Jestem nieciekawym katolikiem

Nie jest prawdą, że ktoś, kto pracuje w mediach, nie może myśleć inaczej niż w duchu liberalnym - mówi Krzysztof Skórzyński, reporter TVN, mąż, ojciec Antka. Przewodnik Katolicki, 15 marca 2010



Koledzy mówią o Krzysztofie Skórzyńskim: ortodoksyjny katolik.

- Hmm... Ciekawe, kto to powiedział? Jeżeli ortodoksyjny znaczy prawowierny, to rzeczywiście jestem ortodoksyjnym katolikiem. Tyle że to nic więcej ponad to, że nigdy nie odstawałem od tego, co nazywamy nauczaniem Kościoła powszechnego. Raczej mam jakiś problem z tymi, którzy krytykują pewne posunięcia. Bo dla mnie wiara polega na zaufaniu do Kościoła.
Moi znajomi mówią czasem, że jestem gotów zmienić swoje poglądy, gdy je zmieni Kościół. Nie zawsze, ale tak rzeczywiście bywa. Wiara w Boga jest przecież także wiarą w Kościół i jest zaufaniem do niego.

Jeżeli mówią o mnie, że jestem katolickim ortodoksem, to pewnie również dlatego, że w ogóle jestem raczej człowiekiem konserwatywnym; takie poglądy są mi bliskie. Zdecydowanie jednak nie lubię i nie podzielam podziału na Kościół łagiewnicki i toruński.
Jeśli ortodoksyjny znaczy prawowierny, to powiem: Tak, jestem ortodoksyjnym katolikiem. Koniec. Kropka.

Taka postawa wśród ludzi mediów nie jest czymś powszechnym.

- Powszechnym może nie, ale też nie nieobecnym. Większa część mojej rodziny jest z Podlasia, które słynie z konserwatyzmu i konserwatywnego myślenia nie tylko o Kościele i wierze, ale w ogóle o życiu. Tak właśnie patrzymy na rodzinę, na pracę. Moja religijna postawa chyba także w tym ma swoje korzenie.

Jestem nudnym katolikiem, bo nigdy nie przeżyłem jakiegoś zwrotu w życiu, co nazywane jest „nawróceniem”. Nie usłyszałem żadnego głosu, piorun we mnie nie strzelił… Moja wiara nie narodziła się przedwczoraj. Nie było wielkiego objawienia, nie jestem neofitą, nie przeszedłem wielkiej i symbolicznej pokuty za grzechy przeszłości. W wierze katolickiej po prostu wyrastałem. Cała moja rodzina zawsze żyła blisko Kościoła, przeszedłem przez wszystkie możliwe wspólnoty, żonę poznałem na pielgrzymce… Jestem w sumie bardzo nieciekawym katolikiem, absolutnie standardowym. Ci spoza kościoła powiedzą – „zwykły katol”.

Z taką postawą chyba nie jest łatwo odnaleźć się w świecie mediów? Jest to chyba duże wyzwanie.

- Bliższy jest mi Kościół, który bardzo mocno stoi na tradycji, aniżeli ten, który gotów jest implementować sobie wszystko, co jest na zewnątrz, cały brud tego świata… Jeżeli ludzie przychodzą do Kościoła, to robią to nie po to, by móc używać prezerwatyw, sypiać ze sobą przed ślubem, korzystać z usług prostytutek, bawić się w kasynach czy nadużywać alkoholu. To wszystko można znaleźć poza Kościołem. W Kościele chce się odnaleźć to wszystko, czego nie miało się gdzie indziej i chce się stać na tym gruncie. Normy muszą być jasno wyznaczone i, moim zdaniem, odstępstwa od nich są najzwyczajniej niebezpieczne. I dla wiernych, i dla Kościoła.

Myślę, że części ludzi, którzy pracują tutaj, w mediach, daję szansę spotkania z czymś innym. Rodzę w nich jakieś zaciekawienie. Wielu zapewne zadaje sobie pytanie, jak to możliwe, że człowiek, który pracuje w mediach, w środowisku, które słynie z liberalnych poglądów, może mieć poglądy zupełnie inne. Zapewniam Księdza i zapewniam wszystkich Czytelników, że może. Nie jest prawdą, że ktoś, kto pracuje w mediach, nie może myśleć inaczej niż w duchu liberalnym. Ja sobie z tym radzę. I wielu innych też. Nie wiem, jak wygląda to w innych stacjach, u nas różnorodność się ceni.

Ale zapewne są tematy, których wolałby Pan nie poruszać przed kamerą, nie podejmować ich jako dziennikarz.

- Oczywiście, że tak. Są tematy, które są mi obce i zwyczajnie ich nie podejmuję. Nie ma problemu z tym, że ktoś ma inny kręgosłup niż ten mainstreamowy, czyli - mówiąc zwyczajnie - związany z głównym nurtem.

Część moich znajomych rzeczywiście dziwi się mojej, jak to Ksiądz powiedział wcześniej, ortodoksyjności i przywiązaniu do Kościoła; niektórzy czasami delikatnie sobie żartują, ale bez żadnych złośliwości; są jednak i tacy, którzy wybrali się na Mszę, żeby sprawdzić na żywo to, co im Skórzyński opowiada o księżach, Kościele i wierze, i czy tam jest rzeczywiście tak fajnie, jak mówi.



«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama