Savoir-vivre według ks. Markiewicza

Któż jak Bóg 2/2017

Jakie to jest uczucie, rozmawiać, przebywać długo lub chociaż okazjonalnie w towarzystwie świętego? Niektórzy mieli szczęście cieszyć się towarzystwem Jana Pawła II i doświadczyli głębokich przeżyć, czerpiąc z jego obecności. Myślę, że podobne uczucia towarzyszyły osobom będącym w otoczeniu ks. Bronisława Markiewicza. Takie zresztą są relacje świadków.

 

Czy można zasmakować tej atmosfery, opierając się na jego pismach? Myślę, że udaną próbą będzie sięgnięcie do Zapisków dotyczących życia wewnętrznego. Pisma te zawierają wiele wypowiedzi, po których łatwo wnioskować o jego sposobie myślenia, zachowania wobec innych, stylu prowadzenia rozmowy itp. Pisma te świadczą żywo o tym, jak bardzo ks. Bronisław Markiewicz był wobec siebie wymagający w codziennych towarzyskich relacjach. Zapiski zawierają mnóstwo wypowiedzi, które można by nazwać savoir-vivre'em Błogosławionego. W wielu z nich widać jego wysoką kulturę osobistą i dobre maniery w połączeniu ze specyficznie chrześcijańską postawą.

I. Wygląd zewnętrzny

W podręczniku do savoir-vivre'u E. Sawickiej znajdujemy taki cytat: „Sposób odziewania się i mieszkania to dwie rzeczy, do których nie należy ani przesadnie się przykładać, ani przesadnie się zaniedbywać”. Wydawać by się mogło, że ubiór czy tzw. zewnętrzny styl bycia jest ostatnią rzeczą, na którą ks. Markiewicz zwracałby uwagę. Tymczasem w Zapiskach odnajdujemy takie słowa: „Pokora i miłość bliźniego – są to dwie cnoty, w których najwięcej mi się ćwiczyć trzeba. Więcej uważać na zewnętrzność, aby nikogo nie odpychać od swojej osoby” (s. 235). To niezwykłe, że głębokie zaangażowanie w duchowe sprawy nie odrywało Błogosławionego od realizmu życia oraz od troski, jak jest postrzegany przez innych. Starał się, by nic z jego zewnętrznego sposobu bycia nie blokowało przed kontaktem z nim. Dbał nawet o to, aby nikogo nie obciążać w rozmowie swoimi bolączkami i przed nikim się nie uskarżać (s. 143). Przy tym wszystkim ks. Markiewicz zachowywał głęboką troskę o czystość serca i myśli w relacjach z ludźmi, a szczególnie w relacjach damsko-męskich: „Skromność w ułożeniu ciała i spojrzeniu. Oczy, o ile tylko być może, będę miał spuszczone” (s. 57).

II. Życie towarzyskie – myślenie i mówienie o sobie samym oraz innych

Zachowanie ks. Markiewicza w relacjach towarzyskich wynikało z o wiele głębszych pobudek niż tylko dbanie o „zewnętrzną stronę misy”. Dlatego w wielu miejscach znajdujemy słowa o właściwym myśleniu o samym sobie i unikaniu wywyższania się w oczach innych, np.: „Będę odrzucać myśl wyniosłą” (s. 71). Postanowił sobie, aby nawet przed kierownikiem duchowym nic pochlebnego o sobie nie mówić, chyba że ten zapyta, a po namyśle Błogosławiony stwierdzi, że jest tego potrzeba (s. 131).

W rozmowach towarzyskich ks. Bronisław z pewnością był człowiekiem małomównym. Polecenie skierowane do samego siebie, aby niewiele mówić, a więcej słuchać, znajdujemy w licznych notatkach (np. s. 56, 124). Jeśli natomiast konieczne było, aby zabrał głos, mówił po namyśle, z wielką roztropnością, w sposób najskromniejszy i możliwie jak najbardziej wstrzemięźliwy (s. 134, 146, 215). Tę samą prostą zasadę znajdujemy we wspomnianym podręczniku dobrych manier: „Uważnie wysłuchajmy osoby, z którą rozmawiamy. Nie przerywajmy i nie kończmy za nią zdania, nawet jeśli wiemy, co powie”. Zasada, choć jest prosta i niewyszukana, w rozmowach bywa łamana nagminnie.

Błogosławiony postanowił sobie również, aby nie mówić o sobie. Wiele w tym temacie można wywnioskować z następujących jego słów: „Jest nieroztropnością co najmniej ze strony mojej, mówić o sobie, choćby nawet nie było w tym upodobania, albowiem nie jestem człowiekiem doskonałym. Tylko doskonali to mogą. Na zapytanie odpowiem, a potem nic więcej o sobie. Mam przecież dosyć innych przedmiotów do rozmowy. A nawet do odpowiedzi dla mnie zaszczytnej wtrącę coś dla mnie upokarzającego” (s. 229).

Z pewnością ks. Bronisław postrzegał temat sposobu prowadzenia rozmów towarzyskich w swoim najbliższym środowisku za sprawę dużej wagi. Świadczą o tym następujące słowa, które zanotował w Zapiskach i z pewnością przekazywał innym: „Głównie strzec się siania kąkolu, to jest: narzekania, osądzania, szemrania. Narzekający siebie kwasi i otaczających. Kto słucha szemrań, bierze udział w winie. Mówić tedy będę o rzeczach dodatnich mojego otoczenia, o innych zaś tylko w razie koniecznej potrzeby. Kąkol ten jest przyczyną niezgody i waśni w Zgromadzeniu. Nieświadomość często i brak roztropności jest pierwszą przyczyną szemrania” (s. 239).

Ponieważ z obfitości serca mówią wargi człowieka, ks. Markiewicz uczył i wychowywał do właściwego myślenia o innych, kładąc nacisk na to, aby każdego człowieka uważać za lepszego od siebie (s. 117). Błogosławiony postanowił sobie również, aby nigdy nie mówić o innych źle lub z pogardą. O osobach, od których doznał przykrości, mówił tylko rzeczy korzystne i okazywał im wdzięczność i miłość. Te wysokie standardy zachowań wobec innych najlepiej odzwierciedlają następujące słowa: „Będę sprawiedliwy wobec najbliższego, nie podejrzewając i nie mówiąc niczego drugiemu, by nie oczerniać lub szemrać przeciwko niemu, nie tylko nie odsłonię żadnego grzechu, lecz także żadnej słabości drugiego, bowiem, kiedy odkrywam słabość innego, wtedy odkrywam własną moją słabość” (s. 119).

Zbieżnie z tym, co proponuje ks. Bronisław Markiewicz, podręcznik savoir-vivre'u wskazuje na sposób prowadzenia rozmowy jako wyznacznik tego, czy ktoś prezentuje wyższy poziom kultury osobistej czy wręcz przeciwnie (nie świadczy o tym dyplom szkoły wyższej czy zajmowane stanowisko): „I właśnie to – czy potrafimy swoje racje przedstawiać w sposób nieobrażający innych, nie tylko w rozmowie, ale też całej postawie życiowej, czy mamy w sobie dość samokontroli, by nie narzucać innym swoich przeświadczeń na temat tego jak należy żyć, a jednocześnie być na tyle elastycznym, by bez grymasu niesmaku wysłuchać cudzych poglądów – czyni z nas człowieka dobrze wychowanego”. Dlatego jako złotą zasadę można wziąć radę Błogosławionego: „Nie pochlebiać ani nie obrażać – wszystkich miłować szczerze” (s. 83).

III. Gościnność i czas dla innych

W ślad za sposobem mówienia Błogosławiony praktykował wysoką kulturę gościnności i otwartych drzwi, szczególnie dla ludzi ubogich. Przebywanie z nimi nazywał przebywaniem z aniołami (s. 89). Przy każdym przyjęciu tych osób starał się obdarzyć ich czymś, co sprawi radość, aby z jego domu odchodzili zadowoleni (s. 92). Należy również podkreślić, że Błogosławiony okazywał gościnność wszystkim, nie tylko ubogim i również wobec innych stosował zasadę, aby nie odmówić ostatniego grosza, przyjmując pod swój dach. Wówczas też nie praktykował rygorystycznych zasad spożywania przez siebie pokarmu, aby goście nie poczuli się niezręcznie (s. 95-96). Chociaż gościnność jest naszą dobrą i cenioną cechą narodową, szczególnie przez cudzoziemców odwiedzających nasz kraj, warto zauważyć, że nie ogranicza się ona do ścian naszego domu czy mieszkania. W takim kontekście zalecenie ks. Markiewicza uczy nas subtelnej wrażliwości na innych: „Gdy zbliży się człowiek obcego narodu, nieumiejący mowy rozmawiających, zmienić dla niego język i zastosować się w mowie do niego – z miłości. Oto miłość przestronna” (s. 240). Z pewnością dla ks. Markiewicza znającego wiele języków obcych (m.in. rosyjski, niemiecki, francuski i włoski) takie zachowanie było naturalnym odruchem w kontaktach z obcokrajowacami. Dla nas powyższa rada może oznaczać zachętę, aby być otwartym na osoby na przykład z odmiennym światopoglądem.

IV. Przy stole

W kontekście chrześcijańskich dobrych manier praktykowanych przez ks. Markiewicza warto wspomnieć o zachowaniu przy stole. W tym obszarze wymagającą wydaje się zasada Błogosławionego, aby spożywać pokarmy, tak jak przyjmuje się leki (s. 79). Kilkakrotnie zalecał sobie i innym, by jeść niewiele i powoli. W Zapiskach odnaleźć można dość szczegółowe wytyczne co do spożywania posiłku: „Wcześniej przyjmę pokarm dla mego ducha, który następnie ograniczy ciało. (…) Nie obciążaj się na uczcie. Pożywaj jako człowiek skromny tych rzeczy, które przed cię kładą, abyś wiele jedząc, nie był u kogoś w nienawiści. Pierwszy zaprzestań jedzenia dla dobrych obyczajów, a nie bądź żarłoczny, abyś nikogo tym nie obraził” (s. 91-92). Z pewnością zalecenia te są wymagające dla naszego podniebienia. Jednak ich praktykowanie chroniłoby nie tylko nasze maniery, ale przede wszystkim zdrowie.

 

Redakcja KjB "Któż jak Bóg" 2/2017 - videozapowiedź

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama