Bóg Edyty Stein

Niełatwo jest wkraczać na teren doświadczania Boga przez drugą osobę. Jedynie z wielkim uszanowaniem dla tajemnicy można dojść do odczucia i dostrzeżenia czegoś z tej rzeczywistości, która stanowi część najbardziej wewnętrznego misterium osoby. Głos Karmelu, styczeń 2008



Niełatwo jest wkraczać na teren doświadczania Boga przez drugą osobę. Jedynie z wielkim uszanowaniem dla tajemnicy można dojść do odczucia i dostrzeżenia czegoś z tej rzeczywistości, która stanowi część najbardziej wewnętrznego misterium osoby. Próba dokonania tego w stosunku do Edyty Stein z różnych względów staje się jeszcze trudniejsza.

Mimo wszystko, z odwagą i pragnieniem, by pomogła nam w naszym własnym doświadczeniu, spróbujemy ukazać te aspekty, które złożyły się na jej postawę wobec Boga.



Doświadczenie negatywne


Mamy w tym wypadku na myśli doświadczenie, przez jakie przeszła Edyta Stein w okresie dojrzewania, odrzucając praktykowanie swojej religii i wiary w Boga. Stąd, żeby zrozumieć jej wybór, musielibyśmy wczuć się w kontekst jej życia, przede wszystkim w kontekst wewnętrzny. Razem z postanowieniem opuszczenia szkoły w okresie dojrzewania pojawia się głęboki kryzys egzystencjalny umysłu i dlatego postanawia zerwać z tym wszystkim, co „nie daje odpowiedzi”. To samo wydaje się dotyczyć również religii. Bóg jej dzieciństwa nie odpowiada na oczekiwania, jakie żywi Edyta. Ona musi znaleźć odpowiedzi na wszystkie pytania, jakie zaczynają się pojawiać: sens istnienia jej samej oraz istnienia bytu ludzkiego w ogóle, jej miejsca w świecie, sytuacji kobiety… „Istniejemy na świecie, żeby służyć ludzkości” – to właśnie staje się motorem, który od tego momentu popycha ją naprzód na jej drodze, jednakże bez liczenia się z Bogiem.



Doświadczenie pozytywne: „Bóg jest prawdą”


Jednakże poszukiwanie we właściwym znaczeniu zaczyna się z chwilą wstąpienia na uniwersytet w 1911 roku i staje się coraz bardziej świadome i naglące w jej życiu, poczynając od 1913 roku, kiedy to zmienia uczelnię i wchodzi w orbitę Kręgu Fenomenologicznego. Wspinanie się ku prawdzie wkracza na trudną drogę w jej pozytywnym doświadczaniu Boga, co o wiele wcześniej zażąda od niej postawy otwarcia się na wszystkich poziomach: intelektualnym, psychologicznym, uczuciowym, humanitarno-solidarnościowym i duchowym.

Wszystkie te elementy, wśród których wzrasta i dojrzewa młoda filozofka, stopniowo zapowiadają ziemię, z której wyrośnie i dojrzeje „spotkanie” z Bogiem. Jej zdolność otwarcia się bez uprzedzeń na kogoś innego, jej styl obserwatorki oraz zdolność empatii zamieniają „okazjonalne” i „opatrznościowe” wydarzenia na ukierunkowanie jej poszukiwania prawdy: katedra we Frankfurcie, gdzie uderza ją postawa pewnej kobiety, która wchodzi, by spędzić chwilę na modlitwie; kościół w Heidelbergu, w którym uderza ją widok muru, żeby można było podzielić kościół na część katolicką i protestancką, a także postawa Anny Reinach w obliczu śmierci męża – postawa pełna nadziei, oparta na wierze chrześcijańskiej, która daje jej pewność, że śmierć nie jest punktem ostatecznym.

Wszystkie trzy „wydarzenia” malują Edycie Oblicze Boga zupełnie różne od tego, które odrzuciła w młodości. W jednym z listów do Romana Ingardena napisała: „Nie wiem, czy z moich wcześniejszych wypowiedzi mógł pan wywnioskować, że pomału doszłam do chrześcijaństwa, pojmowanego ze wszech miar pozytywnie. Oswobodziło mnie to od życia, pod którym się ugięłam, a zarazem dało mi siłę, by życie przyjąć na nowo i z wdzięcznością. Mogę mówić o „odrodzeniu się” w najgłębszym znaczeniu tego słowa. Jednak to nowe życie tak ściśle wiąże się z przeżyciami ostatniego roku, że w żaden sposób nigdy nie uwolnię się od niego; będzie ono dla mnie zawsze najżywszą teraźniejszością”.


 
«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama