Miłość jako odpowiedź na egoizm

Pedagogia miłości jako antytezy egoizmu to przede wszystkim ukazanie człowieka jako kogoś, kto spełnia się w darze. Miłość, która stanowi dynamikę tego daru, jest miłością „aby drugiemu było dobrze”. Zeszyty Karmelitańskie, 2/2007




W dramacie Przed sklepem jubilera Karola Wojtyły pojawia się wypowiedź Adama, który jawi się w tym utworze jako swoisty interpretator wydarzeń: „To właśnie zmusza mnie do myślenia o ludzkiej miłości. Nie ma sprawy, która bardziej niż ona leżałaby na powierzchni ludzkiego życia, i nie ma też sprawy, która bardziej od niej byłaby nieznana i tajemnicza. Rozbieżność między tym, co leży na powierzchni, a tym, co jest tajemnicą miłości, stanowi właśnie źródło dramatu. Jest to jeden z największych dramatów ludzkiej egzystencji. Powierzchnia miłości ma swój prąd, prąd szybki, migotliwy, łatwo zmienny. Kalejdoskop fal i sytuacji tak pełnych uroku. Prąd ten jest czasami zawrotny tak, że porywa ludzi, porywa kobiety i mężczyzn. Porwani myślą, że wchłonęli całą tajemnicę miłości, a tymczasem nawet jej jeszcze nie dotknęli”.

Rozbieżność między powierzchnią a tajemnicą, fenomenem a fundamentem jest w przypadku miłości szczególnie dramatyczna. To, co bywa nazywane „miłością”, bardzo często jest wyłącznie jej okaleczeniem – miłością własną, egoizmem.

Przed wielu już laty emitowany był (po raz pierwszy) w telewizji film Ptaki ciernistych krzewów, ukazujący romans przystojnego księdza, potem biskupa i kardynała, z niewątpliwie urodziwą kobietą, pochodzącą z rodziny, z którą ów ksiądz był zaprzyjaźniony. Film, co zrozumiałe, wywołał szereg emocji, ściągał na siebie nie do końca formalne anatemy i rozległe oburzenie. Osobiście uważałem ten obraz za dość płytki, ale wyrazisty portret anatomii egoizmu.

Ksiądz, który na samym niemal początku pyta małą jeszcze wtedy Meggy: „Dlaczego usiłujesz wypełnić tę pustkę, której nawet Bóg nie zdołał wypełnić?” – odsłania porażkę miłości Boga w sobie, swoje skupienie się na sobie, tak dalekie, że niepostrzegające, ignorujące miłość Boga (o której zapewne nauczał, że jest wszechogarniająca). Meggy (kiedy już dorosła) stwierdza w szczerej rozmowie z matką, że musi posiadać tego mężczyznę, który jest jej zakazany. To w jakiejś mierze sprawa jej ambicji, sprawa jej miłości własnej – będzie ją na to stać, czy też nie… W tle tego „romansu” pojawiały się inne ciekawe epizody o „miłości”. Na przykład matka Meggy nie darzyła jej uczuciem, w przeciwieństwie do starszego nieco syna (z innego związku). Córka, wytykając jej to, zauważyła (prawdziwie, aż do bólu), że matka kocha nie tyle syna, co tamten przelotny, młodzieńczy swój romans, ostatecznie – kocha swój własny obraz z tamtego czasu życia!

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...