Zgodzić się na wolność

Wstań czerwiec-lipiec 2015

Mam wrażenie, że dziś pomieszały się nam cele, do których dążymy, ze środkami, które do tego prowadzą. Nie wierzysz? Pomyśl chociaż o postanowieniach, ograniczeniach i rewolucjach w swoim zachowaniu, na które decydujemy się w Adwencie czy Wielkim Poście.

 

Typowym przykładem jest ograniczenie korzystania z telewizora lub Internetu. Jeżeli to ograniczenie uznamy za nasz cel, problem ze skutecznością postanowienia może zjawić się tuż po zakończeniu okresu naszej wstrzemięźliwości. Będzie dylemat: Co dalej? Znów powrócą chęci i pragnienia w towarzyszeniu naszym serialowym bohaterom lub niezaspokojona ciekawość odczytania komentarzy na portalach społecznościowych. Wpadniemy w tzw. sprzężenie zwrotne, czyli nasza psychiczna i duchowa frustracja zabierze nam radość z tego, co przynoszą święta Zmartwychwstania Pańskiego. Przestaniemy ufać w skuteczność wszelkich ograniczeń i poświęceń. I oto wspaniałe, na wpół spontaniczne działanie okaże się zawodne.

Zazwyczaj nie podejmujemy refleksji nad poprawą naszych działań. Jedni z tymi samymi błędami podchodzą do tego samego działania, licząc na Boską interwencję. Inni rezygnują z wszelkich starań na rzecz dobrego samopoczucia. Na szczęście są i tacy, którzy dostrzegają różnicę w określaniu celów i środków. Ograniczenia traktują jedynie jako sposób na odzyskiwanie wolności, do której uzdolnił nas Chrystus. Panowanie nad sobą i odpowiedzialne dokonywanie wyborów mogą być na drodze naszego dojrzewania znakiem, że zyskujemy radość z bycia niezależnymi.

Zgoda na niewygodę

Postanowienia przedświąteczne nie są celem naszych rozważań, są nim raczej zmierzanie ku wolności, osobisty wysiłek i odkrywanie wspólnie z innymi wartości samowychowania. Niezależnie od tego, czy mamy na to czas, czy straciliśmy nad czasem kontrolę.
Wokół nas funkcjonuje mnóstwo systemów, a wiele z nich jest niezauważalnych, dziejących się automatycznie. System zachowań, tzw. savoir vivre, ekonomiczny. Jest także system stylów życia, jak i kultu religijnego oraz inne. Aby nie zagubić się w nich, stosujemy wiele uproszczeń i połączeń tych systemów w codziennym życiu. Robimy tak, by ułatwić sobie życie i uczynić je wygodnym.

Można by pomyśleć, że nic dziwnego nie robimy, skoro Bóg powołał nas do zbawienia, czyli do szczęścia. A jeśli dziś jest ono synonimem wygody, to czemu na Ziemi nie jest jeszcze jak w raju? Może brakuje użycia systemu systemów. Bóg wyposażył swoje stworzenie w dar wolności, który możemy nazwać nadsystemem. Polega on na tym, by przyjmować nawet niewygodną, kłopotliwą, sprawiającą cierpienie sytuację, jednocześnie ufając w dalszej perspektywie na lepszy rezultat rozwoju wydarzeń, np. niezdany egzamin na prawo jazdy lub odebranie tego dokumentu traktować jako oddalenie zagrożeń płynących z nieumiejętności czy rutyny lub jak w przypadku zgromadzenia księży sercanów odłożenie beatyfikacji ich założyciela o. Leona Dehona uznać za wezwanie do pogłębienia znajomości tego, kim był.

„I chociaż był Synem…” (Hbr 5,8)

Wolność to niekoniecznie użycie najlepszych środków ludzkiej potęgi. Skoro Chrystus nie popełnił żadnego wykroczenia wobec prawa żydowskiego, to mógłby dożyć spokojnej starości. Ale wolność, z której korzystał Jezus, nie dawała spokoju ani Jemu, ani ludziom Jemu współczesnym. Zatem kto, tak jak Chrystus, odpowiedzialnie używa wolności, jest jednocześnie naznaczony cierpieniem. Tylko wolność ideologiczna nie przynosi korzyści, bo nie sięga sensu i głębi ludzkich zmagań, nie sięga Boga i Jego miłości.

Zauważył to autor Listu do Hebrajczyków i nazwał Syna Bożego posłusznym. Posłuszeństwo jest odpowiedzią na wezwanie Boga. Nie dokonuje się lepiej i skuteczniej, jeżeli nie wynika z wolności. Domaga się wprost wewnętrznej zgody. Gdyż nie jest jak posłuszeństwo ptaków odlatujących zimą na południe, by przeżyć. Człowiek, aby wybrać, otrzymał od Boga odpowiednie narzędzia: rozum, czas, zdolności. Jest jednak coś, o co trzeba się szczególnie zatroszczyć. Poprosić Boga, by pomógł widzieć i rozumieć konsekwencje wyboru lub zgody na Boży plan.

Potęga siły duchowej

Od pewnego czasu zrobiło się głośno na temat tego człowieka. Choć nie ma rąk ani nóg, żyje w pełni. Jest szczęśliwym mężem i ojcem. Ten człowiek to Nick Vujičić. Od kilku lat spotyka się z ludźmi, by głosić nadzieję wątpiącym i dziękować Bogu za wspaniałych i kochających rodziców. To dzięki nim jest dziś samodzielny.

Choroba, z którą żyje, nie ograniczyła jego aktywności. Jego siłą jest chęć życia i przekazywanie jej innym. Jest świadkiem Bożego działania i używania wolności, której nie zabrała mu jego choroba. Polecam dwudziestominutowy film Cyrk motyli, który stał się dla wielu nadzieją na niepowtarzalne życie.

Choroba nie jest celem, ale środkiem do tego, by zgodzić się na obecność Boga w swoim cennym życiu. „Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą” (J 11,4). Pamiętacie?

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

TAGI| WOLNOŚĆ

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama