Zdradzony przez matkę

Choroba, jaką jest uzależnienie od chorej miłości, dotyka w głównej mierze ludzi odrzuconych emocjonalnie w dzieciństwie, pozbawionych miłości emocjonalnej, fizycznej. Wielu w wieku dojrzewania myli seks z miłością, dotyk erotyczny z bliskością. Zeszyty Karmelitańskie, 4/2008



Koszmar domu rodzinnego

Mam na imię Mariusz i jestem uzależniony od chorej miłości.

Wychowałem się w domu, w którym nie było ojca, a matka była alkoholiczką i zarazem sprawczynią przemocy emocjonalnej, fizycznej, seksualnej. Od dziecka wstydziłem się tego, kim jestem i jaka jest moja matka. Częstokroć byłem wyśmiewany przez kolegów z podwórka na widok pijanej matki i jej kolejnych kochanków w naszym domu. Wielokrotnie byłem zaniedbywany, chodziłem głodny po ulicach.

Zazdrościłem kolegom domów, marząc, że moja mama przestanie kiedyś pić, przytuli mnie, pochwali, pocieszy. Nie zdawałem sobie wtedy sprawy, że zaczynam fantazjować uciekając w świat marzeń o miłości i rodzinie. Marzyłem o tym, że kiedyś pojawi się mój ojciec, który wyrwie mnie z koszmaru domu. Latami chodziłem po plaży, promenadzie, ufając, że przypłynie, zejdzie ze statku, przytuli...

Świat sportu był dla mnie odskocznią od codzienności, gdzie choć na chwilę mogłem uciec od bólu, cierpienia, bycia porzuconym, niechcianym i obciążonym poczuciem winy, jakobym był dla matki ciężarem. Te chwile pozwalały mi czuć się ważnym, zauważonym przez kolegów, jako biegacz, piłkarz. Każda nagroda, każdy medal – dla mnie to było coś. Co z tego, skoro w rodzinnym domu nie miało to najmniejszego znaczenia.

Nauka w szkole była koszmarem, bo nie potrafiłem skoncentrować się, ciągle myśląc o tym, co będzie się działo w domu, czy będę znowu pobity, czy będę musiał uciec z domu i spać na klatkach schodowych, w piwnicach. Dla kolegów było tajemnicą, co dzieje się w moim domu, choć wielokrotnie mieli możliwość domyślać się tego, widząc moje siniaki czy ucieczki z domu. Nigdy jednak nikomu nie przyznałem się do końca... Nauczyłem się kłamać, bo po co mówić prawdę, skoro jest tak bolesna, a poza tym, kto mi uwierzy.

Ucieczka...

Po szkole podstawowej uciekłem do szkoły na Śląsk – mając nadzieję, że skończy się mój koszmar. Nauka z dala od domu szła mi dobrze. Po ukończeniu szkoły poszedłem do kopalni, myśląc że to takie „męskie”. Zarobione pieniądze zacząłem trwonić na alkohol, dyskoteki, bo nie wyobrażałem sobie, że można normalnie rozmawiać, budować relacje przyjaźni bez alkoholu.

Ożeniłem się, urodziły mi się trzy córki. Bałem się ich; nie potrafiłem kochać, przytulić, bawić się z nimi. Umiałem jedynie zapewnić im byt materialny. Małżeństwo praktycznie nie istniało. Nie potrafiliśmy ze sobą rozmawiać, byliśmy dla siebie obcy, nieobecni. Aż po kilku latach rozpadło się, a ja zostałem z dziećmi.

Poddałem się pierwszej swojej terapii, która uzmysłowiła mi, że jestem człowiekiem bez uczuć, że nie mogę dać moim dzieciom czegoś, czego sam nie mam, czyli miłości, poczucia bezpieczeństwa, bliskości, bycia obecnym w ich codziennym życiu. Na początku pomogła mi grupa wsparcia dorosłych dzieci alkoholików, uwalniając mnie z poczucia winy (że matka pije) oraz wstydu, że jestem takim człowiekiem. W kolejnych latach odnalazłem ludzi podobnych do mnie; z traumatycznymi przeżyciami, koszmarem wykorzystania seksualnego, emocjonalnego, bytowego.

Powoli, każdego dnia uczyłem się słuchać siebie, tego, co mówi moje ciało, moje „wewnętrzne dziecko”, które opowiedziało mi wszystkie wspomnienia. Dzięki ludziom, którzy trwali ze mną, nauczyłem się nowego szacunku dla siebie, traktowania siebie jako ważnej istoty, wrażliwej, delikatnej, ale też stanowczej, odważnej, męskiej. Zmienił się mój świat wartości – z materialnego na duchowy.



«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama