Spór o ewolucję

Problemy wiary i nauki spotykają się w umysłach poszczególnych ludzi i na siebie oddziałują, stymulując psychologiczną potrzebę tworzenia jednolitej wizji rzeczywistości. Takie wizje często sobie tworzymy, ale, zachowując właściwą dozę pokory, nie należy traktować ich zbyt serio, bo łatwo ulegają one podważeniu. Znak, 12/2006



Spór o ewolucję, dotyczący religijnej i naukowej wizji świata, powraca co jakiś czas w debacie publicznej. Najnowszą dyskusję wywołał artykuł kardynała Christopha Schönborna W poszukiwaniu celowości w przyrodzie opublikowany w „New York Times” w 2005 roku, w którym, nie kwestionując ewolucji jako faktu, przypomina on, że nie wszystkie elementy teorii ewolucji posiadające „proweniencję neodarwinistyczną” są do pogodzenia z wiarą. Artykuł ten wywołał duży oddźwięk, ponieważ otwierał na nowo konflikt między stanowiskiem Kościoła a naukami przyrodniczymi odnośnie do teorii ewolucji, konflikt, który wydawał się zażegnany, chociaż, jak widać, nie do końca. Teorii ewolucji Kościół formalnie nigdy nie potępił, bo nie było w tej sprawie oficjalnego dokumentu potępiającego, a jednak ludzie Kościoła dosyć masowo ewolucjonizm zwalczali, zaś jego wykładanie było zabronione w wielu katolickich szkołach i seminariach. Główne dzieło Karola Dariwna O powstawaniu gatunków znalazło się na kościelnym indeksie w 1937 roku! Gdy dziś ks. Michał Heller mówi: „Jeśli ktoś głosi, że Kościół sprzeciwia się teorii ewolucji, kompromituje się w oczach uczonych i wielu myślącym ludziom zamyka drogę do religii” [1], wie, co robi, stosując czas teraźniejszy, ponieważ w przeszłości wielu ludziom myślącym jeśli tej drogi nie zamykał, to przynajmniej do niej zniechęcał – w przeszłości nie tak znowu odległej, bo jeszcze w pokoleniu mojego ojca. Trzeba było prawie 150 lat dla uświadomienia sobie, o czym naprawdę mówi Objawienie, a o czym teorie naukowe i jakie są ich ograniczenia.

Jeśli dziś Kościół głosi, że nauka ma się rządzić swoimi prawami i że Kościół nie jest powołany do oceny trafności teorii naukowych, to – konsekwentnie – znana wypowiedź Jana Pawła II, iż teoria ewolucji „jest czymś więcej niż hipotezą”, przyjęta przez tak wielu z nas z ulgą, nie powinna być uznana za oficjalne stanowisko Kościoła – w tym kardynał Schönborn ma rację. Można domniemywać, że Papieżowi chodziło o wyrwanie Kościoła z beznadziejnego sporu o ewolucję, zrobił to jednak, oceniając w jakimś sensie trafność teorii naukowej, której niektóre aspekty są z punktu widzenia teologicznego nie do przyjęcia. Warto przyjrzeć się tym aspektom, ponieważ w nich przejawia się ogólniejszy problem relacji wiary i nauki, a także rzutują one na możliwość tworzenia spójnej wizji rzeczywistości, do której niektórzy tęsknią.

W dzisiejszej debacie o ewolucji przedmiotem sporu jest już nie tyle sam fakt jej występowania, co mechanizmy nią rządzące. Chodzi przede wszystkim o to, czy na przebieg ewolucji wpływają zdarzenia określane jako przypadkowe, czy też w procesie tym można dopatrzeć się realizacji jakiegoś programu. Nie ulega wątpliwości, że motorem zmian ewolucyjnych w przyrodzie żywej są mutacje (zmiany w genach) i rekombinacja (sortowanie genów, które dany osobnik otrzymał od swoich rodziców, w wytwarzanych przez nich gametach). Oba te zjawiska zachodzą, według wszelkich danych, jakimi dysponuje biologia, losowo. Prowadzą one do zmian w organizmach, te z kolei poddawane są mechanizmom selekcji. W pewnym uproszczeniu oznacza to między innymi, że zmiana w jakimś genie musi być „zaakceptowana” przez cały organizm, a przynajmniej – nie może mu szkodzić, gdyż w tym przypadku obniżałaby jego szanse na przeżycie i wydanie potomstwa. To „zaakceptowanie” miał na myśli noblista Jacques Monod, mówiąc o „konieczności” [2]. Rola przypadku i tak rozumianej konieczności w ewolucji wynikają bezpośrednio z twardych danych przyrodniczych, a nie, jak to się czasem zarzuca Monodowi, z rozważań filozoficznych. „Przypadek” i „konieczność” są terminami filozoficznymi, ale nie tylko filozoficznymi! Konsekwentnie Monod stwierdza, a jest to powszechna opinia przyrodników, że żadne dane obserwacyjne i doświadczalne nie pozwalają na wyciągnięcie wniosku o jakimś ukierunkowaniu ewolucji czy realizacji jakiegoś planu, chociaż przyznaje on, że nie można udowodnić, iż to, co powstało, nie zostało zaplanowane.
«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...