O czasie przeszłym

Myślę, że domaganie się, aby politycy zabrali ręce od historii jest nierozsądne. Jaka jest różnica między polityką a historią? Historyk, analizując przeszłość, dostrzega wiele możliwości, jakie w danym kontekście się pojawiały. Polityk zaś, dostrzegając możliwości, kształtuje rzeczywistość. Przegląd Powszechny 1/2007




Na początek pytanie banalne: Po co nam historia?

To nie jest banalne pytanie i to nie jest proste pytanie. Każdy z nas żyje w czymś, co nazywam historycznością. Żyje w tym sensie, że część historii istnieje w teraźniejszości i dzięki temu jesteśmy w stanie określić swą tożsamość, na swój sposób jesteśmy dzięki historii. Oczywiście, powstaje pytanie: Jakiej historii? W odbiorze społecznym, a nawet w licznych pracach naukowych funkcjonuje jej bardzo uproszczone pojęcie, ograniczone do historii politycznej, władców, wojen. Tymczasem dzieje nie zawężają się przecież do przeszłości politycznej. Historia – jeśli ma spełniać funkcję odkreślania naszej tożsamości – musi być w równej mierze historią kultury, gospodarki, społeczeństwa, musi być antropologią historyczną.

Historycy muszą zatem badać całokształt działalności człowieka…

Można to nazwać inaczej. Należy widzieć człowieka w jego związku z przeszłością. W tym sensie historia byłaby ludzkim doświadczaniem przeszłości. A to doświadczanie powoduje, że aspekty życia politycznego, gospodarczego, społecznego, kulturowego na swój sposób zlewają się. Nie można postrzegać dziejów wyłącznie jako historii wojen, bowiem w indywidualnym odbiorze historia wojen widziana jest z perspektywy np. nieżyjących rodziców, z perspektywy własnych dziejów, dziejów szerszej rodziny, często chwalebnych lub mniej chwalebnych doświadczeń. To jest nasz związek z przeszłością.

Podsumowując, nasz związek z przeszłością jest immanentnie zawarty w – jakby to powiedział Paul Ricoeur – naszej „sobości”. Jestem sobą m.in. przez związek z przeszłością, otwieram się na przyszłość przez ów związek, jestem chrześcijaninem również przez związek z przeszłością.

Nie ma więc człowieczeństwa bez korzeni, bez zakorzenienia w dziejach?

Zakorzenienie można byłoby definiować jako przywiązanie do pewnych wartości z przeszłości, która jest we mnie. Coś z mojego związku z przeszłością uznaję, przypisuję temu szczególną wagę; to wartość, która jest mi bliska, która w pewnym sensie mnie definiuje. Bo choć się starzeję, choć się zmieniam, ta wartość ciągle we mnie tkwi. Może nią być naród, rodzina, instytucja, fragment mojej przeszłości – ten, który odbieram jako otwierający mnie ku przyszłości.
«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...