Usłyszałem głos powołania

Moment powołania jest wielką tajemnicą. Zachwyt nad służbą Chrystusowi i Kościołowi pojawia się szczególnie wtedy, gdy spotyka się szczęśliwego kapłana. Wielu, niekiedy zdziwionych, pyta: „Skąd on to ma? Różaniec, 7-8/2009



Moment powołania jest wielką tajemnicą. Zachwyt nad służbą Chrystusowi i Kościołowi pojawia się szczególnie wtedy, gdy spotyka się szczęśliwego kapłana. Wielu, niekiedy zdziwionych, pyta: „Skąd on to ma? (…) Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona?” (por. Mk 6, 2-3). Jednak w tle tych pytań wybrzmiewa… pozytywna zazdrość: „Ja też tak chcę!”. Swoich wybranych Bóg obdarza różnymi łaskami, np. niezwykłymi pasjami. Prezentowane poniżej sylwetki kapłanów są dowodem na to, że pasje te nie są żadną przeszkodą w pełnieniu obowiązków duszpasterskich, wręcz przeciwnie. Dzięki swoim zainteresowaniom, takim jak: fotografia, motocykle, żeglarstwo, przyciągają innych do Chrystusa, zwłaszcza młodych (red.).

ks. Krzych „Maślak”

Kapłan na motorze


Proszę sobie wyobrazić chłopaka, który po latach służby ministranckiej popadł niejako w rutynę. Do kościoła chodził nadal, ale głównie dlatego, że przeżycie niedzieli bez Mszy świętej było w rodzinie nie do wyobrażenia. Przez cały czas, gdy był w liceum, Pan Bóg „milczał”. Aż do dnia, gdy chłopak ten, wraz ze swoją sympatią, wybrał się na spotkanie do młodzieżowego duszpasterstwa. Drzwi do kościoła zastali jednak zamknięte. Kiedy zapukali do mieszkania proboszcza, usłyszeli coś jakby: „Aha?” lub „Czego?”. Starszy już duszpasterz chwilę zastanawiał się, czy warto otwierać świątynię dla dwóch osób, w końcu – zaprosił ich do swojego mieszkania.

Tam, na nocnym stoliku, odprawił dla nich Mszę świętą. Użył kielicha, który miał jeszcze od swojej pierwszej Mszy świętej. Podczas homilii zdania z Ewangelii łączył ze swoimi, nie zawsze pochlebnymi, opiniami o młodych. Całość była jednak tak osobista, tak wiele mówiła o jego własnej wierze, że… chłopak poczuł wreszcie, czym jest Eucharystia. Docierało do niego wyraźnie, że ksiądz włącza ich dwoje w swoją modlitwę, a całą trójkę łączy z niebem i Kościołem. To wtedy nabrał przekonania, że nic bardziej wartościowego nie może ludziom dać. Został kapłanem.

Pewnego lata, gdy zastępował w czasie wakacji proboszcza pewnej amerykańskiej parafii, który zostawił mu w garażu trzystukilowego Harleya-Davidsona, rozpoczęła się jego motocyklowa przygoda.
Ksiądz, który dotąd nie miał nawet motorynki, a na sąsiada z dzieciństwa, zajmującego się rekonstrukcją różnych wydobytych ze złomu SHL-ek i Junaków, aby potem śmigać na nich wzdłuż ulicy (naturalnie bez kasku, tłumika i tablicy rejestracyjnej), patrzył jak na przybysza z innej planety, teraz – mając na karku prawie trzydziestkę – zaraził się na dobre. Po powrocie do Włoch, gdzie studiował, kupił „na dojazdy na uczelnię”, „dla oszczędności” – jak się sam przed sobą tłumaczył – pierwszą małą 125-kę. Potem przyszły pierwsze motocyklowe przyjaźnie i klub MC Ariano Polesine.

Minęło kilkanaście lat i parę jednośladowych pielgrzymek do europejskich sanktuariów. Było kilka motocykli i… mnóstwo wspaniałych, spotkanych po drodze ludzi, którzy na trwałe zapisali się w mojej pamięci. Nie spotkałem ich przypadkiem (bo domyślacie się zapewne, że owym chłopakiem, a potem księdzem, jest piszący te słowa), ale jako dar Opatrzności. To przez nich Bóg zdradził mi moją drogę, uatrakcyjnił ją pasją i nadal czyni wspaniałą przez przyjaźnie.




«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...