Polak nie czyta...

Potrzebę czytania trzeba rozbudzić jak każde inne zainteresowanie. Gdy widzę młode małżeństwo z dzieckiem, któremu pozwala się otwierać książeczkę, dotykać ją, przewracać kartki, to wstępuje we mnie nadzieja, że nie jest z nami źle. Niedziela, 14 lutego 2010



Statystyczny Polak czyta z obowiązku lub dla rozrywki. U połowy rodaków potrzeba czytania w ogóle nie występuje. Książką zainteresowana jest jedynie – lub aż – pozostała część. I to ona sprawia, że w księgarniach zrobiło się ostatnio tłoczno, a wydawnictwa nieśmiało notują wzrost obrotów. Mizerny to wynik, ale jednak napawa otuchą. Powszechnie powtarzanym argumentem za nieczytaniem są ceny książek. Większość Polaków, którym słowo drukowane nie szkodzi, tłumaczy, że nie stać ich na zakup książek poza tymi, które muszą kupić dla uczącego się potomstwa.

Z argumentem finansowym nie dyskutujemy, pozostaje jednak pytanie: dlaczego Polak, złakniony kontaktu z literaturą, poezją etc., nie korzysta z bezpłatnych bibliotek publicznych – miejskich, powiatowych, gminnych? A uczęszcza do nich mniej niż 10 proc. populacji umiejącej czytać. Podczas gdy np. w krajach skandynawskich przyjmuje się za oczywiste, że poziom wykształcenia społeczeństwa, rozwój edukacji, aktywność kulturalna, umiejętność poruszania się w świecie informacji – zawdzięcza się dobrze funkcjonującym bibliotekom publicznym. Warto w nie inwestować, bo profity pojawią się szybciej, niż sądzimy.

W czym więc problem? Ministerstwo Kultury przyjrzało się ostatnio siedzibom polskich bibliotek i obraz jest dość dramatyczny – połowa bibliotek w kraju nadaje się do kapitalnego remontu, 15 proc. wiejskich placówek nie ma nawet toalety, księgozbiór jest stary, kupuje się mało nowości, bo w budżecie miast czy gmin biblioteki są na końcu i tak mizernych wydatków na kulturę.

– Potrzebę czytania trzeba rozbudzić jak każde inne zainteresowanie. Gdy widzę młode małżeństwo z dzieckiem, któremu pozwala się otwierać książeczkę, dotykać ją, przewracać kartki, to wstępuje we mnie nadzieja, że nie jest z nami źle. A takich młodych rodzin widuję dość sporo – opowiada bibliotekarka miejskiej biblioteki.

Niewątpliwie warte propagowania są akcje typu: „Cała Polska czyta dzieciom” czy supermodny bookcrossing – czyli zostawianie książek w miejscach publicznych, by przeczytał je ktoś inny; sprawdza się sieć tanich księgarni, wyprzedaże w bibliotekach, festiwale książek, konkursy literackie i recytatorskie, kursy sztuki pisania np. scenariuszy filmowych czy rodzinne weekendy kulturalne. Jednak wydaje się, że to już nie wystarczy. Potrzebne są nowoczesne biblioteki publiczne – a to przede wszystkim wymaga docenienia ich roli społecznej i finansów.

– Książka nie wygra z Internetem i TV? Nie przesądzajmy sprawy. Już wieszczono koniec teatru, a on ma się zupełnie dobrze. Podobnie, moim zdaniem, jest z książkami. Pod jednym warunkiem: przegramy, jeśli biblioteki nadal będą tylko magazynami z mniej lub bardziej zakurzonymi książkami. Dzisiaj trzeba od nowa przekonać ludzi, że biblioteka jest fajnym miejscem, kultowym… – wyjaśnia Marzena Kubała z gminnej biblioteki w Udałowie na Warmii.

Jaka biblioteka ma szansę stać się „miejscem kultowym”? Na przykład taka, w której w ciszy i w wygodnym fotelu, nim zdecydujesz, którą książkę zabrać do domu, zajrzysz do kilku. Przy okazji jest szansa na kubek kawy, można też zajrzeć do księgarenki oferującej woluminy wycofywane ze zbiorów. Takim miejscem może stać się biblioteka z księgozbiorem muzycznym, z książkami audio, z płytami edukacyjnymi, z rozwojowymi grami komputerowymi. Biblioteka ze stanowiskami internetowymi, ze skanerem, przegrywarką, punktem ksero. Biblioteka, w której głośno czyta się dzieciom bajki, organizuje spotkania z autorami, tworzy kluby dyskusyjne dla miłośników np. literatury s.f.



«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama