Historia narodowa w ponadnarodowej perspektywie

Wbrew pozorom wcale nie jest oczywiste, czym jest historia narodowa. Najczęściej uciera się pewien jej kanon. Jego stworzenie bywa czasem świadomie wspomagane. Niekiedy taki kanon ewoluuje. Przegląd Powszechny, 9/2009



Myślenie o historii oraz jej nauczanie od dawna były związane z procesami narodowymi. W Polsce powojennej, w formie umiarkowanej stale, a w formie gwałtownej od czasu do czasu, rozgrywały się walki o historię – ujmowaną oczywiście w kontekście narodowym. W odniesieniu do dziejów zupełnie niedawnych taka walka trwa do dziś. Wystarczy wspomnieć obchody ostatniej rocznicy 4 czerwca. One też zwracały uwagę nas wszystkich ku historii narodowej.

Historią powszechną zawsze zajmowano się – ale w dużym stopniu niezależnie od dziejów własnego kraju. Jako powszechną traktowano zresztą po prostu historię innych krajów, a nie dzieje naprawdę powszechne. Obecnie natomiast wyraźnie następuje zwrot ku historii „transnarodowej” („ponadnarodowej”). Tendencja ta wywołana jest po pierwsze ewolucją cywilizacji. Skoro dzieje rozgrywają się w skali globalnej, trudno je analizować w skali partykularnej. Co też ważne, dzisiejsze zacieśnianie się więzi świata zwróciło uwagę na jego powiązania w czasach dawniejszych.

W Polsce zwrot ku historii „transnarodowej” następuje powoli. Nie jest to dramat (zdarzają się większe!). Nie musimy podążać za światem w każdym zakresie. Konserwatyzm czasem wręcz popłaca. Chciałbym wszakże zwrócić uwagę na słabości, które mogą wynikać z tonięcia po uszy w historii narodowej. W moim przekonaniu skupienie się na tym, co własne, następuje ze szkodą dla rozumienia wszelkiej historii, także narodowej. Po prostu nadmiernie ją upraszcza.

Czym jest właściwie historia narodowa?

Wbrew pozorom wcale nie jest oczywiste, czym jest historia narodowa. Najczęściej uciera się pewien jej kanon. Jego stworzenie bywa czasem świadomie wspomagane. Niekiedy taki kanon ewoluuje. W Peru najpierw nie obejmował Indian, ale już z ich zabytkami bywało różnie. Dziś coraz więcej Peruwiańczyków aspiruje do dziedzictwa indiańskiego. Może w Afryce Południowej białe dzieci też będą kiedyś chodzić ulicą Mandeli i mówić My, biali Murzyni? A może tamtejsze dzieci, po latach już w większości mulaci, będą spotykać się na rogu ulic Mandeli i F. D. Malana? Może okaże się, że wszyscy, z oficerami policji na czele, zawsze walczyli z apartheidem, a do służby poszli jedynie w roli Wallenrodów? W kategoriach ludzkich można zresztą ludziom tego życzyć. Lepsze to niż walka polityczna na teczki.

Niezależnie od tego, jaki kanon historii narodowej obowiązuje w danym momencie, jest on najczęściej bardzo dyskusyjny. Polacy są dumni z Rzeczpospolitej Obojga Narodów, ale przecież polskich dzieci nie uczy się historii Litwy i Litwinów. Uczymy jedynie historii Polaków, którzy w jakimś momencie przygarnęli Litwinów.

Nie uczymy historii mniejszości narodowych, choć składały się one na ogromną część obywateli RP w okresie międzywojennym. Co najwyżej mówimy o problemach, jakie rodziły się we współżyciu Polaków z grupami mniejszościowymi. Najczęściej mówi się o narodowym państwie polskim – czyli takim, w którym inni byli „gośćmi” (czasem lepiej, a czasem gorzej widzianymi). Tymczasem tych „gości” było ok. 30%, niektórzy z nich mieszkali zawsze na tym samym miejscu, a niektórzy przybyli przed wiekami.

Zagadnienie, czym jest właściwie historia narodowa, można skomplikować także od innej strony. Czym jest narodowa historia Niemiec, skoro ten kraj zjednoczył się bardzo późno? Jakie dawniejsze formacje państwowe obejmuje historia Niemiec? Czym jest narodowa historia Anglii lub Rosji? Trudność takich zagadnień dobrze widać przy pisaniu krótkiego hasła do encyklopedii, gdzie trzeba wyraźnie decydować – w lewo lub w prawo – o jego zawartości.



«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama