Offline dla świata, online dla Pana

Droga 5/2017

Pana Boga poznajemy w przyrodzie, drugim człowieku i codziennych wydarzeniach, ale przede wszystkim, gdy jesteśmy z Nim sam na sam.

 

Tryb online

Sytuacja nr 1:

Codziennie rano Hania z zaspanymi oczami sprawdza lajki na Fejsie. Potem schodzi na śniadanie. O, płatki owsiane z żurawiną – fajnie wyglądają. No to cyk – fotka leci na Instagrama. Druga fotka – pstryk w łazience – selfie do lustra. W autobusie zerka na Snapchata i odpisuje na komentarze do porannych fotek.

W szkole jak to w szkole – jakoś minęło. W domu Hanka robi kolejny przegląd społecznościówek. Uczy się z komórką pod ręką. A co jej szkodzi – pokaże wszystkim, że: #nienawidzematmy. „Hania, odpocznij chwilę od tych książek!” – woła mama. Ok, to poukładamy klocki. Pięć żyć załadowanych, level 112, pół godziny rozrywki. Dobra, czas wracać do książek. O, ktoś wrzucił rozwiązania: #juzkochammatme.

Wieczorem Hania jest zmęczona. Nie uczyła się intensywnie, nie grała w siatkówkę, nie wstała wcześnie rano. Jest zmęczona „byciem” z ludźmi, z którymi się nawet nie spotkała, ale ma ich non stop w smartfonie. Setki ludzi, którzy śledzą każdy jej krok. Jest zmęczona nieustannym czuwaniem. Kto zadzwoni, kto napisze, kto da lajka? Trzeba szybko odebrać, odpisać, skomentować.

Sytuacja nr 2:

Janek ma głowę nie od parady. To on pomaga Hani w matmie. Od rana do wieczora siedzi w książkach. Chwalił się, że rozwiązał zadanie z pierwszego roku studiów. Wszędzie chodzi z kalkulatorem. Jeszcze kółko chemiczne i fizyczne. A nocami ogląda gwiazdy. Na imprezach nie bywa. Do znajomych nie dzwoni, bo matura. Co z tego, że dopiero za dwa lata?

Sytuacja nr 3:

Tata Hani pracuje w banku. Jego ulubione słowa to: procent, audyt, sprawozdanie, rozliczenie i fuzja. Pracuje nawet w weekendy. Kościół? Czasem zdąży na niedzielną Mszę św. dla pracujących o 21.30.

Czy smartfony albo pasje to grzech? Czy praca na utrzymanie rodziny to zło? Nie, jeśli zachowujemy umiar.

Sztuka zachowywania umiaru

Umiar kojarzy nam się z rozsądnym kupowaniem (może wystarczą dwie bluzki zamiast pięciu?) i nieprzejadaniem się (kostka czekolady zamiast tabliczki). Ale słowo to jest o wiele bardziej pojemne. Umiar to także umiejętność zachowania równowagi: między życiem wirtualnym a życiem w realu, między byciem dla innych a byciem dla siebie, między pracą a odpoczynkiem. „Od zachowywania umiaru zależy to, czy będziemy w życiu szczęśliwi” – pisze Anselm Grün w doskonałej książce Sztuka zachowywania umiaru. „Kiedy przekraczamy miarę, tracimy wyczucie tego, co jest dla nas odpowiednie. Ulatuje z nas powietrze, tracimy energię, czujemy się niejako opróżnieni, wyczerpani” – wyjaśnia autor - niemiecki teolog, filozof, specjalista od zarządzania i mnich w jednej osobie. Pracoholizm, w którym nie ma miejsca dla rodziny i obsesyjna nauka, w której nie ma miejsca dla przyjaciół, są właśnie przekraczaniem miary. A smartfony? Przecież papież Franciszek kazał jednemu z biskupów nagrać jego wypowiedź i umieścić w internecie. Zgoda. Ale innym razem mówił, że ściąganie kolejnych aplikacji szczęścia nie daje i przestrzegał przed zasiadaniem do rodzinnych posiłków z telefonem w ręce. Bo to też jest przekraczanie miary.

Zachowywanie umiaru to myśl, którą rozwinął św. Benedykt w Regule dla swojego zakonu. Oprócz wskazań dotyczących życia duchowego, organizacji klasztoru czy stroju mnichów, bardzo szczegółowo ustalił ich plan dnia, przeznaczając czas na pracę, modlitwę, odpoczynek, posiłki. Wiele pisał o ciszy i przebywaniu w samotności. Dlaczego? Po co? Bo tylko wtedy można właściwie ocenić, czy zachowujemy umiar.

Włącz tryb offline

Tryb offline to bycie sam na sam ze swoimi myślami. Wtedy nie odbieramy maili i smsów, nie czytamy powiadomień, nie oglądamy kolejnych serwisów informacyjnych. Mamy za to czas, aby przemyśleć i uporządkować informacje, które do nas dotarły. Codziennie są ich setki, tysiące.

Offline to też chwila na odpoczynek, ładowanie baterii. To czas na wsłuchanie się w swoje pragnienia: O czym marzę? Co uczyni mnie szczęśliwym? Jaki mam pomysł na życie? Z jakimi ludźmi chcę je spędzić? Offline to wreszcie ten moment, kiedy jesteśmy online tylko dla Boga – otwarci na Jego głos. Wtedy zwracamy ku Niemu serce i chcemy nie tylko mówić, ale również słuchać.

Gdzie jest mój offline?

Bycie offline, odpoczynek, „detoks” od spraw świata – to wszystko kojarzy nam się z rekolekcjami: szkolnymi, wspólnotowymi, wakacyjnymi. To prawda, rekolekcje są czasem szczególnej łaski od Pana Boga. Ale kilkudniowy wyjazd raz w roku to za mało. „Kto żyje z umiarem – pisze znowu Anselm Grün – ma czas na odpoczynek”. Każdego dnia. Co może być moim codziennym offlinem? Wieczorna modlitwa, wstąpienie do kościoła na krótką adorację, rachunek sumienia, ale też np. spacer – to jedna z moich ulubionych form bycia w ciszy. Ważne, aby przeżyć ten czas w samotności. To nie musi być godzina albo półtorej, ale choć 10 minut. Byle regularnie.

Człowiek poznaje Pana Boga w przyrodzie, drugim człowieku, codziennych wydarzeniach, ale nade wszystko podczas spotkania z Nim sam na sam. To wtedy Pan Bóg pokazuje nam prawdę o nas samych.

Popatrz w lustro. Czy twoje oczy świecą blaskiem od Pana Boga? A może to tylko światło odbite od ekranu smartfona?

W świecie, który jest online, trudno być offline. Ale jest to możliwe!

 

Czy znasz te apki?

Offtime – powie ci, ile czasu spędzasz z komórką i z których aplikacji korzystasz najczęściej. Możesz wyłączyć rozpraszacze i ustawić, aby w godzinach, gdy spędzasz czas z rodziną, nie otrzymywać żadnych powiadomień.

Quality Time – aplikacja wylicza, ile czasu spędzasz ze smartfonem i wskazuje na najczęściej używane aplikacje.

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wybrane dla Ciebie

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama