Ocenę zostawmy Bogu

Dla Boga nie ma marginesów, więc po prostu rodzi się pytanie, co takiego się dzieje, że łatwiej mówimy o pomaganiu alkoholikom czy narkomanom, natomiast gdy wspominamy o osobie, która doświadcza procederu prostytucji czy jest ofiarą handlu ludźmi, nagle robi się z tego wielką sprawę. Przewodnik Katolicki, 6 kwietnia 2008



W mediach głośno mówi się o Siostrze, jako „Śpiewającej Zakonnicy od prostytutek”…

- To hasło wymyślone przez ludzi, którzy chcą sobie zrobić show czy zwiększyć oglądalność. Jeżeli mówimy o spojrzeniu na mnie przez pryzmat Ewangelii, to jestem zwykłą siostrą jak każda inna, która po cichu służy w różnych miejscach. I są nas tysiące! Dla Boga nie ma marginesów, więc po prostu rodzi się pytanie, co takiego się dzieje, że łatwiej mówimy o pomaganiu alkoholikom czy narkomanom, natomiast gdy wspominamy o osobie, która doświadcza procederu prostytucji czy jest ofiarą handlu ludźmi, nagle robi się z tego wielką sprawę. Tak naprawdę są to zwyczajne kobiety, które nie mają środków do życia i jakiejkolwiek alternatywy. My, jako zgromadzenie, zajmujemy się kobietami będącymi w różnych sytuacjach. Chronimy je, proponując adopcję zamiast aborcji, dbamy o ich rozwój, wzbudzamy poczucia własnej wartości. Jeśli chodzi o pomoc osobom doświadczonym procederem prostytucji, to najważniejsze jest, by nawiązać kontakt, podtrzymać go i przekazać informacje pomocowe.

Łatwiej jest jednak mówić o Bogu ludziom, którzy chcą tego słuchać. Jak na zachętę do nawrócenia reagują osoby, które są oddalone od Kościoła?

- Po pierwsze, ja nie nawracam! Ja też się gubię. Nawracam się w każdym Adwencie, przy każdym sakramencie pokuty itd. I pragnę zaznaczyć, że my się niczym nie różnimy w tej kwestii. Inną sprawą jest materia, w jaką jesteśmy uwikłani, która stanowi indywidualny świat każdego z osobna.

W życiu postrzegamy pewne stereotypy. Panuje przeświadczenie, że mówiąc ludziom o Bogu, trzeba ich zapewnić: „Bóg cię kocha” itd. To jest potrzebne, ale życie każdego z nas, chrześcijan, ma być takie, żebyśmy mogli doświadczyć Boga żywego. Trzeba też jasno powiedzieć, że działając w ośrodku, tworzymy konkretne alternatywy. Jeżeli ktoś chce, to dajemy mu możliwości zdobycia zawodu, pracy, szukamy mieszkania. W głównej mierze po prostu jesteśmy obecni i każdy może powierzyć nam wszystkie swoje rany, i ma świadomość, że nie zostanie odrzucony.

To nie jest tak, że podchodzimy do człowieka i mówimy, że będziemy go teraz zmieniać czy nawracać. My zachęcamy: „jeżeli chcesz, to zrób to dla siebie, jeżeli chcesz, to tu możesz przyjść”. To, że noszę habit, nie powoduje, że ludzie mi wierzą. Pewne zaufanie trzeba sobie zdobyć poprzez trwałą obecność. To jest taki egzamin z „bycia”.



«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama