Ikonopisarz

Tryby 24/2013

Choć ma 27 lat jest już znanym i cenionym na świecie artystą. Mimo wykształcenia ekonomicznego, zajmuje się tworzeniem ikon. Poznajmy wybitnego sąsiada zza wschodniej granicy o polskich korzeniach – Walentego Wojciechowskiego (Valentin Voytsekhovskiy). Rozmawia Michał Chudziński.

 

Ikony są kojarzone głównie z prawosławiem, dlaczego katolik się nimi zajmuje?

– Zagłębiając się w historię, można dostrzec, że ikony były kiedyś w chrześcijaństwie bardziej modne, również w kościele katolickim. Na dodatek twórcą pierwszych ikon według historyków jest św. Łukasz, więc ikony związane są z chrześcijaństwem od samego początku. Zanim były jeszcze w nim podziały na kościół katolicki czy prawosławny. Ikony nadal pozostały, jednak nie są tak popularne jak w Cerkwi prawosławnej. Przykładem może być, w Polsce bardzo popularny, obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, który też jest ikoną.

Ukończył Pan jednak studia z ekonomii, skąd taka zmiana zainteresowań?

– Studia ekonomiczne były wolą mojego ojca, głównie ze względu na troskę o moją przyszłość materialną. Bo gdzie można zarobić pieniądze jak nie w banku? Więc spróbowałem, ale w banku pracowałem… aż jeden dzień. Dłużej nie mogłem liczyć pieniędzy innych ludzi. Próbowałem także innych zajęć, ale zawsze coś nie grało jak trzeba. Pan Bóg tak wszystko poprowadził, że to właśnie ikona weszła na pierwszy plan i tak już zostało. I naprawdę była to jedyna słuszna droga i nie chodzi głównie o finanse.

O co najbardziej?

– Myślę, że efekty sfery duchowej dobrze odda przykład pewnego człowieka. Poznaliśmy go z żoną kilka lat temu, wtedy twierdził, że jest ateistą.  Z pewnej okazji otrzymał od nas ikonę w prezencie. Rok później zadzwonił, że chce się nawrócić, dołączyć do Kościoła. Nie wskazywałem mu konkretnego Kościoła, ale on sam zdecydował, Pan Bóg go odpowiednio poprowadził. Dzisiaj jest już po ślubie i jego dzieci są ochrzczone. Myślę, ze ta ikona w pewien sposób się do tego przyczyniła. 

Pomówmy o samym warsztacie pisania ikon. Ile potrzeba czasu, aby powstała ikona?

– Nie da się tego określić. Każda ikona jest inna, jedne pisze się od trzech do sześciu miesięcy a drugie czasami rok. Miałem też taki przypadek, że jedna ikona zajęła mi dwa lata. Czasem po prostu nie idzie. Wszystko było już napisane, ale nie widziałem oblicza Pana Jezusa.

Stosuje Pan tylko naturalne barwniki. Dlaczego?

– Są one bardziej trwałe. Zwłaszcza na działanie słońca i upływającego czasu. Podobnie jest ze złotem, stosuję prawdziwe, choć są tańsze zamienniki. Jednak w ikonach nie można oszczędzać, nie o to w tym chodzi. Ikony, które można dzisiaj spotkać mają wiele lat, te młodsze nie przetrwały, właśnie ze względu na tanie zamienniki materiałów. Bo prawdziwa ikona powinna przetrwać wiele pokoleń i być sobie przez nie przekazywana. Takie właśnie staram się tworzyć.

Czy jest duże zainteresowanie takimi prawdziwymi ikonami?

– Nie narzekam na brak zamówień. Zanim jeszcze ruszyliśmy z wystawami na zachód Europy dzięki pomocy pana Lecha Kułakowskiego, to z samej Ukrainy i Rosji miałem pełno zamówień. Bez żadnej reklamy i wykorzystania Internetu. Ludzie sami się zgłaszają, widząc u znajomych, bądź słysząc o mnie. A nawet gdyby zamówień nie było, to i tak bym je pisał dla samego siebie. To jest moje powołanie. O jutro się nie martwię, od tego mam Jezusa… oraz żonę, która prowadzi sekretariat i sama też jest artystką.

Pisząc ikony katolikom działa Pan na rzecz ekumenizmu. Taki był zamiar?

– Ikony piszę dla wszystkich, zdarzyło się nawet dla muzułmanina (oficjalnie, jako portret jednego z proroków), a także otrzymałem błogosławieństwo patriarchy moskiewskiego Cyryla I. Nie wdaję się w spory ekumeniczne, zostawiam to głowom Kościołów. Jednak nawet Jan Paweł II kiedyś powiedział, że kościół katolicki i cerkiew prawosławna to dwa płuca chrześcijaństwa, coś je musi łączyć i jest to właśnie ikona. Moja wystawa w Krakowie (pod patronatem „Trybów” – przyp. red.) nie bez powodu była pod nazwą „Jedność w różnorodności”. Bóg jest zarówno w kościele katolickim jak i cerkwi prawosławnej, gdzie go kto woli szukać to już jego sprawa – ja tylko piszę ikony.

Dziękuję za rozmowę.

 

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Jakub
    30.09.2013 18:17
    Wojciechowski to oszust!!
    Nie pochodzi z rodu Prezydenta Wojciechowskiego!
    Naciągnął ludzi na koszty wystawy. Wydano kotolog,zaproszenia i plakaty za które nie zapłacił a uciekł na Ukrainę!
    Teraz musi zapłacić za tego oszusta rencista bo miał dobre serce i go promował!
  • Gość
    08.12.2016 15:20
    Такого іконописця в Україні не інує. Фейк
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama