Coś więcej niż rekonstrukcja?!

Wszystko to przenosi mnie kilka wieków wstecz. Nie tylko mnie i uczestników, ale i widzów, którzy po kilku godzinach z aparatami fotograficznymi w ręku, mają teraz czas na wzięcie udziału w festynie. Przewodnik Katolicki, 9 sierpnia 2009



– Dowódca daje rozkaz do ataku. Blisko 20 koni galopuje środkiem łąki. Pędzą 50 km/h. Wśród nich ja, 110 kg husarz w pełnym rynsztunku na tonowym koniu – opowiada 20-letni Krzysztof Tomal, absolwent Technikum Transportowego w Gdyni, miłośnik XV i XVII wiecznych rekonstrukcji.

Gniew pełen oręża

Areną jednej z bitew jest Gniew. Śródzamcze przygotowane jest doskonale. Drewniane makiety murów obronnych i domu. Na palisadzie ustawia się jedna ze stron. Zmierzcha, to znak że zaraz 150 osób ruszy do walki. Ta odbywa się systematycznie. Atakują to jedni, to drudzy. Kilka najazdów konnicy, indywidualne spięcia, grupy piesze.

Nagle zaczyna płonąć dom, właściwie jego makieta. W błocie leżą ludzie imitujący zabitych. Co rusz zbierają ich ci, którzy jeszcze walczą. Wystrzały z pięciu armat i blisko 70 samopałów i muszkietów powodują dym, przeradzający się w mgłę. W tle krzyczący ranni, leżące konie, w powstałym ogniu wciąż błyskają zbroje, z oddali słychać szczęk oręża.

Bitwa trwa kończy się po blisko trzech godzinach. Jest już ciemno. Teraz uroczyście z pochodniami ulicami Gniewu maszerują wszyscy uczestnicy walk. Idziemy na ucztę. Na niej istny raj dla podniebienia. Na długich stołach przy zapalonych świecach przynoszone jest mięsiwo, a w szklanicach pitny miód. Wszystko to w gwarze rozmów i przy akompaniamencie bębnów. Na dziedzińcu zamku także w historycznych strojach jedna z tanecznych grup prezentuje starodawny taniec. Wszystko to przenosi mnie kilka wieków wstecz. Nie tylko mnie i uczestników, ale i widzów, którzy po kilku godzinach z aparatami fotograficznymi w ręku, mają teraz czas na wzięcie udziału w festynie.

Na rozkaz galopem

W centrum wydarzeń towarzyszą jeszcze inne emocje. Przed samą bitwą wytwarza się nerwowa atmosfera. Dowódcy grup udają się na odprawy choreograficzne, my czyścimy sprzęt, sprawdzamy też jego niezawodność. Ktoś napełnia bukłaki wodą, ktoś się ubiera. Cały czas powtarzamy nasze role, sprawdzamy miejsca, gdzie w bitwie nastąpią spięcia z przeciwną grupą.

Ciągłe skupienie, choć setki ludzi z aparatami nam tego nie ułatwiają. Konie czują zbliżające się starcie, szamocą się niespokojnie. Bitwa rozpoczyna się punktualnie. Wszystko odtąd toczy się błyskawicznie. Dowódca daje rozkaz do ataku. Blisko 20 koni galopuje środkiem łąki. Pędzą 50 km/h. Wśród nich ja, 110 kg husarz w pełnym rynsztunku na tonowym koniu. Po bitwie napięcie spada, wzrasta znowu na przenoszącej nas po raz drugi w odległe stulecia uczcie.




«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama