jako tajemniczą starą matronę, a na pytanie, „Dlaczego ona taka stara?”, otrzymuje następującą odpowiedź: „Ponieważ została stworzona przed wszystkim innym, dlatego jest taka stara – dla niej świat został stworzony”. Warto odnotować, że odpowiedź ta została przywołana w Katechizmie Kościoła katolickiego.

W utworze wcześniejszym jeszcze od Pasterza, w tzw. Drugim Liście papieża Klemensa do Koryntian, w rozdziale 14, o tej ponadczasowości Kościoła napisano tak: „Jeśli będziemy pełnić wolę Ojca naszego, Boga, należeć będziemy do Kościoła naszego pierwotnego, Kościoła duchowego, stworzonego wcześniej niż słońce i księżyc. (…) Kościół nie istnieje dopiero od dzisiaj, ale od początku. Był on bowiem duchowy, tak właśnie jak nasz Jezus. Objawił się zaś w ostatnich dniach, ażeby nas zbawić. Otóż Kościół, który był duchowy, objawił się w ciele Chrystusowym, aby nam pokazać, że kto go zachowa w ciele i go nie zbezcześci, otrzyma go w Duchu Świętym”.

Przytoczmy jeszcze – choć podobnych świadectw, również wcześ-niejszych, jest wiele ­– zapisane w roku ok. 300 słowa, które Euzebiusz z Cezarei umieścił we wstępie do swojej Historii Kościoła: „Chociaż niewątpliwie jesteśmy nowymi ludźmi i chociaż narody dopiero teraz poznały to rzeczywiście nowe imię chrześcijan, przytoczymy dowody na to, że naszego życia i obyczajów, opartych na zasadach bogobojności, nie utworzyliśmy dopiero teraz, lecz że od pierwszej chwili istnienia rodu ludzkiego szczęśliwie się one rozwinęły z pojęć, wrodzonych pobożnym ludziom danego czasu. (…) Dlatego należy uznać, że pierwotną, najstarszą, wiekiem najpoważniejszą, przez ludzi miłych Bogu takich jak Abraham odkrytą religią jest ta, którą teraz właśnie wszystkim narodom głosi nauka Chrystusa. (…) Dlaczegóż by więc nie można przypuścić, że my, którzy się wywodzimy od Chrystusa, mamy ten sam sposób życia i ten sam wyraz religii, jaki mieli niegdyś owi Boży przyjaciele? A zatem nie jest nową ani obcą, ale naprawdę pierwotną, jedyną i prawdziwą formą służby Bożej ta właśnie, którą nam podała nauka Chrystusa”.

Zresztą czyż sam Chrystus Pan nie mówił, że w zakresie norm moralnych powinniśmy postępować według tego, co „było od początku” (Mt 19,8)? Trudno zatem wątpić, że to, co „było od początku”, jest lepsze, niż to, co zostało wprowadzone „przez wzgląd na zatwardziałość serc naszych”.

Nowość nieprzemijalna

Z drugiej jednak strony w perspektywie historycznej Ewangelia jest nowa w stosunku do Tory – i to ona jest młodym winem, o którym mówił Pan Jezus, że nie wlewa się go do starych bukłaków. Rzecz jednak w tym, że Ewangelia jest nowa nowością nieprzemijalną. Taką nowością, jaką zapowiadali prorocy, kiedy głosili nadzieję na „nowe niebiosa i nową ziemię” (Iz 66,22), obietnicę „nowego przymierza” (Jr 31,31–34) oraz zapowiedź, iż Bóg da nam „nowe serce i nowego ducha” (Ez 36,26).

Dlatego więc dary i obietnice, które otrzymujemy w Chrystusie i dzięki Chrystusowi, się nie starzeją i są nieprzemijalne, bo Jemu „dana jest wszelka władza w niebie i na ziemi” (Mt 28,18) i Jego dary – choć udziela ich nam w czasie – czas przekraczają i budują nas na życie wieczne. Mówiąc inaczej, Jego dary są nam udzielane w porządku przymierza, które jest nie tylko nowe, ale zarazem wieczne.

Podsumujmy: Ewangelia jest nowa, ale taką nowością, która nigdy nie przeminie. Jest nowa, ale w swojej prawdzie jest starsza niż stworzenie świata.

Jacek Salij – ur. 1942, dominikanin, duszpasterz, profesor teologii UKSW, autor wielu książek i artykułów, mieszka w Warszawie.

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama