Czy trąd jeszcze istnieje?

Takie pytanie zadał pewien ksiądz w dniu kanonizacji św. Damiana w Rzymie. Byłam tam wraz z dr Heleną Pyz, od dwudziestu lat posługującą trędowatym w Indiach. Niedziela, 31 stycznia 2010



Św.Damian nie szukał trędowatych. Pragnął być misjonarzem. Poszedł dobrowolnie tam, gdzie wzywał go Pan, i swoją misję wypełniał z niebywałą gorliwością. Świat usłyszał o losie trędowatych, wykluczanych ze społeczeństwa, oddzielanych od rodzin i przeznaczonych na powolne umieranie. Wśród trędowatych żył 16 lat, z czego 6 lat zarażony trądem. Urodzony 10 lat później bł. o. Jan Beyzym był zafascynowany historią ofiarnego Flamanda. Usilnie prosił swoich przełożonych, aby pozwolili mu pojechać do tych najuboższych. Na Madagaskar dotarł w wieku 49 lat – miał tyle lat, ile o. Damian, gdy umierał. Założył szpital, zbudował kościół, żył i mieszkał z trędowatymi 13 lat.

Ks. Adam Wiśniewski urodził się w rok po śmierci o. Jana Beyzyma. W wieku 13 lat przeczytał książkę o o. Damianie i zapragnął służyć trędowatym jako kapłan. Nie poprzestał na tym i po uzyskaniu święceń kapłańskich w Stowarzyszeniu Apostolstwa Katolickiego, mimo szalejącej wojny, podjął w konspiracji studia medyczne. Uzyskał dyplom lekarza i dążył wszelkimi sposobami do tego, aby pojechać do trędowatych. W końcu dotarł do Indii, gdzie żyje ok. 70 proc. wszystkich ludzi dotkniętych trądem.

Jeździł po kraju, poznawał miejsca, gdzie trąd leczono i rekonstruowano zniekształcenia, które już poczynił. W 1969 r. założył ośrodek, nadając mu znamienną nazwę „Jeevodaya” (czyt. Dżiwodaja) – ŚWIT ŻYCIA. Wiedział, że ośrodek ten ma być czymś innym niż wszystko, co dotąd spotkał. W jednym z listów do Polski pisał: „Jeevodaya jest domem dzieci trędowatych, a nie domem, do którego się przyjmuje dzieci trędowate”. Wraz z Barbarą Birczyńską kupił ziemię pod budowę placówki na terenie, gdzie do dziś jest największe zagęszczenie chorych na trąd.

Najpierw zamieszkali w 3 wojskowych namiotach – ksiądz z chłopcami, p. Barbara z dziewczynkami, w trzecim namiocie była kaplica. Idea stworzenia wspólnoty z trędowatymi wyróżniała ich na tle swojego czasu, przypominając bardziej postawy o. Damiana czy o. Beyzyma. „Dziecko trędowate poza tymi prawami, jakie ma dorosły trędowaty, ma jeszcze dodatkowe prawo do radosnego dzieciństwa – tłumaczył ks. Wiśniewski przedstawicielowi Episkopatu Polski. – My nie chcemy zarazić się trądem, zachowujemy ostrożność, ale tylko tę, która nie stanie się barierą między dzieckiem trędowatym a nami. Na wzór Chrystusa stawiamy na pierwszym miejscu ludzkie prawa dziecka trędowatego” (list do bp. K. Kowalskiego, 8 maja 1969 r.).

Założyciel pragnął, aby ośrodek był wotum Polaków za 1000-lecie chrześcijaństwa na naszej ziemi. O pomoc w jego zbudowaniu zwrócił się do Polonii i nie zawiódł się. Dzięki hojności ofiarnych rodaków zbudował budynki mieszkalne, przychodnie, szkołę, wreszcie kościół. W szczerym polu stanęło prawdziwe miasteczko: „Jeevodaya Nagar”. Ks. Adam w dzień leczył, pocieszał, pouczał, w nocy pisał listy do ofiarodawców, modlił się. Nie był przez wszystkich zrozumiany, nie wszystko też w swojej nowej ojczyźnie rozumiał. Dlaczego np. młodzi pallotyni nie chcieli w podziękowaniu za wykonaną pracę zjeść posiłku, którym ich poczęstował – miski ryżu z cukrem? Podobno skarżył się, że pogardzili tym skromnym posiłkiem, a oni wyszli głodni, mimo że chętnie zjedliby ten sam ryż, ale z solą.



«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama