Polska na pomoc chrześcijańskim imigrantom

Przewodnik Katolicki 36/2015

O chrześcijańskiej odpowiedzialności i fiasku europejskiej polityki multi-kulti z posłem do Parlamentu Europejskiego Markiem Jurkiem rozmawia Marek Dłużniewski

 

Chcieliśmy Europy bez murów, tymczasem na granicach Unii Europejskiej buduje się mury i tworzy się zasieki. Czy to będzie już stały obraz na Starym Kontynencie?

Europa jest Europą bez granic. Ma to wygodne strony, jak system Schengen, ma i groźne, bo Europa nie ma granic kulturowych, przestała wiedzieć, czym jest i myśleć o przyszłości, wskutek czego takie kraje jak Niemcy, Francja czy Wielka Brytania mają dzisiaj wielomilionowe imigranckie i postimigranckie społeczności muzułmańskie, co przekłada się na bardzo poważne problemy. Imigracja zdestabilizowała bezpieczeństwo, opiekę społeczną, edukację publiczną i niesie groźną perspektywę polityczną, gdy islamscy imigranci zażądają określenia na nowo charakteru tych krajów, gdy przestanie im wystarczać doktryna wielokulturowości. Według szacunków socjologów, w drugiej połowie naszego wieku, czyli gdy dzisiejsi dwudziestolatkowie będą w moim wieku, we Francji liczba młodzieży muzułmańskiej może dorównywać liczbie młodzieży pochodzącej z rodzin o tradycji francuskiej. Nasz kraj nie może wchodzić na tę drogę. Władze Rzeczypospolitej muszą jasno powiedzieć, że Polska nie ma zdolności absorpcyjnej masowej imigracji ekonomicznej. Młodzi Niemcy czy Francuzi nie szukają pracy za granicą. Młodzi Polacy ciągle masowo wyjeżdżają z kraju. Jak w tej sytuacji możemy przyjmować imigrantów z zewnątrz?

Myśląc o uchodźcach, myślimy o ludziach, którzy uciekają przed wojną albo ich państwo uległo rozkładowi. Tymczasem wielu z tych imigrantów wdzierających się w granice Europy po prostu szuka lepszego życia.

Uchodźstwo i imigracja to dwa różne problemy. Uchodźcom każde państwo powinno udzielać pomocy humanitarnej. Ale dla Unii Europejskiej uchodźstwo to tylko pretekst do wymuszenia na Europie Środkowej przyjęcia zachodnioeuropejskiej polityki imigracyjnej i otwarcia naszych krajów na masową ekonomiczną imigrację muzułmańską. Polska musi to jednoznacznie odrzucić. Jednocześnie powinniśmy prowadzić własną politykę solidarności. Rząd, współpracując z chrześcijańskimi organizacjami charytatywnymi, takimi jak Caritas, powinien umożliwiać przesiedlenie do Polski chrześcijańskim rodzinom, które dziś są w obozach w Grecji czy we Włoszech i szukają miejsca stałego schronienia.

Jednak liczba imigrantów, jaką Polska miałaby przyjąć, nie jest bardzo duża. Początkowo mówiło się dwóch tysiącach. Czy oni – nawet jeśli wszyscy byliby muzułmanami – rzeczywiście stanowią dla nas aż takie zagrożenie?

Oczywiście, że w tej skali to nie jest problem. Ale ta pierwsza liczba to tylko pretekst. Już się mówi o siedmiu tysiącach, a prawdziwy horyzont jest dużo dalej. Ludziom więc należy pomagać, ale systemowi rozsyłania imigrantów po Europie należy kategorycznie powiedzieć „nie”. Nie chodzi o to, by kogokolwiek z pomocy wykluczać, ale by kontrolować społeczne rezultaty. Przecież są rodziny mieszane i wtedy rodzina w całości jedzie do danego kraju, nie można ich rozdzielać. A pomagać powinniśmy przede wszystkim chrześcijanom, bo oni są naprawdę prześladowani i tylko od nas mogą uzyskać pomoc. Bo gdzie mają jechać? Do Arabii Saudyjskiej? Natomiast imigrantom muzułmańskim powinny pomagać kraje muzułmańskie albo państwa głoszące zasady multikulturalizmu. Polska jest krajem chrześcijańskim i powinniśmy nim pozostać. A jako kraj chrześcijański przyjmujemy przecież uchodźców muzułmańskich, kiedy zobowiązuje nas do tego odpowiedzialność regionalna. Do Polski przyjechało bardzo wielu uchodźców z Czeczenii czy tatarskich uchodźców z Krymu. Ci ludzie traktują Polskę jako kraj rozumiejący ich opór wobec Rosji i to zobowiązuje. Ale to wcale nie oznacza, że powinniśmy przyjmować muzułmańskich imigrantów z północnej Afryki.

Tyle że to od chrześcijańskich krajów Europy Środkowej i Wschodniej UE oczekuje się, że będą bardziej przychylne muzułmańskim imigrantom niż kraje muzułmańskie. Dlaczego imigranci nie kierują się do bogatych krajów muzułmańskich?

Stamtąd są wydalani. W ubiegłym roku Arabia Saudyjska deportowała ich ponad milion. Po to mamy dyplomację, żeby przypomnieć najzamożniejszym krajom Zatoki Perskiej o ich regionalnej odpowiedzialności. My zaś powinniśmy kierować się przede wszystkim solidarnością. Chrześcijanie z Syrii nie pojadą do Kataru, który wspiera finansowo Kalifat ISIS. Oni mogą przyjechać do Polski. My, podobnie jak inne kraje Europy Środkowej, mamy jeszcze świadomość solidarności chrześcijańskiej. I póki jeszcze ją mamy, powinniśmy się nią kierować. A kraje, które chcą prowadzić politykę multikulturalną, niech zapraszają uchodźców muzułmańskich.

Dla tych ostatnich Polska na razie i tak byłaby tylko krajem tranzytowym w drodze na zachód.

Ale na dłuższą metę to może się zmienić. Przecież kraje Europy Zachodniej też dochodzą do progu zdolności przyjmowania zewnętrznej imigracji. I dlatego starają się ją wypchnąć do Europy Środkowej.

Nie ma Pan wrażenia, że tylko nieliczni politycy zdają sobie sprawę z tego zagrożenia? Myślę tu głównie o premierze Węgier Viktorze Orbanie, na którego znów spadają gromy. Tym razem za politykę imigracyjną.

Premiera Węgier od polityków Starej Unii różni nie świadomość, ale odpowiedzialność. Oni wiedzą co się dzieje, tylko nie chcą działać albo starają się zrzucić odpowiedzialność na innych, szczególnie na Europę Środkową. Natomiast Viktor Orban po pierwsze ma odwagę działać, a po drugie ma odwagę swoją politykę uzasadniać.

Sama Unia do podjęcia realnych, konkretnych i skutecznych działań raczej się nie kwapiła.

Działania zapowiadano, ale bez większych następstw. Szczyt państw Unii ustalił, że przeciwstawimy się poważnie przemysłowi przemytu ludzi. Bo to jest ogromny interes, w który m.in. zaangażowany jest Kalifat ISIS. Ludzi namawia się do nielegalnej imigracji, pobiera się od nich wielkie opłaty, a wszystko kończy się często tragicznie. To przemytnicy namawiają do nielegalnej imigracji i tworzą na nią popyt. Rada Europejska zapowiedziała niszczenie infrastruktury przemytniczej w portach. Ale do tej pory nic w tym kierunku nie zrobiono. Dyplomaci unijni odpowiadają, że bez mandatu Rady Bezpieczeństwa ONZ to nie jest możliwe, ale państwa Unii zasiadające w Radzie Bezpieczeństwa o mandat nie zabiegają. A dramat stale rośnie.

Czy Europa Zachodnia ponosi większą odpowiedzialność za problem masowej imigracji i sytuację, w jakiej znajduje się dziś północna Afryka czy Syria?

Poparcie Unii Europejskiej dla tzw. Wiosny Arabskiej doprowadziło do skutków katastrofalnych. Upadły rządy współpracujące z Zachodem, jak rząd prezydenta Mubaraka w Egipcie, czy takie jak przedrewolucyjne rządy w Tunezji. W to miejsce przyszedł albo chaos, albo rządy Bractwa Muzułmańskiego, albo wręcz wojna, tak jak w Libii czy w Syrii. W Egipcie udało się sytuację opanować. Tam marszałek as-Sisi przeciwstawił się ekstremizmowi muzułmańskiemu, w słynnym wykładzie kairskim wezwał do przemyślenia roli państw muzułmańskich w świecie i zahamował przemoc w stosunku do chrześcijan. Ale mimo tego wszystkiego Unia atakuje właśnie Egipt, grozi mu sankcjami, i to jest kompletny obłęd. Polska powinna prowadzić politykę odpowiedzialną, kierującą się kryteriami pokoju, bezpieczeństwa, solidarności. Najlepszym probierzem tych wartości jest sytuacja chrześcijan w krajach Bliskiego Wschodu. To oni są najsłabszą i najbardziej bezbronną mniejszością. A w sprawach imigracji musimy pamiętać o bezpieczeństwie Polski. Multikulturalizm, drogę Francji czy Niemiec – trzeba odrzucić otwarcie. Właśnie na tym polega suwerenność państwa i wolność narodu. I pamiętajmy – tylko kraj wolny od paraliżujących społecznie problemów jest w stanie pomóc innym.

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama