Jedna sieć, wolna i otwarta dla wszystkich

Anonimowość w internecie to fikcja, a rzeczywistość jest nie do końca zgodna z ideałami przyświecającymi początkom tworzenia internetu. Warto pamiętać, że praktycznie każdy nasz krok w cyberprzestrzeni jest możliwy do wyśledzenia i odtworzenia. Niedziela, 20 grudnia 2009



W Parlamencie Europejskim w Brukseli odbyło się seminarium zorganizowane przez zespół STOA (ang. Scientific and Technological Options Assessment Unit – naukowa weryfikacja rozwiązań technologicznych). Na zaproszenie austriackiego europosła Paula Rübiga, przewodniczącego STOA, przybył na nie Brytyjczyk – sir Timothy Berners-Lee, współtwórca i prekursor usługi WWW.

Początki wynalazku Bernersa-Lee sięgają 1989 r., kiedy to wspólnie z belgijskim programistą Robertem Cailliau opracowali pierwszy serwer oraz przeglądarkę nazwaną WorldWideWeb (1990), udostępnioną powszechnie w internecie w 1991 r. Obecnie Berners-Lee kieruje fundacją World Wide Web Consortium, w skrócie W3C, zajmującą się ustanawianiem standardów dotyczących pisania i przesyłania stron WWW. Jest również zaangażowany w projekty na rzecz dostępu do internetu w krajach Trzeciego Świata.

Berners-Lee podkreślił, że pragnął stworzyć narzędzie służące ludzkości, dostępne dla wszystkich, przyjazne niepełnosprawnym, neutralne, zdecentralizowane i koncentrujące się na 3 aspektach: kulturowym, naukowym oraz na demokracji. W zamierzeniu miało ono umożliwić nieograniczonej liczbie osób współpracę nad projektami z tych dziedzin, nawet jeśli osoby te znajdowałyby się na różnych kontynentach. Jego zdaniem, potencjał sieci w tym aspekcie nie jest jeszcze wykorzystany.

Zwrócił też uwagę na jeden z największych problemów – zagadnienie prywatności w sieci. Jako przykład podał przysłowiowego Wielkiego Brata, którego w obecnych czasach uosabiają firmy takie jak np. Google i inne zajmujące się niejawnym profilowaniem użytkowników internetu i zbieraniem informacji na temat ich zwyczajów surfowania. Informacje te obejmują nie tylko słowa, które „wpisujemy” do wyszukiwarki, ale także strony odwiedzane w „anonimowym” internecie.

Wyobraźmy sobie sytuację, kiedy nasz przyjaciel jest chory na raka i chcąc mu pomóc, szukamy informacji na ten temat. Nie wiemy jednak, że wyszukiwarka przekazuje te informacje firmie, w której mamy ubezpieczenie na życie. Za kilka tygodni otrzymujemy pismo z informacją o podniesieniu składek i ostrzeżeniem o zatajeniu ważnych informacji przed ubezpieczycielem.

Albo inna sytuacja: szukając informacji na temat nadchloranu potasu, możemy trafić na rządową listę potencjalnych terrorystów. To świadczy, że anonimowość w internecie to fikcja, a rzeczywistość jest nie do końca zgodna z ideałami przyświecającymi początkom tworzenia internetu. Warto pamiętać, że praktycznie każdy nasz krok w cyberprzestrzeni jest możliwy do wyśledzenia i odtworzenia. Zdaniem Bernersa-Lee, takie działania są niedopuszczalne i niezgodne z duchem sieci wolnej od wpływów i kontroli.

Odpowiadając na pytania publiczności i posłów, Berners-Lee wypowiedział się m.in. na temat praw autorskich i cenzury internetu w niektórych krajach.




«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...