Co internet robi z mózgiem?

Droga 12/2017

Wystarczy pięć godzin w sieci, a zaczynamy czytać szybciej i mniej uważnie. I tak nam zostaje nawet po wyłączeniu komputera.

 

Internet wkroczył w nasze życie i bezpowrotnie je przewartościował. Przekształcił sposób, w jaki myślimy, uczymy się i działamy. Kłopoty z koncentracją, coraz krótsze i uboższe wypowiedzi oraz problemy z przyswajaniem długich tekstów nie są dziełem przypadku.

Ślizgam się po powierzchni

Od wielu lat spędzam sporo czasu w internecie, szukając informacji albo surfując. Zbieranie materiałów, które kiedyś wymagało spędzenia wielu dni w bibliotece, trwa parę minut. Kilka kliknięć i dostaję komplet faktów albo dokładny cytat, którego potrzebuję.

Internet wykorzystujemy na wiele różnych sposobów. Mamy konta w serwisach i subskrybujemy newslettery. Blogujemy i tagujemy, korzystając z komórek i Twittera. Internet stał się niezbędny w nauce, w życiu towarzyskim, w szkole. W internecie uczymy się, robimy zakupy, „spotykamy” ze znajomymi. Czytamy i piszemy maile, przeglądamy nagłówki artykułów prasowych i postów na blogach. Zapoznajemy się z wiadomościami na Facebooku, oglądamy filmy, słuchamy muzyki albo po prostu przeskakujemy z linku na link.

Internet stał się uniwersalnym środkiem przekazu. Ale dostarczane dobrodziejstwa mają swoją cenę. Media nie są wyłącznie kanałami informacji. Owszem, karmią umysł, lecz jednocześnie kształtują proces myślenia. Nicholas Carr, autor książki Płytki umysł. Jak internet wpływa na nasz mózg pisze, że internet uszkadza zdolność koncentracji i kontemplacji. Online czy nie, umysł jest nastawiony na przyjmowanie wiadomości tak, jak dostarcza je internet, czyli w postaci szybko płynącego strumienia danych. „Kiedyś byłem nurkiem w morzu słów – pisze autor – teraz ślizgam się po powierzchni jak na skuterze wodnym”.

Zmiana struktury mózgu

W 2007 r. Gary Small, profesor psychiatrii z Uniwersytetu Kalifornijskiego, zaprosił do badania aktywności mózgu sześciu ochotników – trzech doświadczonych internautów i trzech nowicjuszy. Mieli czytać teksty i przeglądać strony internetowe. W tym czasie Small rezonansem magnetycznym skanował ich mózgi. Przy czytaniu zwykłego tekstu różnic nie było. Ale w przypadku stron internetowych mózgi doświadczonych internautów były znacznie bardziej aktywne niż mózgi początkujących. Wyniki przyjęto z entuzjazmem. Wydawało się, że dzięki Google'owi stajemy się bardziej inteligentni, ponieważ komórki mózgu utrzymywane są w ciągłej aktywności. Prawdziwym objawieniem było również tempo, w jakim internet przeprogramował ścieżki neuronalne. Gary Small podsumował swój eksperyment stwierdzeniem: „Eksplozja technologii cyfrowej nie tylko wpływa na zmianę naszego stylu życia i sposobu porozumiewania się, ale też wywołuje szybkie i głębokie zmiany w naszych mózgach”.

Wiele badań prowadzi do tych samych wniosków: kiedy łączymy się z siecią, wchodzimy w środowisko, które promuje pobieżną lekturę i brak koncentracji oraz powierzchowne przyswajanie wiedzy. Internet daje nam wprawdzie łatwy dostęp do ogromnej ilości informacji, ale jednocześnie sprawia, że nasze myślenie staje się bardziej powierzchowne i dosłownie zmienia strukturę mózgu. Im częściej korzystamy z internetu, tym usilniej musimy walczyć o to, by skupić uwagę na dłuższych tekstach. W internecie czytamy teoretycznie, a tak naprawdę wcale tego nie robimy. Muskamy wzrokiem, przewijamy. Mamy mało cierpliwości dla długich wywodów, pełnych niuansów. Czytamy szybciej i mniej uważnie, ponieważ sieć ma sposoby na odciągnięcie naszej uwagi od tekstu. Doszło do tego, że idea czytania książki czy gazety wydaje się niektórym staroświecka, jak ręczne szycie koszul albo robienie masła. Jesteśmy zanurzeni w cyfrowym świecie – atrakcyjnym, bo kształtowanym według własnych marzeń.

Internetowa uczta

Według badania przeprowadzonego w Stanach Zjednoczonych w 2009 roku większość Amerykanów spędza co najmniej osiem i pół godziny dziennie, patrząc w ekran telewizora, monitor komputera albo na wyświetlacz telefonu komórkowego.

Badania TSN OBOP z 2014 r. pokazują, że co trzeci polski nastolatek dzień bez dzwonienia i grania uważa za stracony. Nowe technologie nas uwiodły. Wymyślono nawet nazwę „pokolenie head down”: ze spuszczoną głową i oczami utkwionymi w ekranie smartfona. Z fantastyczną podzielnością uwagi między światem realnym a rzeczywistością wirtualną. Z cudownie łatwym dostępem do informacji, wiedzy i kultury całego świata. A także z nieustannym kontaktem z innymi.

Nikt nie mógł przewidzieć rozmiarów uczty, jaką stanie się dla nas internet: jedno danie za drugim, każde następne bardziej smakowite od poprzedniego. Odkąd rozbudowane sieci komputerowe udało się pomniejszyć do niewielkich rozmiarów, po smakołyki można sięgać w każdym momencie i w dowolnym miejscu. Internet jest naszym sługą – tak bardzo uniżonym, że nietaktem byłoby wspomnieć, że jest także naszym władcą.

Druk ma moc

Nicholas Carr pisze, że dotarliśmy do momentu przejścia między dwoma modelami myślenia. W zamian za nieprzebrane bogactwa, które daje nam internet, oddajemy to, co autor nazywa „starym procesem myślenia linearnego”. Spokojny, skoncentrowany umysł linearny zostaje odsunięty na bok przez nowy typ umysłu, który chce i musi przyjmować oraz oddawać informacje w porcjach krótkich i chaotycznych – im szybciej, tym lepiej. W miarę jak wzrasta wykorzystanie internetu, maleje czas poświęcany publikacjom drukowanym: gazetom i książkom. Tymczasem papierowa książka lub czasopismo służy skupianiu uwagi, sprzyja głębokiemu i twórczemu myśleniu. Poprzez czytanie zdobywamy wiedzę, a słowa autora tworzą intelektualne „wibracje” w naszych umysłach.

Wyniki badań poziomu czytelnictwa nie dają powodów do dumy: w 2015 roku ponad dwadzieścia milionów Polaków nie przeczytało ani jednej książki. A zalety czytania są ogromne. Słowo drukowane rozbudza wyobraźnię, pogłębia wiedzę, wzbogaca słownictwo, poprawia pamięć i koncentrację.

Korzystałam z książki: Nicholas Carr, Płytki umysł. Jak internet wpływa na nasz mózg, Wyd. Helion, 2013

Co na to Pan Bóg?

Czy Pan Bóg mieszka w sieci?

Czy twój kolega mieszka w szkole? Nie, choć go tam spotykasz. Z Bogiem i siecią jest podobnie. Mogę spotkać Boga w necie. Ale na pewno nie dam rady Go tam bliżej poznać. On tam nie mieszka. Czasem tylko się tam przechadza. Nic nie zastąpi spotkania twarzą w twarz. Poznać kogoś w pełni można dopiero w naturalnym środowisku życia. Uczniowie zapytali kiedyś Jezusa: „Nauczycielu, gdzie mieszkasz?”. Wtedy Jezus zabrał ich do domu, gdzie bliżej Go poznali. Bingo! W domu jestem sobą. W szkole, pracy, w sieci – niekoniecznie. Boga poznam w Jego domu, z dala od internetowego zgiełku. Gdzie jest dom Boga? Mówi o tym jeden z hymnów brewiarzowych: „Tyś jednak wybrał dom swój w naszych sercach”. Domem Boga, prócz świątyni, jest twoje wnętrze. A naturalnym środowiskiem spotkania – cisza i modlitwa. Jeśli uda ci się natknąć w sieci na informacje o Bogu – przetraw je w modlitewnym skupieniu. Wiedza o kimś to jeszcze nie miłość do kogoś. Pozwól Bogu, by w modlitwie i sakramentach zaprosił cię do swojego domu. A wtedy będziesz mógł zachęcać do Niego innych – także w internecie. (ks. Tomasz Podlewski )

 

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

TAGI| INTERNET, ZDROWIE

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama