Bajkowy Wőlfelsgrund

Sudecki Tyrol – tak można w skrócie nazwać niewielkie Międzygórze położone u stóp Śnieżnika. Przepiękna XIX-wieczna architektura sanatoryjna dzisiaj jest zupełnie opuszczona. Przewodnik Katolicki, 14 lutego 2010



Międzygórze to miejsce zupełnie zapomniane. Spacerując po bajkowych pustych uliczkach, trudno sobie wyobrazić, że jeszcze 40 lat temu wypoczywał tu tłum rozbawionych wczasowiczów. Wtedy modne były jedynie dostępne „wczasy FWP”. Ale jeszcze wcześniej, bo pod koniec XIX w., to miejsce było jednym z najmodniejszych uzdrowisk i tłumnie odwiedzanych kurortów. Dzisiaj piękne budynki, zbudowane ponad 150 lat temu w stylu tyrolskim, stoją opustoszałe.

Wspomnienie dawnej świetności

Autobus PKS z Bystrzycy Kłodzkiej przyjeżdża na ostatni swój przystanek w Międzygórzu kompletnie pusty. Pusty też odjeżdża. Moja mama wspomina, że w latach 60. był problem, żeby się do niego wcisnąć. Dzisiejsze Międzygórze jest opustoszałe – zimą przegrywa z niedaleką Czarną Górą, gdzie tłumnie oblegany jest nowoczesny ośrodek narciarski, czy z miasteczkami czeskimi, które pochwalić się mogą rewelacyjnymi wyciągami. Kilka gospodarstw agroturystycznych jakoś prosperuje. Najbardziej jednak zasmuca to, że największy skarb Międzygórza – jego unikatowa architektura – powoli, ale systematycznie niszczeje.

Dziewiętnastowieczne sanatoria po wojnie zaadaptowane przez Fundusz Wczasów Pracowniczych, teraz zostały pozostawione same sobie lub są wykupione przez prywatnych inwestorów, którzy zaopiekowali się nimi z różnym efektem. Największa perła kurortu: dom wczasowy „Gigant” jest w opłakanym stanie. Nowi właściciele nie potrafią zadbać o wnętrza, nadal królują tu połatane wykładziny i linoleum pamiętające dawny PRL. W dawnych balowych salach stoją meble, które są pozostałością po komunistycznych czasach, pokoje z dodanymi łazienkami mają wielkość minimalną.

Ani wnętrze, ani powieszony zeszłego lata szyld nie licuje z wiekiem zabytku i jego charakterem. W dawnych domach wczasowych „Hanka” czy „Słoneczna”, wybudowanych w XIX w., dziś nikt nie mieszka. Moja ciocia wspomina, jak w jednym z nich grała w orkiestrze podczas karnawałowych balów, na których bawiły się tłumy ludzi. Pojedyncze stylowe wille, odnowione przez prywatnych właścicieli, także nie są przepełnione. Lubię pustkę, więc nie narzekam. Jednak serce mnie boli, ponieważ na moich oczach niszczeje wspaniała architektura. Niewiele jest tak uroczych miejsc w Polsce. Patrzę na ośnieżone ulice, bajkowe domy schowane między górami, oświetlone blaskiem Księżyca.

Holenderka pod Śnieżnikiem

Królewna Marianna Orańska też pewnie zakochała się w tym miejscu. Zbudowała dla siebie w 1858 r. myśliwski dworek, który po 150 latach odnowiono i nazwano – o zgrozo – „Sabat”. Marianna Orańska z panującej do dziś w Holandii dynastii Oranje-Nassau otrzymała dobra śląskie w spadku po swoich rodzicach, a później dokupiła okoliczne ziemie i tak stała się właścicielką wielkiej części ziemi kłodzkiej. Kiedy po raz pierwszy zobaczyła w 1840 r.

Międzygórze, była to tylko niewielka osada drwali. Najstarszy budynek w Międzygórzu to drewniany kościół pw. św. Józefa; pochodzi z 1742 r. Niderlandzka królewna wybudowała tarasy widokowe przy malowniczym wodospadzie Wilczki oraz drewniane domy letniskowe z przepięknymi krużgankami, balustradami i balkonikami, wprowadzając tym samym do wsi charakterystyczny typ zabudowy wzorowanej na tyrolskim budownictwie ludowym. Postarała się o wybudowanie sieci górskich dróg, a na hali pod Śnieżnikiem zorganizowała hodowlę i farmę krów, która później przekształciła się w schronisko.



«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama