Bóg przeciął mój stryczek

Największą łaską, pozwalającą mi otrzeźwieć, było doświadczenie utraty pracy, które trwało ponad dwa lata. Miałem już wtedy dzieci. Po ludzku nie powinienem tego czasu przeżyć w jednym kawałku. Bóg jednak robi co chce. Przewodnik Katolicki, 17 luty 2008



Robert Tekieli, jedna z najbardziej nietuzinkowych postaci polskich mediów. W pewnym okresie swojego życia zafascynowany był magią, okultyzmem oraz technikami rozszerzania świadomości i umysłu. Przeżył głębokie nawrócenie, które, jak twierdzi, uratowało mu życie. Tak opowiada o swoim życiu.

Gdyby nie Bóg, już nie byłoby mnie wśród żywych. Moja historia, poszukiwanie wolności bez ograniczeń, doprowadziło mnie do tego, że organizowałem największy w Polsce, kilkudniowy festiwal filmów okultystycznych, publikowałem wywiady z satanistami, sadomasochistami i okultystami. Sam, nie wiedząc o tym, byłem magiem i okultystą. Słyszałem myśli innych ludzi, wyczuwałem na co są chorzy, „zabierałem” choroby.

Aż w końcu przestraszyłem się tego zła i wtedy dotknął mnie Bóg. W trakcie modlitwy na rekolekcjach ignacjańskich miałem rodzaj mistycznego przeżycia; spotkałem żywego Jezusa, przytulił mnie do serca, dał poczuć swoją wielką miłość i zobaczyć moje grzechy, które były jak szkarłat. Gdyby nie Jego miłość, uświadomienie sobie mojego brudu skończyłoby się samobójstwem.



Dwa bieguny


Chrześcijaństwo i okultyzm to są po prostu dwa bieguny. Chrześcijaństwo wzywa do poświęcania się dla bliźnich. Okultyzm uczy skupiania się na sobie i na własnych potrzebach. Na realizowaniu ich kosztem innych. Chrześcijaństwo daje pokój wewnętrzny. Okultyzm może dać rodzaj satysfakcji. Krótkotrwałej i pozostawiającej po sobie głód. Okultyzm uzależnia, chrześcijaństwo jest propozycją wolności.



Walczył o mnie Bóg i szatan. Wygrał Bóg...


Ta walka w pewnym sensie trwa. Była skrajnie trudnym przeżyciem. Dziesięć lat cierpień, doświadczenia swojej słabości, budowania sobie nieprawdziwych wyobrażeń Boga. Bolesne zderzenia z rzeczywistością.

Największą łaską, pozwalającą mi otrzeźwieć, było doświadczenie utraty pracy, które trwało ponad dwa lata. Miałem już wtedy dzieci. To był bardzo trudny czas. Ale dzięki niemu zobaczyłem swoją obłudę, tendencję do oszukiwania się, skrajną słabość. Bóg przeprowadza człowieka przez takie doświadczenia w sobie tylko wiadomy sposób. Po ludzku nie powinienem tego czasu przeżyć w jednym kawałku. Bóg jednak robi co chce.

Miałem „władzę nad ludźmi”. Słyszałem ich myśli, czułem, co ich boli...


Nigdy jednak po moim nawróceniu nie poczułem tęsknoty za tymi magicznymi właściwościami. Teraz już wiem, że były one związane ze śmiercią duchową, której wtedy, gdy umierałem, nie czułem. Kiedy przestałem być magiem, miałem uczucie jakbym wystawił głowę na powierzchnię. To, co wcześniej uważałem za powietrze, było tak naprawdę wodą czy nawet czymś jeszcze mniej płynnym. Dopiero, gdy Bóg mnie z tego wyciągnął, poczułem, że do tej pory nie żyłem, nie oddychałem. Więc nie ma możliwości, bym tęsknił za śmiercią, choć dawała mi władzę nad ludźmi.


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Ola
    26.02.2008 20:51
    Ostatnio na moja rodzine spadały bolesne ciosy. Śmierć babci zbiegła sie z osobista tragedia mojej siostry. Prosiła mnie bym gdzieś na forum katolickim zamieściła jej krotka historie...
    "Wszystko zdarzyło sie niedawno, byłam w 2 miesiącu ciązy i znalazłam sie w szpitalu na oddziale Patologi ciążowej. Lekarze nie rokowali wielkich szans na to ze urodzę to dziecko, a jeśli tak by sie stało groziły mu poważne choroby. Tak bardzo sie bałam, choć właściwie zdawałam sobie sprawę z tego że mogę stracić to dziecko. Niestety tak też sie wkrótce stało... Łzy spływały mi po policzkach, czułam niewysłowiony żal, cierpiałam ze nigdy nie wezmę je w ramiona, nie utulę.. Przechodząc pewnego dnia korytarzem szpitalnym widziałam przez otwarte drzwi do jednej z sal pewną dziewczynę. Zawsze leżała bo jej ciąża była bardzo zagrożona. Była w 6 miesiącu i groziło jej już 2 poronienie. Nikt nie dawał żadnych szans na to ze urodzi to dzieciątko i że będzie ono zdrowe. Jej poród trwał 4 dni, wciąż miała bole i skurcze mimo cierpienia nie mogła nadal urodzić. Czuwał przy niej jej mąż, nie opuszczając jej na krok.
    Tego dnia odwiedziła mnie mama i przywiozła mi wody święconej, gdyż sama nie czułam sie najlepiej. Wzięłam w rękę różaniec i zaczęłam sie modlić o tą dziewczynę, prosiłam Boga by pozwolił choć jej cieszyć sie macierzyństwem.
    Jeszcze tego samego wieczoru, gdy odjechali moi goście udałam sie na sale do tej kobiety. Nieśmiało weszłam i podałam jej mężowi wodę święconą, poprosiłam by dał sie jej napić. Dziewczyna wypiła, jej mąż natomiast posmarował jej brzuch ów wodą. Zostawiłam ich samych skupionych na cichej modlitwie.
    Ok 15 min poźniej na moją sale wpada roztrzęsiony mąż krzycząc "Beata rodzi!!" Oboje wybiegliśmy i czekaliśmy z niecierpliwością na dalszy rozwój wydarzeń. Po chwili otworzyły sie drzwi na korytarz i wybiegła z nich pielęgniarka z dzieckiem na rekach. Płakało!! Jego małe płucka już oddychały samodzielnie!! Rzewnie sie rozpłakałam...
    Wiem ze to co widziałam na własne oczy to był CUD! Bóg jednak wie co robi, z mojego łona zabrał życie by dać je komuś innemu. Małe dzieciątko jeszcze tej nocy ochrzczono ta samą wodą za pomocą której dokonał się ów cud."
  • mass
    26.02.2008 21:19
    to istny cyrk - procesy chemiczne w mózgu płatają rożne figle a wielu ludziom wydaje się to skończonym dowodem na istnienie istot nadprzyrodzonych....bez komentarza
  • hania
    26.02.2008 21:52
    kompletnie nie rozumiem jak wykształcony mądry, "porządny" człowiek może zajmować się magią, okultyzmem. Okultyzm kojarzy mi się z czarami , wróżkami, spirytyzmem, przepowiedniami i tym podobnymi bzdurami.
    A dla mnie Bóg jest przede wszystkim kochającym Ojcem, Jezus zaś Przyjacielem. I tego sie trzymam. Mocno.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama