Katastrofa po katastrofie

Siły natury nie mogły wybrać miejsca bardziej wystawionego na cierpienie. Nieszczęścia spadające na Haiti są jednak nie tylko dziełem przyrody, lecz także człowieka. W tym również państw tworzących „wspólnotę międzynarodową”, dziś śpieszącą z pomocą. Tygodnik Powszechny, 24 stycznia 2010


Tym razem zatrzęsła się ziemia, i to mocno. Trwające chwilę, siedmiostopniowe w skali Richtera trzęsienie, po którym zanotowano ponad 25 wstrząsów wtórnych, obróciło w gruzy Port-au-Prince, dwumilionową stolicę Haiti. Zniszczone zostały domy, biura, hotele, drogi; zawaliły się pałac prezydencki, budynek sądu najwyższego, ministerstwa, katedra (zginął abp Serge Miot). Zawaliły się szpitale. Rachityczna i utrzymywana dzięki międzynarodowej pomocy służba zdrowia została sparaliżowana. Część lekarzy zginęła, inni ratowali bliskich. Pojawiły się głosy, by ściągnąć lekarzy z prowincji. Ale na prowincji nie ma lekarzy. Zniszczona została też siedziba ONZ, która od 2004 r. utrzymuje na Haiti 9-tysięczną misję (7 tys. żołnierzy i 2 tys. cywilnych pracowników) – i w dużej mierze wyręcza kulejące państwo.

Z początku nie było komu ruszyć na ratunek. Na Haiti jest tylko 3 tys. policjantów. Armia, która kiedyś zajmowała się represjonowaniem ludności i obalaniem kolejnych rządów, została w 1995 r. rozwiązana przez prezydenta Jeana-
-Bertranda Aristide’a.

Pomoc musiała przyjść ze świata.

***

Szacuje się, że mogło zginąć od 70 do 150 tys. ludzi, ćwierć miliona odniosło rany, a półtora miliona (na 10 mln mieszkańców) straciło domy. Dla porównania: w 2004 r. azjatyckie tsunami zabiło 230 tys. ludzi; a 2 mln zostały poszkodowane. Wedle ONZ, tragedia na Haiti może być największym kataklizmem, z jakim Organizacji przyszło się zmierzyć od początku jej istnienia.

Prezydent René Préval, który przeżył zawalenie swej siedziby i urzęduje na posterunku policji, powiedział, że stolica wygląda jak po bombardowaniu. Potwierdzają to zdjęcia z powietrza: stosy ciał na tle ruin, a wśród nich sklecone namioty ocalałych.

Wydawałoby się, że w slumsach na obrzeżach stolicy tragiczne saldo powinno być mniejsze, gdyż w byle jak i z byle czego budowanych domach na ludzi nie spadały ciężkie konstrukcje. Ale Brian Concannon Jr. z amerykańskiego Institute for Justice and Democracy in Haiti twierdzi, że wokół Port-au-Prince mogło zginąć najwięcej ludzi: osunęły się okalające miasto wzgórza. Concannon: – Gdy za jakiś czas spłynie więcej informacji, dostrzeżemy bezpośredni związek między biedą a śmiertelnością.

Już nazajutrz po trzęsieniu ziemi sytuację zaczęto określać jako „katastrofę po katastrofie”; na ocalałym pasie lotniska zapanował chaos, nastąpiły problemy z dystrybucją pomocy. Ludzie szukali pożywienia w ruinach, gdzie rozkładały się niewydobyte ciała. Najgorzej było z wodą: pożary odcięły dopływ prądu do stacji uzdatniania, woda przestała płynąć. Już wcześniej, w rankingu Water Poverty Index, Haiti było na ostatnim miejscu w świecie. – Rozmawiałem przed chwilą z przyjacielem z Haiti – mówi Concannon. – Krążył całe popołudnie po mieście i nie widział ani jednej grupy dystrybuującej wodę.

hhh

La Espanola – wyspa, którą zajmują dziś dwa państwa: Haiti i Dominikana – czyli pierwsze terytorium odkryte przez Hiszpanów w Nowym Świecie – może i była dla przybyszów rajem na ziemi, ale na pewno nie była Eldoradem. Dla wielu okazała się piekłem: najpierw dla mordowanych Indian, potem dla sprowadzonych niewolników. Europejczycy nie znaleźli złota, za to urządzili tu plantacje.

W swoim czasie Saint-Domingue, jak nazywali La Espanolę Francuzi, była najbardziej dochodową kolonią w świecie. Gdy w 1794 r. wybuchł bunt niewolników, Napoleon wysłał siły pacyfikacyjne (m.in. polskie Legiony; część żołnierzy przeszła na stronę powstańców i osiadła potem na wyspie). Powstanie zwyciężyło. Rewolucja, z której w 1804 r. zrodziło się niepodległe państwo Haiti, była najbardziej radykalnym i uniwersalnym procesem wyzwolicielskim: buntem czarnych niewolników, którzy jako jedyni na świecie wywalczyli swą wolność, a nie zostali nią obdarowani. Ich ideałów równości przestraszyli się wszyscy: od Talleyranda, przez Jeffersona, po Simóna Bolívara.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama