Mozart ekumeniczny

Muzykę Mozarta” zalicza Barth do kategorii łaski i daru: Bóg, kochając człowieka, upiększa świat elementami, które nie są nośnikami zbawienia, lecz sprawiają radość, przyjemność, przynoszą pocieszenie, pomagają w odbiorze objawienia. Więź, 11/2006





Boskie pochodzenie muzyki Mozarta i jego geniuszu – pierwszy miał je dostrzec, jak chce Miloš Forman, jego konkurent, Salieri. Po nim wielu jeszcze tak właśnie patrzyło na wielkiego kompozytora. Stefan Rieger w tekście Środek ciężkości świata („Tygodnik Powszechny” 5/2006) zestawił cytaty deifikujące Mozarta i jego muzykę. Jednak Mozartowskie frazy mogą być przedmiotem głębokiej refleksji teologicznej bez popadania w idolatrię. I nie chodzi tu bynajmniej o propagowanie portretu „Mozarta pobożnego” ani o dzieła religijne, których Mozart popełnił rzeczywiście wiele, ale o muzykę in extenso, która, zachowując swoją autonomię, wskazuje jednocześnie na wyższą, pozamuzyczną rzeczywistość i przybliża jej istotę, podobnie jak przypowieści przybliżają prawdę o Królestwie Bożym.

Prywatna muzyka aniołów

To porównanie muzyki Mozarta do przypowieści pochodzi od wielkiego szwajcarskiego teologa ewangelickiego Karla Bartha (1886-1968), który należał do grona najgorętszych wielbicieli „geniusza z Salzburga”. Równie wielką estymą darzył Mozarta inny Szwajcar – katolicki teolog Hans Urs von Balthasar (1905-1988). Obu myślicieli łączyła zresztą głęboka przyjaźń, oparta na umiłowaniu Amadeuszowych kompozycji. Można więc też zaryzykować tezę o Mozarcie ekumenicznym.

O uwielbieniu, jakim Karl Barth darzył Mozarta, krążą legendy. Fascynacja zrodziła się wtedy, gdy jako kilkulatek Barth usłyszał fragmenty „Czarodziejskiego fletu”, grane przez ojca na fortepianie. W swoim gabinecie, obok portretu Kalwina, powiesił portret kompozytora; pierwszego nazywał „objawieniem szczegółowym”, drugiego – „objawieniem powszechnym”. Każdy dzień rozpoczynał od nastawienia płyty z Mozartem i dopiero potem gotów był rozpoczynać pracę. Zasłynął jako autor powiedzenia, że aniołowie w Niebie, stojąc przed Bożym tronem, grają Bacha, ale we własnym gronie grają Mozarta, a dobry Bóg przysłuchuje się temu z upodobaniem. Może się to wydawać niewiarygodne, ale Barth przyznawał muzyce Mozarta prymat nad refleksją teologiczną i filozoficzną, o czym świadczy słynna deklaracja, że w niebie, o ile dane mu będzie dostać się tam, chciałby najpierw spotkać Amadeusza. Dopiero później przyjdzie czas na spotkanie z Augustynem, Tomaszem z Akwinu, Lutrem, Kalwinem czy Schleiermacherem. Muzyka Mozarta bowiem „pokrzepiała, pocieszała, dodawała otuchy”, wyzwalała i pozwalała zrozumieć istotę boskiego stworzenia. Na zjeździe biskupów i teologów w lutym 1968 roku Barth miał wysunąć nawet postulat beatyfikacji Mozarta, choć samego Amadeusza uważał za „mało skomplikowaną osobowość”.
«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama