Nikt nie przejdzie twojej drogi

Każde pielgrzymowanie zaczyna się od jakiegoś wezwania, niekoniecznie tak spektakularnego jak powołanie Abrahama. Najczęściej przecież decyzja, by wyjść „z ziemi rodzinnej i z domu swego ojca", rodzi się stopniowo i bez fajerwerków. List 7-8/2007




Każde pielgrzymowanie zaczyna się od jakiegoś wezwania, niekoniecznie tak spektakularnego jak powołanie Abrahama. Najczęściej przecież decyzja, by wyjść „z ziemi rodzinnej i z domu swego ojca", rodzi się stopniowo i bez fajerwerków. Wędrowcy powiadają, że sama podróż jest już celem, ale spektakularny finał dodaje drodze blasku, a pewnie i sensu.


Trafić na Camino


Sądząc po publikacjach, także tych wirtualnych, systematycznie rośnie zainteresowanie Polaków odbyciem pielgrzymki do Santiago de Compostela. Zorganizowane wyjazdy oferują już nawet biura podróży; widziałam polskie zaproszenie do odbycia rowerem Camino (droga, szlak albo po prostu pielgrzymka do Santiago de Compostela). Gdy my wybieraliśmy się na Jakubowy szlak, a był to rok 2004, udało się zdobyć stosunkowo niewiele informacji. Zdawaliśmy sobie sprawę, że jest to tzw. Rok Święty, w którym liturgiczne wspomnienie św. Jakuba przypada w niedzielę i wtedy miejsce jego legendarnego grobu przeżywa prawdziwe oblężenie wiernych z całego świata. Do wspomnień i rad naszych przyjaciół, którzy trafili na Camino przed nami, dodaliśmy swoje wyobrażenia, plany i pomysły. A przede wszystkim głęboko chowane ponaglenie, by wreszcie wyjść z ziemi rodzinnej, a dla każdego z nas było to gdzieś indziej, w innym mieście, a nawet kraju.

Zanim jeszcze stanęliśmy na ubitym szlaku Camino o charakterystycznym rdzawo-czerwonym kolorze, św. Jakub wspierał nas w nieco chaotycznych przygotowaniach. Do ostatniego niemal dnia nie wiedziałam, jak, skąd i z kim pójdę. Kilka miesięcy wcześniej swoim pragnieniem wyruszenia do Santiago podzieliłam się z przyjaciółką i to wraz z nią planowałyśmy podróż do Hiszpanii. Czas niestety nie pozwalał, by wedle średniowiecznego zwyczaju pieszą pielgrzymkę rozpocząć już na progu własnego domu. Dosłownie kilkanaście dni przed datą zarezerwowanego lotu dowiedziałyśmy się, że „znajomi znajomych" w podobnym terminie planują odbyć pielgrzymkę podobną trasą. Szybka wymiana e-maili, mała korekta planów, jakieś kompromisy pozwoliły skompletować niewielką grupkę ludzi, którzy wiedzieli już coś o sobie, choć osobiście nigdy się nie spotkali. Połączyło nas coś bardzo ważnego: ten sam cel i pragnienie wejścia na szlak naznaczony krokami tysięcy podobnych nam peregrinos. Nie miało już wielkiego znaczenia, kto skąd przyjechał, najważniejsze było to, że 6 września w Astordze Krysia, ojciec Jakub, Dorota i ja (później dołączył jeszcze Paweł) zaczęliśmy nasze Camino.


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama