Ksiądz na igrzyskach

Czy niezdobycie medalu może sprzyjać odkryciu Boga i dlaczego sportowcy potrzebują na olimpiadzie księdza? Magazyn Familia, 2/2010



Po co potrzebny jest drużynie olimpijskiej ksiądz?

Potrzeby duchowe są częścią naszego życia. Także podczas igrzysk olimpijskich. Nie chodzi tylko o to, abym odprawił dla zawodników Mszę św. Ksiądz ma za zadanie nasłuchiwać sygnałów SOS, płynących z drużyny, i na nie reagować. Pamiętam, jak w trakcie igrzysk olimpijskich w Pekinie zawodnicy przychodzili do mnie porozmawiać, a czasem, gdy emocje narastały, nawet się przy mnie wykrzyczeć. Potrzebowali kogoś bliskiego i godnego zaufania.

Do jakiej modlitwy zachęca ksiądz sportowców?

Modlitwy, która związana jest z ofiarą. Zawodnicy doskonale widzą, co znaczy wyrzeczenie w wymiarze fizycznym. Kto szuka kontaktu z Panem Bogiem, musi się przygotować na wysiłek w sferze duchowej i wypracować w sobie zdolność do złożenia ofiary. Myślę tu przede wszystkim o pracy nad sobą. Modlitwa powinna otwierać nas na drugiego człowieka. Przełamywać mury pomiędzy ludźmi. Zawodnicy muszą być otwarci na siebie wzajemnie, na trenera, który im towarzyszy, na własną rodzinę, która ich wspiera.

Liczne treningi, zgrupowania, wyjazdy na igrzyska powodują, że sportowcy żyją z dala od własnej rodziny. Jak zawodnicy radzą sobie z rozłąką z najbliższymi?

W dzisiejszych czasach dzięki technice rozłąka ta nie jest już tak dotkliwa, jak to miało miejsce jeszcze kilka lat temu. Połączenia telefoniczne i internetowe są coraz bardziej dostępne. Technika jednak nigdy nie zastąpi bliskości fizycznej. Rozłąka jest faktem. Dlatego sportowiec, który przebywa daleko od swojego współmałżonka i dzieci, musi pozostać duchowo z nimi zjednoczony. Zawsze powtarzam zawodnikom, aby w czasie pobytu w domu napatrzyli się w oczy swojej żony czy męża oraz dzieci. Sportowcy są zazwyczaj bardzo dumni ze swoich dzieci. Podczas igrzysk zimowych w Turynie jeden z olimpijczyków zawołał mnie do siebie, aby pokazać mi zdjęcia swoich pociech. Gdy je oglądałem, widziałem jego wielką radość. On żył ich obecnością. Bardzo ważne jest wsparcie ze strony rodziny. Sportowcy potrzebują ich miłości, zwłaszcza na igrzyskach olimpijskich, gdy istnieje duże napięcie emocjonalne.

Czy przegrana może zbliżyć, czy też oddalić sportowca od Pana Boga?

Jest czymś naturalnym, że w człowieku, który przegrywa, pojawia się złość. Ma on pretensje do samego siebie, do otoczenia i bardzo często do Pana Boga. Pretensje te są w wielu wypadkach nieuzasadnione. W relacji do Pana Boga bywa tak, że w obliczu porażki bardzo często zapominamy, ile już Jemu zawdzięczamy. Pamiętam taką sytuację: jeden z zawodników przegrał turniej. W tym czasie przeżył także pewne niepowodzenia w życiu osobistym. Był załamany. Pewnego dnia zadzwoniła do niego mama. Powiedziała mu tylko tyle: „Synu, ty nic nie musisz! Zobacz, ile już w życiu otrzymałeś. Twoje dobre zdrowie, dotychczasowe sukcesy, możliwość dalszego sportowego rozwoju. Pomyśl, ile dobra dał ci Bóg”.

Ta rozmowa wlała w niego nowe siły, pozwoliła mu się podnieść i walczyć dalej. Uważam, że problemem współczesnych ludzi jest to, że z ich słownika znikło słowo „dziękuję”. Trzeba dzisiaj nauczyć się na nowo dziękować Panu Bogu. W chwili, gdy ponosimy klęskę, jest to oczywiście bardzo trudne. Ale właśnie warto wtedy zapytać się samego siebie, co Bóg chce mi przez tę trudną sytuację powiedzieć. Trzeba bardziej przyjrzeć się sobie samemu i zastanowić się, na jakim etapie życia się znajduję.

Co się dzieje, gdy zawodnik wygrywa? Jaką postawę powinien wtedy przyjąć?

Do zawodników, zwłaszcza młodych, mówię tak: „Jeśli choć przez chwilę pomyślałeś, że jesteś gwiazdą, to przegrałeś”. Bo zdobyć złoty medal olimpijski oznacza nauczyć się więcej pokory i cierpliwości. Wtedy właśnie należy zacząć nad sobą dużo pracować. Trzeba się nauczyć żyć w świetle kamer, gdy te kamery nas otaczają, ale także być przygotowanym na to, że one zgasną, a dziennikarze nie będą już więcej nas szukali. Wtedy dopiero zdaje się prawdziwy życiowy egzamin. Najważniejsze jest, abyśmy pozostali autentyczni. W życiu każdego z nas jest jakieś zadanie do wykonania. Chodzi o to, byśmy to nasze zadanie właściwie zrozumieli i zrealizowali.



Ks. Edward Pleń, salezjanin, krajowy duszpasterz sportowców. Towarzyszył polskim zawodnikom w trakcie igrzysk olimpijskich w Atenach, Turynie i Pekinie. Będzie z nimi w Vancuover.
«« | « | 1 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama