Gdy pleban był spółdzielcą

W pierwszej połowie XIX w. Philippe Bouchez postanowił przestudiować Ewangelię, żeby ostatecznie udowodnić, że chrześcijaństwo jest religią służącą eksploatacji warstw niższych. Po przestudiowaniu Ewangelii, Dziejów i Listów Apostolskich zmienił pogląd i doszedł do wniosku, że Jezus Chrystus był pierwszym rewolucjonistą. Więź 4-5/2008



– Jak to się stało, że Kościół zaangażował się w różne formy samopomocy czy spółdzielczości?

– Trudno powiedzieć, że to się w pewnym momencie stało, jeśli pamiętać, że pierwszym bodajże doświadczeniem samoorganizacji była gmina chrześcijańska pierwszych wieków. Różnymi formami samopomocy i pomocy wzajemnej chwali się w IV w. św. Ambroży. Polegało to np. na wysyłaniu rzemieślników do innych gmin, aby uczyli swego fachu. To doświadczenie niesłychanie ciekawe i warte przypominania. Zwłaszcza że późniejsze losy Kościoła nie sprzyjały ani samoorganizacji, ani w ogóle szacunkowi dla inicjatyw zwykłych wiernych – budowano system hierarchiczny.

– Czy te tradycje uległy całkowitemu zapomnieniu?

– Nie, zostały w pewnym momencie przypomniane, ale początki tego były dość paradoksalne. W pierwszej połowie XIX wieku francuski saint-simonista, Philippe Bouchez, postanowił przestudiować ewangelię, żeby ostatecznie udowodnić, że chrześcijaństwo jest religią służącą eksploatacji warstw niższych. Po przestudiowaniu Ewangelii, Dziejów i Listów Apostolskich całkowicie zmienił pogląd i doszedł do wniosku, że Jezus Chrystus był pierwszym rewolucjonistą. Stąd wziął się socjalizm chrześcijański. I rzeczywiście później niemal wszystkie autentyczne ruchu socjalistyczne, a więc związane z „kwestią społeczną” – o czym dziś mało kto pamięta – brały początek z Pisma Świętego.

Zapewne zaangażowanie społeczne pozostałoby na marginesie nauczania Kościoła, gdyby nie niemiecki arystokrata, biskup Moguncji, Wilhelm Emmanuel von Ketteler. Podobno jeździł on na obrady I Soboru Watykańskiego z „Kapitałem” Marksa w torbie – nie jako zwolennik Marksa, tylko jako ten, który zastanawia się, jak rozwiązywać problemy społeczne inaczej, niż w zaproponowanej przez Marksa logice konfliktu. To, co zaproponował w swoim sposobie myślenia von Ketteler było rzeczywiście novum. Opierał się on zresztą na doświadczeniach robotników angielskich, z którymi Marks się nigdy nie zapoznał, choć przez lata mieszkał w Londynie. Tymczasem dorobek robotników angielskich, zresztą z inicjatywy pastorów anglikańskich i chrześcijan, takich jak Kingsley, był ogromny. Po pierwsze był to system ubezpieczeń wzajemnych, po drugie systemy oszczędnościowe, po trzecie samopomoc, pomoc wzajemna i opieka nad tymi, którzy mieli trudności w utrzymaniu się przy życiu. Tak więc von Ketteler zapoznał się z tymi doświadczeniami i rozpoczął ruch angażujący duchowieństwo niemieckie.



«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama