Polski kalejdoskop

Niedziela 35/2013

O kaczkach, zającach, wilkach i szczawiu, czyli o politycznej rywalizacji i interesie społeczeństwa, z prof. Zdzisławem Krasnodębskim rozmawia Wiesława Lewandowska

 

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Przebywając w Polsce na wakacjach, zapewne zauważył Pan, jak jest zielono, jak bardzo w tym roku obrodził szczaw, według jednego z polityków partii rządzącej, opatrznościowy pokarm Polaków...

PROF. ZDZISŁAW KRASNODĘBSKI: – Partia rządząca zapewne cieszy się z tego urodzaju. A Polska jest naprawdę piękna i zielona, choć ten miraż kolorowej rzeczywistości, zielonej wyspy i beztroskiej radości już się chyba skończył. Coraz wyraźniej widać, że doszliśmy wreszcie do momentu otrzeźwienia i ludzie zaczynają się niepokoić.

– Sondaże pokazują dość radykalny odwrót opinii publicznej od rządu Donalda Tuska, mimo że ponoć najsilniejszą jego stroną był właśnie sposób komunikowania się ze społeczeństwem.

– To rzeczywiście dość zabawne, bo nagle zaczęto narzekać, iż premier, który tak doskonale czarował słowem i wybielał się, oczerniając przeciwników politycznych, już tego nie potrafi. A jeszcze nie tak dawno całe grona opozycyjnych ekspertów bezskutecznie biedziły się nad tym, jak tu unieszkodliwić te PR-owskie czary PO.

– Tymczasem otrzeźwienie społeczeństwa nastąpiło najzupełniej samoczynnie?

– Tak się dzieje, gdy mamy do czynienia ze splotem wielu zjawisk z dziedziny psychologii zbiorowej, a to obecne budzenie się Polaków jest właśnie efektem ich kumulacji. Trudno nawet czasowo zlokalizować ten jeden punkt zwrotny w opinii publicznej. Te pierwsze dość wyraźne objawy zmiany można było zauważyć wiosną tego roku, gdy dość powszechnie wyśmiano zbyt luzackie rządowe obchody święta 3 Maja.

– Żadnego z konkretnych działań polityczno-społecznych i gospodarczych rządu nie można uznać za przyczynę tego zwrotu?

– To dziwne, ale nie. Chociaż podwyższenie wieku emerytalnego wywołało protesty związków zawodowych, to jednak nadal utrzymywała się wyrozumiałość opinii publicznej dla działań rządowych. Gdy jesienią 2012 r. PiS po raz pierwszy wysunął się w sondażach na pierwsze miejsce, to jednak – po medialno-politycznym spektaklu wokół tzw. afery trotylowej – PO znów z łatwością odzyskała swe wpływy na opinię publiczną.

– Tym razem już nie na długo. Coś jednak pękło...

– Raczej trzeba by się zastanowić, co nowego się zdarzyło; tzw. afera trotylowa miała zniszczyć krytykującą rząd „Rzeczpospolitą”, ale przy okazji doprowadziła do powstania dwóch nowych tygodników opiniotwórczych. Później powstała telewizja „Republika”. A więc to „pęknięcie” można by w jakiś sposób łączyć z umocnieniem się mediów spoza głównego nurtu. Nie było zatem takiego jednego zdarzenia, którego oczekiwano, po którym miałoby nastąpić otrzeźwienie i zwrot emocji społecznych. Stało się tak, jakby ktoś tylko przekręcił kalejdoskop i z tych samych elementów zaczął się układać całkiem nowy kształt. Psychologicznie rzecz ujmując, pod wpływem nagromadzonych emocji dość nieoczekiwanie zmieniła się percepcja otoczenia i to aż tak, że na rysunku zamiast kaczki widzimy teraz zająca... Nagle ludzie zaczęli widzieć kogoś innego w Tusku.

– A może nie miłego zajączka, lecz wilka?

– No właśnie. Okazało się nagle, że pewne cechy premiera zaczynają ludzi drażnić, choć do tej pory bardzo się podobały... Jeszcze w czasie ostatniej konwencji PO (w końcu czerwca) sypały się komplementy o wspaniałości premiera, o jego niezwykłej energii. Przeciwstawiano go wypalonemu, zmęczonemu życiem Jarosławowi Kaczyńskiemu. A już kilka dni później okazało się, że jest całkiem odwrotnie...

– Skąd to PR-owskie zamieszanie?

– Z wielkiej paniki w obozie władzy. Nawet najbardziej zaciekli krytycy PiS zaczęli przyznawać, że Kaczyński może być dobrym premierem. Daniel Passent pisze, cytując „Nie”, że Kaczyński w spotkaniach z obywatelami wypada świetnie, o wiele lepiej niż w telewizorze i na wielkich imprezach. Przedstawiciele elit opiniotwórczych nie kryją już rozczarowania rządami Tuska, nawet zaczynają upubliczniać swą przychylność wobec PiS-u.

– Wydawało się, że to nigdy nie nastąpi, bo ta ich zaciekłość i moc rażenia była wielka.

– A teraz należałoby się tylko zastanawiać, dlaczego ta zbiorowa adoracja fatalnego rządu tak długo trwała, tak bezrozumnie się przeciągała.

– Dlaczego?

– Może dlatego, że rząd umiejętnie ją przedłużył poprzez wielki szum wokół organizacji EURO 2012? Wszystkim wmówiono, że to będzie dowód na wielki sukces Polski. Impreza ta odsunęła w cień prawdziwe kłopoty, a rząd miał okazję, by podkreślać swe zasługi. Polacy cieszyli się nieprzytomnie, aż wreszcie po tym apogeum zadowolenia w lecie 2012 r. musiał przyjść czas prawdziwych podsumowań i rachunków.

– W lecie 2013 r. mówimy już o kryzysie rządu Donalda Tuska, choć do upadku chyba jeszcze dość daleko?

– Rząd ma nadzieję, że ten „chwilowy” kryzys uda mu się przetrzymać. Liczy na przyszłoroczną koniunkturę, a przede wszystkim na nowy budżet europejski, który ponownie pozwoli mu na podkreślanie swych zasług i kupowanie przychylności Polaków.

– Polacy znów to kupią?

– Mam nadzieję, że nie. Że wreszcie przekonają się, iż ten rząd nie ma już żadnego nowego pomysłu – zresztą nigdy przecież nie zaskakiwał swoimi pomysłami – i będzie tylko powtarzał swe błędy. Powtórzy się ten sam scenariusz przetrzymania wszystkiego za wszelką cenę, aż do wyborów.

– Jednak chyba nie całkiem bezczynnie? Można się spodziewać kontrofensywy partii rządzącej?

– Można się spodziewać wszystkiego. Najbardziej jednak obawiałbym się tego, że PO podejmie, zasygnalizowaną już wcześniej, walkę z polskim „faszyzmem”, której celem będzie odwrócenie uwagi od naprawdę ważnych problemów, a przy okazji polaryzacja społeczeństwa i prowokacja opozycyjnych polityków. Może nawet dojść do bardzo rażącego naruszenia uprawnień obywateli i praw opozycji. Najgorsze, co może jeszcze zrobić ten rząd, jest przekonanie Europy o tym, że w Polsce istnieje zagrożenie ekstremizmem, że w związku z tym trzeba podejmować działania nadzwyczajne. Istnieje duża obawa, co się stanie w Polsce w czasie tegorocznych obchodów święta narodowego 11 listopada; można się spodziewać jeszcze większych prowokacji niż w ubiegłym roku. Tego nie można wykluczyć, zwłaszcza, że nastroje społeczne będą się przecież pogarszać, bo nic nie wskazuje na to, by ten rząd potrafił wybrnąć z kłopotów.

– A nie można liczyć na to, że spokojnie odda władzę?

– To jeden z wariantów politycznego scenariusza PO – oddanie władzy na krótko, taka powtórka z historii rządu Jana Olszewskiego. PO może więc wcześniej zrzec się władzy i liczyć na krótkotrwałość następnego rządu, na reakcję rynków finansowych, krzyk w Polsce, ostrą krytykę za granicą. Na to, że taki rząd niczego nie zdąży zrobić, nawet dokonać zmian personalnych, ani nawet rozliczyć poprzedników.

– Co potem?

– Potem pojawi się jakiś mąż opatrznościowy, cieszący się zaufaniem Europy, taki polski Mario Monti (obecny premier Włoch) – czyli np. Buzek, Lewandowski. Powstanie rząd ekspertów powiązanych z PO, oczywiście już przekształconej, odnowionej... Tak wzmocniona Platforma dotrwa do wyborów w 2015 r., po których znów dojdzie do pełni władzy.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama