Dyktatura ciała

Okładka jednego z numerów amerykańskiego czasopisma wywołała w świecie mody niemałe zamieszane. Pojawiła się na niej sama Demi Moore, ale nie we własnym ciele. Przewodnik Katolicki, 28 lutego 2010



„To ja, narcyzm się nazywam”

Mimo swojego „dojrzałego”, jak na standardy Fabryki Snów wieku, aktorka wciąż zachowuje nienaganna sylwetkę, a występując w skąpej kreacji francuskiego projektanta, wydawała się nienaturalnie szczupła. Zaciekłe tłumaczenia gwiazdy spełzły jednak na niczym. Dociekliwe media dotarły do szokującej, nawet w dobie Photoshopa, prawdy. Okazało się bowiem, że amerykańskiej gwieździe ciała „użyczyła” polska top modelka – Anja Rubik. Być może świadczy to jedynie o kreatywności wydawców, nieprzebierających w środkach w zaciekłej walce o czytelnika, konkurencja przecież nie śpi. Głębsza refleksja pozwala na jeszcze bardziej przygnębiające wnioski. Kultura wizerunku zewnętrznego, z jaką dziś ewidentnie mamy do czynienia, osiągnęła swoje apogeum, czyniąc z nas narcyzów z krwi i kości.

W kolejce po lepszy wygląd

Machina błędnego koła, w której, bądźmy szczerzy, uczestniczymy wszyscy bez wyjątku, ruszyła na dobre i nic nie wskazuje, by w najbliższej przyszłości miało się coś zmienić w tej kwestii. Zewsząd dociera do nas jednakowy komunikat, różniący się zaledwie zgrabnym, sugestywnym opakowaniem. Na prawo talia osy, na lewo zgrabne nogi o niebotycznej długości, tu bujny biust, tam zgrabne łydki – tak właśnie moglibyśmy w skrócie opisać rzeczywistość naszych miast. Trudno się zatem dziwić, że zatraciliśmy zdrowy rozsądek i bez zastanowienia podążamy za obecnymi standardami piękna.

Te stanowią nie lada wyzwanie. Młode, jędrne, sprężyste, bez cala tłuszczu, na dodatek nieustannie poddawane zabiegom pielęgnacyjnym, bijące po oczach seksapilem – ciało określane mianem tylko takich przymiotników stało się szczytem marzeń nie tylko śmietanki celebrytów z pierwszych stron gazet i świata mody. Wystarczy zauważyć, z jaką dbałością troszczą się o swój wizerunek np. członkowie komisji śledczych. Uwierzyliśmy, że ideał wyglądu zewnętrznego zapewni nam szczęśliwe życie w dobrobycie, szczęście w pracy i w życiu osobistym.

Coś jednak musi być na rzeczy, bo panuje przecież przekonanie, że dbałość o fizyczną sferę, balansująca na granicy próżności i narcyzmu, jest dziś synonimem sukcesu. Atrakcyjność fizyczna jest dzisiaj w cenie, również na rynku pracy. Liczy się na równi z doświadczeniem i wykształceniem. A jeśli w wyglądzie mieszczącym się w powszechnie przyjętym standardzie piękna trochę dopomógł chirurg plastyczny, to kogo to obchodzi? Cel przecież uświęca środki. Grupą szczególnie narażoną na takie myślenie są kobiety i to w różnym wieku, a zwłaszcza wkraczające w wiek dorosły, które, pod wpływem uwarunkowań kulturowych, od zarania dziejów stawały do nierównej walki o wpisanie się w obowiązujący właśnie kanon piękna.

W skazanych skądinąd na porażkę zmaganiach o doskonałe ciało prym wiedzie przynoszący wielomilionowe zyski przemysł kosmetyczny, farmaceutyczny, świat mody stojący od zawsze na straży rozmiaru 34 oraz oczywiście kolorowe czasopisma. Z nich to można wyczytać, jak szybko zdobyć i przede wszystkim utrzymać wymarzoną sylwetkę.



«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama