Przypadki godnych postaw

Wiedzieli, do czego są zdolni ich koledzy – funkcjonariusze SB. Wiedzieli, że swoje decyzje mogli przypłacić życiem. Mimo to założyli Związek Zawodowy Funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej. Nie było ich wielu, jednak stali się poważną rysą na fundamencie reżimu. Niedziela, 13 grudnia 2009



Wiedzieli, do czego są zdolni ich koledzy – funkcjonariusze SB. Wiedzieli, że swoje decyzje mogli przypłacić życiem. Mimo to założyli Związek Zawodowy Funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej. Nie było ich wielu, jednak stali się poważną rysą na fundamencie reżimu.

Mirosław Basiewicz w 1980 r. służył w komisariacie w podwarszawskim Piastowie, kiedy współzakładał związki zawodowe. Dziś mówi, że wtedy jego motywacje nie były w żaden sposób ideologiczne. – Czułem, że coś jest nie tak – powiada. – Nie miałem wielkiego doświadczenia, by to uzasadnić. Chodziło mi przede wszystkim o oddzielenie milicji od SB.

Wiesław Tarnas był współzałożycielem związków zawodowych w Katowicach. Przyznaje, że dopiero powstanie Solidarności uzmysłowiło mu, że powinien być po stronie narodu. – Zauważyłem, że nie działaliśmy dla dobra narodu, ale dla dobra PZPR, która nie szła razem z ludźmi. Oburzało mnie, kiedy w 1980 r. społeczeństwo mówiło, że jesteśmy zbrojnym ramieniem partii. „Bijącym sercem partii”. Już nie chciałem nim być. I to była cała moja idea zakładania związków.

– Nie ukrywam, że bałem się, kiedy zakładaliśmy związki. Że mogą nam wyrządzić krzywdę. Kto? Może nasi koledzy z SB? Może, kiedy wejdą Sowieci… Ale potrzeba zmian była silniejsza – wspomina Adam Przybysz, wówczas komendant niewielkiego posterunku w Kołbieli, w dawnym województwie siedleckim.

– Kiedy agitowaliśmy kolegów do zakładania związków, to zawsze podkreślaliśmy, że nie będziemy mieć do nich pretensji, jeśli zrezygnują – wspomina Edmund Mielcarek ze śląskiego Mikołowa. – Kto wytrzyma, ten wytrzyma – mówiliśmy. Braliśmy pod uwagę i to, że wylądujemy „na białych niedźwiedziach”. Oczywiście, że się bałem. Myślę, że strach odczuwa każdy. Tylko kwestia tego, czy umie go uspokoić, czy nie. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że może się to dla nas skończyć „zejściem śmiertelnym”. Znaliśmy metody naszych „braci” z SB.

– Chcieliśmy dążyć do tego, żeby reformować milicję. Dążyć do reform ustrojowych – podkreśla Wiktor Mikusiński, dziś przewodniczący Stowarzyszenia byłych Funkcjonariuszy MO „Godność”. – Chcieliśmy odwołać się do przedwojennej etyki zawodu. Między innymi nie pozwalać na to, by milicja była wykorzystywana do celów politycznych.

Impuls Solidarności

Zachętą do organizowania związków zawodowych w milicji było powstanie Solidarności. Jednak w kierownictwie Solidarności podejrzewano, że jest to prowokacja, która mogła stać się pretekstem do wprowadzenia stanu wyjątkowego bądź nawet interwencji „sojuszniczych państw” Układu Warszawskiego. Traktowano więc związki milicjantów z olbrzymią rezerwą. Tym bardziej że inicjatywa związków powstawała na zebraniach PZPR. – Ale było to wówczas jedyne miejsce, gdzie funkcjonariusze mogli się spotkać w takiej masie – wyjaśnia Wiktor Mikusiński, który był pierwszym przewodniczącym Komitetu Założycielskiego Funkcjonariuszy MO.

W 1981 r., kiedy to zaczęły powstawać związki, pracował w wydziale zabójstw Komendy Stołecznej MO. Był kierownikiem sekcji kryminalnej i oficerem z tzw. nowego naboru, który stanowił wówczas w milicji ledwie kilka procent. Po cywilnych studiach prawniczych na Uniwersytecie Warszawskim szedł do milicji z zamiarem łapania przestępców, a nie działaczy politycznych walczących o niepodległą Polskę. Po siedmiu latach służby w milicji już wiedział, jak nepotyczne i przeżarte korupcją jest to środowisko.



«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama